Quantcast
  • caradura odsłony: 5035

    Koniec związków- dlaczego tak się dzieje?

    Tak sobie myślę, że to strasznie smutne, jak dwoje ludzi strasznie się kocha, chce ze sobą być, są szczęśliwi, pobierają się, mieszkają razem, mija miesiąc, drugi, rok i ... nie mogą już na siebie patrzeć, działają na siebie jak płachta na byka, tracą do siebie szacunek, żałują, że związali się z tą drugą osobą, miłość gdzieś się rozpływa.Dlaczego tak się dzieje?A może ta początkowa sielanka nie była taka do końca prawdziwa? Może już wtedy było coś nie tak, może wtedy trzeba było pójść w inną stronę i dlatego ta 'miłość' nie przetrwała? Czy może faktycznie była szczera, silna i prawdziwa, ale wtrącił się ktoś trzeci, mącił między zakochanymi? Albo może pojawiły się jakieś poważne problemy, z którymi sobie nie poradzili?Nie chciałabym czegoś takiego przeżywać. Chciałabym, żeby moja miłość to była ta prawdziwa, silna, na całe życie.

    Odpowiedzi (36)
    Ostatnia odpowiedź: 2013-09-18, 23:22:34
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Path_24 2013-09-18 o godz. 23:22
0

czarnaaj, co u Ciebie? Jak sytuacja?

Odpowiedz
Andzia_82 2013-09-18 o godz. 22:10
0

masz racjie

Odpowiedz
Path_24 2013-09-18 o godz. 04:08
0

bo z nimi jak z dziećmi...

Odpowiedz
Andzia_82 2013-09-18 o godz. 00:12
0

tak zgadzam sie mysla ze im wszystko wolno a na to pozwolic nie mozemy bo wejda nam na głowe

Odpowiedz
Path_24 2013-09-17 o godz. 23:23
0

:( czarnaaj, to chyab trzeba przeczekać, ja powiedziałam stanowczo, ze nie mam więcej zamiaru PROSIĆ i PRZEPRASZAĆ, że kłade na to " laskę" i co ma być to będzie, że tez mam uczucia i że swoim nieodzywaniem się on rani mnie (naprawdę chce zeby wszytsko było oki) i PATRZ O DZIWO SĄ JAKIEŚ SKUTKI- przyszedł , pogadaliśmy i powiedzial nigdy więcej zadnych kłotnie ( )


czarnaaj, nie martw się, po prostu te chłopy za duzo sobie pozwalają

Odpowiedz
Reklama
czarnaaj 2013-09-17 o godz. 22:01
0

ech u mnie z powrrotem beznadzieja

starram sie ale przeciez nie bede m we wszystkim przyklaskiwac --jak zapytalalm dziewczyn o rade okzalo sie ze nie wspieram m --no to juz nie wiem co tu zaradzic --chyba wsszystko czynic wbrew sobie wtedy jest lepiej


pati-mozemy sobie reke podac ech u mnie tez sie obrazil

Odpowiedz
Andzia_82 2013-09-17 o godz. 07:47
0

:(

Odpowiedz
Path_24 2013-09-15 o godz. 22:43
0

to i ja się przyłącze, po wczorajszym wieczorze mam takiego doła ze szkoda gadac:( niby z mojej winy i nie z mojej winy. K się obraził i nawet moje przeprosiny nie pomogły:( Niby błachostka:(

wczoraj piowrwszy raz nie wiem od jakiego czasy wyszłam do kolezanki, piwko, ploty, kiedy napisał mi sms ze nie wie co ma ze sobą począc, to zwyczajnie zabrałam tyłek w troki i poszłam do niego, czasu duzo nie miałam bo mała spac chciała, wiec pomyslałam ze sobie popiszemy jak wroce do domku.. no i popisalismy poł godziny ( a wczesniej nie widziałam go cały dzien) poszedl do brata bo impreza rodzinna była , własciwie to nie wiem po co poszedł z nowu skoro wrocił z niej do domku... no i napisałam sms ALE MNIE OLAŁEŚ...

i sie zaczęło.... dymmmmm... nie wytrzymałam rzuciłam dwa zdania które swiadczyły o tym ze nie mam do niego zaufania ( a mam , kuzwa w złosci klepie sie rozne rzeczy)

Przeprosiłam, przyznałam sie do błędu, napisałam chyba milion sms a on nadal obrazony......... Tłumacze ze nie ma ludzi idealnych, ze sprzeczki, kłotnie zdarzaja sie wszedzie, ale ze trzeba jakoś sobie wybaczac i isc na kompromisy, tym bardziej ze to nie był niewiadomo jaki powód.....

No i taka sobie siedze dzisiaj zdołowana.

wrrrrrr :|

Odpowiedz
czarnaaj 2013-09-15 o godz. 08:00
0

moze to jakies chwilowe przejsciowe klopoty nas dopadly--ja sie postaram zeby lepiej bylo--rozmowa juz byla i to burzliwa na maksa lol moze cos dotarlo do nas

Odpowiedz
miu miu 2013-09-14 o godz. 13:16
0

wieecie co najbardziej boli?? Że niby mam tą moją ukochaną osobę a czuję się okropnie samotna :(
tak nie powinno być

Odpowiedz
Reklama
czarnaaj 2013-09-14 o godz. 09:16
0

hej babeczki
u nas tez tak ostatnio niezbyt milo

moj ma uwaza ze go nie rozumiem , ostatanio ciagle sie klocimy i mmay do siebe jakies zale, pretensje , ja uwazam ze nie pomaga mi w domu , ledwo kiedy zajmie sie malym z wlasnej woli, hmmmmmmmm, starsznie mnie to martwi, ale nie bede przeociez zawsze ustepowac bo nie o to tu chodzi -zwiazek partnerski pojmuje nieco inaczej w praktyce wychodzi na to ze wczesniejsze jego zalozenia okazaly sie mrzonka ==do tego dochodzi mieszkanie z rodzicami-masakra , kocham go ale jakos powialo chlodem , cos sie zepsulo ,mam nadziije ze sie da naprawic --doluue mnie to zaawsze sie rozumielismy --ale moj ma odkad postanowil zalozyc wlasna firme wszystkie rozumy pozjadal, dobra koniec na razie bo smece na wieczor


Silver napisał(a):Trochę smutno się mi zrobiło ale niestety trzeba spojrzeć prawdzie w oczy że tak jest . Poradzcie co robić . Nie mam już ochoty być tą która wszystko robi za wszystko jest odpowiedzialna i niedoceniona . Zaczęłam się burzyć i myślę że z tego rodzą się problemy . Zawsze starałam się pomagać , byłam bardziej ugodowa , robiłam wszystko zanim on pomyślał a teraz nie daję już się wykorzystywać . Boję się że ciężki okres przed nami ale inaczej już niepotrafię .
Ps . Jeci taki program w tv że kobiety zamieniają się rodzinami i domami , czasami marzę żeby też się zamienić z taką kobietą która niedba o dom , o rodzinę , nie pracuje , nie stara się być akrakcyjna dla swojego partnera nie chce się kochać z nim ... wtedy może mój mąż doceniłby to co ma w domu

jakbym cyztala o wlasnym zyciu--ja jestem cholernie ambitna i to ze nie pracuje teraz sknczylam studia starsznie mnie dobija i wpedza w dolka ---z tym wykorzystywaniem zgadzams ie w 100 procentach --buntuje sie i bede buntowac chocny to sie zle skonczyc mialo

Odpowiedz
Pysia 2013-09-14 o godz. 07:01
0

Silver Wiesz moja mama byłą zawsze tą co to dawala rękę a zgodę. Pozwalała sobei wchodzić an głowę. I nic to nei dwałao. wręćz było jeszcze gorzej. Bo gdy czasem pozwała sobie powiedzieć nie to oberwało jej się.
Ja tak nie chciałam. I kilka moich związków sie przez to rozpadlo. Ale teraz wiem co robić. Już na początku z mężem ustlailiśmy jasne zasady. I tego sie trzymam. Nie powiem są zgrzyty mniejsze i większe. Ale zawsze żadam szacunku dla siebie i mojej pracy. Wszystko jedno gdzie wykonywanej.
Tylko tego uczy sie w domu. A mój mąż ma zakodowane, ze ktoś coś zrobił i wypadałoby podziękować. Takie trzy proste słowa są mało dziś używane. A życie byłoby prostsze gdyby się o tym pamiętalo.

Odpowiedz
gocha* 2013-09-14 o godz. 06:21
0

Wiidzę że temat odświerzony

no to powieem wam, że mam stresa okropneego bo z R się 3 miesiące nie widziałam i wraca w niedziielę. Boję sie że znonwu zaczną się kłótnie i takie tam niieciekawe sytuacje

wieecie co najbardziej boli?? Że niby mam tą moją ukochaną osobę a czuję się okropnie samotna :( juz nawet pomijając ten fakt że teraz i fizycznie samotna jestem

Odpowiedz
Gość 2013-09-14 o godz. 05:50
0

aga* napisał(a):Miłość jest jak ognisko - bardzo trafne porównanie. Problemem w związkach jest nietolerancja wad partnera. Z czasem rosną one do niewyobrażalnych rozmiarów i wtedy widzimy partnera tylko i wyłącznie przez pryzmat tych wad on czuje się niedoceniany i przestaje się starać no bo po co, skoro i tak jest beznadziejny, spirala się zaczyna nakręcać. Wiem bo u nas był taki moment. Po prostu partnerstwo to sztuka kompromisów, ja jestem bałaganiarą on nie jest techniczny i nic w domu nie naprawi i musimy z tym żyć. Ostatnio on sprzątał a ja malowałam futryny. A jak za często muszę prosić o to samo bo ciągle słyszę zaraz, to jak on o cośprosi, typu podaj mi pilota to przechodzę i mówię zaraz albo udaję że zapominam , po kilku razach mówię o co chodzi, że on też robi wszystko zaraz i jakoś się dogadujemy.
A tak na marginesie wg badań psychologów pierwszy poważny kryzys w związku zwykle pojawia się po około 7 latach,.
To chyba o nas to u góry
Trochę smutno się mi zrobiło ale niestety trzeba spojrzeć prawdzie w oczy że tak jest . Poradzcie co robić . Nie mam już ochoty być tą która wszystko robi za wszystko jest odpowiedzialna i niedoceniona . Zaczęłam się burzyć i myślę że z tego rodzą się problemy . Zawsze starałam się pomagać , byłam bardziej ugodowa , robiłam wszystko zanim on pomyślał a teraz nie daję już się wykorzystywać . Boję się że ciężki okres przed nami ale inaczej już niepotrafię .
Ps . Jeci taki program w tv że kobiety zamieniają się rodzinami i domami , czasami marzę żeby też się zamienić z taką kobietą która niedba o dom , o rodzinę , nie pracuje , nie stara się być akrakcyjna dla swojego partnera nie chce się kochać z nim ... wtedy może mój mąż doceniłby to co ma w domu

Odpowiedz
Andzia_82 2013-09-13 o godz. 06:03
0

:|

Odpowiedz
Gość 2013-09-13 o godz. 00:18
0

heh tak sobię podczytałam i musze przyznać z ręką na sercu ,że twożymy z moim mężem udany i szczęśliwy związek ,owszem są kłótnie, zatargi ale tak jak i ja i on potrafimy iść na kompromis i zawsze wyciąfać niezbędne wnioski :D jesteśmy razem już 6 rok pierwszy kryzys przeszliśmy szybko po 3 latach naszego wspólnego życia ale jakoś wszystko się poukładało teraz tworzymy swietny związek i niektórzy nawet nam zazdroszczą oby nam się nie popsuło i było tak nadal

Odpowiedz
caradura 2013-06-16 o godz. 09:08
0

aslup napisał(a):wg badań psychologów pierwszy poważny kryzys w związku zwykle pojawia się po około 7 latach,.
czyli wszystko przede mną :P
też myślę, że najważniejsze to umieć pójść na kompromis. ale niestety bywa tak, że ta druga osoba nie chce rozmawiać - zamyka się, izoluje, oddala, w ogóle nie stara się, by było lepiej lub zawsze usiłuje postawić na swoim.

Odpowiedz
aga-wrocek 2013-06-14 o godz. 20:49
0

Miłość jest jak ognisko - bardzo trafne porównanie. Problemem w związkach jest nietolerancja wad partnera. Z czasem rosną one do niewyobrażalnych rozmiarów i wtedy widzimy partnera tylko i wyłącznie przez pryzmat tych wad on czuje się niedoceniany i przestaje się starać no bo po co, skoro i tak jest beznadziejny, spirala się zaczyna nakręcać. Wiem bo u nas był taki moment. Po prostu partnerstwo to sztuka kompromisów, ja jestem bałaganiarą on nie jest techniczny i nic w domu nie naprawi i musimy z tym żyć. Ostatnio on sprzątał a ja malowałam futryny. A jak za często muszę prosić o to samo bo ciągle słyszę zaraz, to jak on o cośprosi, typu podaj mi pilota to przechodzę i mówię zaraz albo udaję że zapominam, po kilku razach mówię o co chodzi, że on też robi wszystko zaraz i jakoś się dogadujemy.
A tak na marginesie wg badań psychologów pierwszy poważny kryzys w związku zwykle pojawia się po około 7 latach,.

Odpowiedz
caradura 2013-06-07 o godz. 22:43
0

mój piwa nie lubi
ale golonką to by pewnie nie pogardził lol

Odpowiedz
Gość 2013-06-07 o godz. 22:40
0

i z golonką do pełni szczęścia

Odpowiedz
moni@ 2013-06-07 o godz. 21:41
0

caradura napisał(a):kiki często pisała, że chłopa trzeba czasem do lodówki
chyba z piwem

Odpowiedz
caradura 2013-06-07 o godz. 09:16
0

kiki często pisała, że chłopa trzeba czasem do lodówki

Odpowiedz
moni@ 2013-06-07 o godz. 08:15
0

a może trzeba się od nich trochę odsunąć? tak ciut ciut - żeby nie czuli się zbyt pewnie że za nimi szalejemy (bez przesady - kocham ale zauroczenie minęło) niech znowu się postarają o nasze względy. Wiecie - tak zadbać przede wszystkim o siebie. Jak będzie coś chciał to powiedzieć "wiesz, w sumie to ja się umówiłam z Irką". Może zrozumie, że nie jest jedyny w naszym życiu (czyt. jedynym obiektem zainteresowań w ciągu dnia). Ale czy to pomoże?
Gray w książce "Mężczyźni są z Marsa a Kobiety z Wenus" pisał że faceci są jak sprężynki. Muszą się "oddalić" by od razu do nas "wrócić". Szkoda tylko że jak najbardziej są potrzebni to jakoś ich nie ma...

Odpowiedz
marlenau 2013-06-07 o godz. 05:25
0

u mnie niestety jst tak samo, kumple w pracy go zmienili. A ja myslalam ze jak zalozyl rodzine to przynajmniej umie pomyslec ze np trzeba pobawic sie z ynkiem czy pomuc cos zrobic (wczesniej tak robil) a teraz nic tylko tv albo spanie i nie ma czasu nawet wyjsc z nami na spacer bo oglada mecz choc wczesniej go to wogole nie interesowalo

Odpowiedz
caradura 2013-06-07 o godz. 01:31
0

:(

Odpowiedz
moni@ 2013-06-07 o godz. 00:53
0

*gocha* napisał(a):caradura u mnie zaczyna źle się dziać
R ma kolegę który ciągle się naśmiewa że jest u mnie pod pantoflem więc R WCALE MI NIE POMAGA!!!!!!!! A jak go o coś proszę to jest nie bo nie chcę być pod pantoflem
jejku - jakbym o sobie czytała. Najgorsze jest to, że podburzają go nie faceci samotni tylko tacy, którzy wcześniej od nas się pobrali. Kurcze a ten potem stawia się kantem no bo przecież kumpel nie może się z niego naśmiewać. Szlag mnie wtedy trafia jak chce to niech się przeprowadzi do kumpla, z nim niech zamieszka, niech on mu pierze i prasuje i d... daje (sorki ale się zdenerwowałam...)

marta27 napisał(a):w zadnym zwiazku nie jest bez przerwy kolorowo - idealna sinusoida, jak to w zyciu bywa. (...) czekanie na dziecko (...) wspolny wyjazd, imprezy, znajomi - ale i te gorsze dni - brak pieniazkow, klopoty w pracy, czasami klotnie "o wiatr"
i jeszcze do tego wpólna praca :( jak widzę jak się obija to mnie trzęsie i bym go normalnie w tyłek kopnęła żeby przyspieszył. Wkurza mnie jak muszę zapieprzać a on z papieroskiem chodzi i cholera nie domyśli się, że skoro ma luźniejszy dzień to chociaż z czegoś by mnie wyręczył. Jak nie powiem to sam nie wpadnie na to by zrobić obiad czy odkurzyć.

Ostatnio nie wiem co się z nim dzieje. Wiem, że ja mogę być wkurzająca skoro wydrę na niego papę ale skoro proszę go o coś 10 razy to za jedenastym już k.... latają bo mnie krew zalewa - gorzej niż z dzieckiem. A potem że się drę. I milion razy proszę go o to samo jak grochem o ścianę. Wystarczyłyby takie małe drobiazgi którymi kiedyś potrafił mnie zaskoczyć. wrrrrrrrrrrrrr
Czy ktoś ma receptę na odświerzenie związku? Bo ja już wszystkiego próbowałam. Obecnie trochę się od niego odsuwam i zajmuję samą sobą. Żeby nie zwariować i coś robić też tylko dla swojej przyjemności. Ale czy to pomoże? Wiem że nie mogę oczekiwać cudów ale kiedyś to jeszcze trochę się postarał i pomyślał a teraz to jakby był śpiący.

Odpowiedz
caradura 2013-06-06 o godz. 23:33
0

u nas też latają talerze, ale mimo wszystko uważam, że jesteśmy fajną parą i czuję się szczęśliwa w tym związku
bardziej chodzi o to, że ludzie po jakimś czasie przestają do siebie czuć cokolwiek, a jeśli już, to są to odczucia negatywne
czasami kobiety mówią (mówię tylko o kobietach, bo jeszcze żaden mąż mi się nie zwierzał): jaka ja byłam głupia; po co mi to było; żałuję, że za niego wyszłam. to jest najbardziej przykre, nie kłótnie, bo one moim zdaniem są nieodłącznym elementem naszego życia, każdy jest przecież inny, ma inne potrzeby, pragnienia, wymagania ..

Odpowiedz
monia:) 2013-06-06 o godz. 19:39
0

caradura napisał(a):nudy i monotonii się raczej nie boję. właściwie to ja się nie boję (no, może odrobinę).
zastanawiam się tylko, dlaczego ludzie tak szybko przestają się kochać?
martwi mnie to.
bo miłośc jest jak ogień (domowe ognisko) jeśli się go nie podsyca............... to gasnie :(

Odpowiedz
miu miu 2013-06-06 o godz. 16:56
0

R ma kolegę który ciągle się naśmiewa że jest u mnie pod pantoflem
lol
jakie to typowe
zwłaszcza jak jest grono kumpli i nagle jeden z nich żeni sie albo zostaje ojcem kończy sie swoboda imprezy dziewczyny...i wtedy zaczyna sie nagonka na takiego a on co?musi pokazać kumplom.... lol
ok trzydziestki ten problem znika bo wtedy wiekszosc jest juz "pod pantoflem"
wszystkie moje kolezanki miały lub mają ten problem
wiem ze to śmieszne nie jest

Odpowiedz
marta27 2013-06-06 o godz. 13:47
0

wiesz, kazdy ma lepsze i gorsze dni, tygodnie czy miesiace. nie mozna generalizowac, ze jest tylko smutno, szaro i bez milosci. (troche to nadinterpretacja tego, co napisalas, przepraszam :D ) w zadnym zwiazku nie jest bez przerwy kolorowo - idealna sinusoida, jak to w zyciu bywa. sa wzloty - czekanie na dziecko, nowe auto, wspolny wyjazd, imprezy, znajomi - ale i te gorsze dni - brak pieniazkow, klopoty w pracy, czasami klotnie "o wiatr"
ja uwaznie przygladam sie swoim znajomym i w 90 % sa to bardzo udane malzenstwa, ludzie mlodzi duchem, pelni energii, zapalu do zycia, z poczuciem humoru... ale i m dluzej czlowiek z nimi przebywa okazuje sie, ze dobry humor i wesolosc to tylko czesc zycia - sa tez problemy, tesknoty, choroby -

jak w zyciu....

nie ma ludzi idealnych, nie ma par idealnych

moja mama ma drugiego meza, maja 52 i 55 lat i tez chodza za raczke, sciskaja sie, caluja, klepia po pupie. z pozoru sielanka. ale tez sie kloca az talerze fruwaja

Odpowiedz
caradura 2013-06-06 o godz. 10:53
0

*gocha*, przykro mi :(
to mnie strasznie denerwuje, jak się znajdzie jakiś cwaniak zakompleksiony, niby wielki macho, a tak naprawdę nikt go nie chce i mąci w innych związkach i podburza facetów, że niby są pantoflarzami itd. też to przerabiałam, tylko my nie mamy dziecka i to była chyba złagodzona wersja, bo nie kłócilismy się o to strasznie. ale nie martw się, twój mąż się kiedyś w końcu przekona na kogo zawsze może liczyć i kto powinien być dla niego najważniejszy.

kiedy pierwszy raz weszłam na baybusa i poczytałam sobie trochę, pomyślałam: o, wreszcie jakieś szczęśliwe, zakochane małżeństwa, cud miód i orzeszki, wszyscy się kochają i o jak fajnie. odzyskałam wiarę w instytucję małżeństwa, bo u mnie w rodzinie i w najbliższym otoczeniu to jakos tak same kłótnie, rozwody, zdrady - prawdziwa miłość to sporadyczne przypadki.
ale im dłużej czytam tym bardziej mi smutno. bo wcale nie jest tak kolorowo, jak mi się wydawało.

Odpowiedz
gocha* 2013-06-06 o godz. 10:37
0

caradura u mnie zaczyna źle się dziać
R ma kolegę który ciągle się naśmiewa że jest u mnie pod pantoflem więc R WCALE MI NIE POMAGA!!!!!!!! A jak go o coś proszę to jest nie bo nie chcę być pod pantoflem więc jesteśmy skłóceni już od dłuższego czasu i już patrzeć na niego nie mogę A nasz związek zaczął się od przyjaźni-- czasami żałuję że się na tym nie skończył

Odpowiedz
caradura 2013-06-06 o godz. 10:29
0

nudy i monotonii się raczej nie boję. właściwie to ja się nie boję (no, może odrobinę).
zastanawiam się tylko, dlaczego ludzie tak szybko przestają się kochać?
martwi mnie to.

Odpowiedz
sensikue 2013-06-06 o godz. 09:17
0

caradura tez zcasem sie nad tym zastanawiam...
i starsznie sie boje takiej sytuacji...najgorzej boje sie takiej monotonii i nudy w zwiazku ze nie bedzie o czym gadac ani co robic...

Odpowiedz
caradura 2013-06-06 o godz. 09:09
0

barbarosa napisał(a): nie wiem co ci napisac
mozna by gdybac ale to nie ma sensu
prawdopodobnie jesli jestes zakochana a on robi cos nia tak to pewniez nim zostaniesz
bo zawsze jest nadzieja ze jego zachowanie sie zmieni
ale tu nie chodzi o mnie, ja nie mam takiego problemu (przynajmniej narazie i oby na zawsze)
obserwuję bacznie młode małżeństwa (bo to przede mną jeszcze) i to co widzę, choćby w rodzinie, jakoś nie napawa mnie optymizmem

Odpowiedz
miu miu 2013-06-06 o godz. 03:35
0

Może już wtedy było coś nie tak
a jesli o to chodzi to nie wiem co ci napisac
mozna by gdybac ale to nie ma sensu
prawdopodobnie jesli jestes zakochana a on robi cos nia tak to pewniez nim zostaniesz
bo zawsze jest nadzieja ze jego zachowanie sie zmieni
znam takie które swoich facetów wychowały choc ja osobiscie w to nie wierze moze to tez zalezy od faceta -nie wiem
faktem jest ze są pewne sygnały na które mozesz zwrócic uwage na poczatku które pokazują co zapewne czeka cie w przyszłosci
zauwaz czy jak pójdziesz z nim do jego domu to czy zajmuje sie tobą a nie zostawia samą i gdzies wychodzi czy zawsze zwraca sie do ciebie po imieniu czy jak cos mowisz to patrzy w twoją strone czy moze w tym czasie gapi sie w komputer lub telewizor czy przerywa rozmowe z toba bo dzwoni komórka i zaczyna gadac z kims kompletnie nie zwracając uwagi na ciebie czy jak sie rozpłaczesz bo cos sie stało co ci sprawiło przykrosc to cie przytula i stara uspokoic czy nasmiewa sie z ciebie ze sobie znowu wymysliłaś problem albo mówi ze jestes histeryczka ......itd
przykłady moznaby mnozyc to takie niuanse czesto nie zwracamy na nie uwagi ale sa bardzo wazne

takie związki jak opisałaś sa wiekszoscią małzeństwa po 20 latach zwykle wygladają jak wyglądają znudzenie monotonnia kłótnie w zasadzie nikt sie temu nie dziwi i jest to uwazazane za normalnie-rozejrzyj sie wokół pełno takich ludzi
ale sama osobiscie znam takich(rodzice mojej kolezanki) którzy w wieku 40 lat mając dorosłe juz dzieci chodza trzymając sie za rece hehe lol -wiec jest nadzieja rzadko sie zdarza ale jednak!! :D
to se popisałam...hehe...

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie