Quantcast
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Gość 2013-11-25 o godz. 16:39
0

Koleżanka dwa tygodnie temu urodziła tam synka (pierwsza ciąża). O 19 była w szpitalu o 22.30 urodziła i bardzo sobie chwali...

Odpowiedz
NUKA 2013-11-21 o godz. 19:05
0

nie ma za co :)

Mi tak się strasznie nudzi że siedzę na tym forum i tak piszę, może czasem za dużo. Cieszę się Justyś że tobie to nie przeszkadza :)

Odpowiedz
Gość 2013-11-21 o godz. 02:13
0

Dziewczyny, bardzo dziekuje :) a Tobie Nuka szczegolnie

Odpowiedz
NUKA 2013-11-20 o godz. 12:19
0

To komentarze o tym spzitalu jakie znalazłam na http://www.rodzicpoludzku.pl :

"2005-12-16 17:26:36 Wystawił: Annam-s Data porodu: 01/08/2005
Owszem na moją prośbę dziecko wykąpano "za mnie", ale nikt nie przwijał ani nie ubierał mojego maleństwa, ani żadnego na tej samaj sali w kązdym razie. A łóżka faktycznie za wysokie, szczególnie dla kobiety po szyciu, która i tak ma broblemy z siadaniem ;) Ale gdybym miała jeszcze raz rodzić, to też wybrałabym Bielański, tylko tym razem z opłaconą położna może wtedy traktują jeszcze lepiej?... :) "

"Rodziłam w tym szpitalu już dwa razy, wiosną zamierzam właśnie tam urodzić swoje trzecie dziecko. Atmosfera panująca podczas porodu jest doskonała, rozluźniająca i przyjazna matce i ojcu. To ważne, żeby nie wpaść w panikę szczególnie przy pierwszym porodzie. Wszystkie leki, znieczulenia podawane są po wcześniejszej informacji i konsultacji z pacjentką, na moje życzenie dostałam jeszcze jedną dawkę znieczulenia ;) Ostatnia faza porodu przebiega faktycznie na leżąco lub półleżąco, myślę, że dla bezpieczeństwa, ale pierwsze słyszę o przywiązywaniu nóg do "helikoptera", nawet nikt nie próbował mi tego zrobić. Po urodzeniu dziecka położna położyła mi je na kilka minut brzuchu, co było najpiękniejszą nagrodą za trud porodu. Oczywiście pępowinę przecinał mąż, a potem po badaniach dostał zawiniątko na ręce. Później miałam dwie godzinki na spokojny sen i odpoczynek po porodzie. Na sali poporodowej warunki całkiem niezłe, może troszkę za wysokie łóżka jak dla mnie ;) ale do zniesienia. Na opiekę i personel nie mogę narzekać. Pielęgniarki robią właściwie wszystko za zmęczoną mamę, przewijają, kąpią i przebierają maluszka. Mamy muszą tylko swoje dzieci nakarmić. Uważam że to doskonałe rozwiązanie, w końcu mamy muszą nabrać sił do dalszej pracy. Ogólne wrażenia mam bardzo dobre, a na nagrodę zasługuje w tym szpitalu przede wszystkim jedna położna pani ania Błędowska, jest z rodzicami od KTG do wyjścia ze szpitala z dzieckiem ;) "

"Pierwszy raz rodziłam w szpitalu Bielańskim w 1997 roku i wspominam to bardzo źle -nie informowano mnie o niczym podczas porodu ani po, personel po porodzie nie pomagał w kontakcie z dzieckiem, ani przy karmieniu, a warunki były fatalne. Od tego czasu wiele się zmieniło na plus.Golenie jest podobno obowiązkowe, ale ja przyjechałam lekko podgolona i to wystarczyło, a do lewatywy nie zmuszano. Rejerstracja przebiegała miło. Czekano cierpliwie by minął mi skurcz nim zadano kolejne pytanie do wypełninienia formularza. Warunki na sali bardzo dobre, lecz niestety pokój jest dwuosobowy i przedzielony tylko kotarą, a że pani obok nie bardzo dawała sobie radę to rozpraszało. Rodziłam razem z mężem, co nic nie kosztuje -to plus. pomagała fantastyczna położna niestety nie przedstawła się i nie miała plakietki, więc po fakcie nie wiedziałam komu mam podziękować. A było za co, gdyż do ostatniej chwili zwlekała z nacinaniem krocza, mimo namów lekarza i robiła co w jej mocy by obejść się bez tego. Pozwalała przez caly czas przyjmować pozycję jaką chciałam, nakłaniano co prawda do leżenia ale przy determinacji mojej i męża bez problemu pozwalano siedzieć, wstawać, chodzić, a kładzono tylko na badanie. Oksytocynę podano w pewnym momencie bez pytania, lecz udzielono informacji co dają, gdy się upomnieliśmy. Pytano się czy życzę sobie znieczulenie, ale nie nakłaniano do tego całe szczęście, więc urodziłam jak chciałam świadomie. Można brać prysznic dla złagodzenia bólu. Położna pomogła mi wstać przy łóżku by przyspieszyć odejście wód i obyło się bez przekłuwanie pęcherza. Niestety ostatni etap odbywa się OBOWIĄZKOWO NA LEŻĄCO :( więc przywiązano mi nogę i przyznaję ze pozycja była fatalna dfla mnie -wolałam rodzić w kucki lub na stojąco. Za to położna i lekarz bardzo mi pomogli w trakcie parcia. Ginekolog co prawda był niezbyt sympatyczny w obejści, ale świetnie pomogł mi zrozumieć kiedy jest szczyt skurczu by pchać, położna rozciągała szyjkę i zwlekała z nacięciem do ostatniej chwili. Ogólnie wrażenia mam jak najlepsze. Zszywał mnie przemiły doktor, który starał się rozbawić mnie w tej najgorszej chwili. Najtrudniejszy był dla mnie moment szycia -dużo gorszy niż ból porodowy gdyż byłanm już cała obolała. Pobyt w szpitalu trwał 1 1/2 doby, gdyż było przepełnienie i wypuścili mnie z córeczką mimożółtaczki fizjologicznej. Nikt nie pomagał przy przystawianiu dziecka do piersi, a były panie które miały z tym problem. Na życzenie pielęgnierka kśąpała dziecko. Dzieci są na sali z mamami i pielęgniarki nie pomagają w opiece. Odpowiadało mi to, ale niektóre Mamy były przemęczone i nie dawały sobie rady. Odwiedziny nie są limitowane, z wyjątkiem obchodu porannego, do 20.00 może wejść każdy. Wpuszczono nawet mego ośmioletniego synka by zobaczył siostrę.Informacja na oddziale fatalna- pacjent czuje się podmiotowo. Ale w trakcie porodu jest lepiej. Odział po remoncie, małe sale (byłam na 3 osobowej) w miarę ładne, z łazienkami, czyste łazienki, ale sprzątanie w porze wygodnej dla personelu i używa się środków czyszczących o silnym zapachu przy dzieciach. Na sali porodowej łóżko, stołek przy nim i fotel vis a vis łóżka. Na każdej sali stanowisko do badania noworodka. Ogólnie oceniam że w ciągu ośmiu lat szpitral zmienił się na plus. Jak na warszawski standar to dobry szpital i persone fachowy. Mogę polecić, choć nie jest tam idealnie, ja wspominam dobez. Sadzę jednak że pierworódki mogą mieć problem zarówno z porodem jak i opieka nad dzieckiem. Ja jestem bardzo zadowolona"

"ogólnie oceniam bardzo dobrze. z planowym cc dostałam się przyjęto mnie tam wieczorem 2 dni wcześniej, z uwagi na rozchwiane KTG dzidzi. chyba miałam szczęście, następną rodzącą odesłano na Inflancka z braku miejsc. oddział gin-poł świeżo po remoncie, wygląda bajkowo jak z serialu. informacyjnie też nieźle, na wejściu jest już recepcja gdzie o wszystko można zapytać (w przeciwieństwie do Kasprzaka np. skąd uciekłam z przerażeniem...) całą noc leżałam podłączona do KTG, rano zdecydowano że jeden dzień różnicy nie robi i będą ciąć. przygotowanie do CC 20 minut, po 15 od znieczulenia moja mała już była na świecie;-) trochę nami mieszali na pooperacyjnych bo naprawdę było przeludnienie - podziękowania za opiekę i towarzystwo dla pani z pooperacyjnej, zdaje się Arlety. do położnych mam trochę żalu że ich porady laktacyjne ograniczały się wyściskania moich płaskich brodawek w których dopiero w trzeciej dobie po zaczęła pojawiać się siara po kropelce... skończyło się pogryzieniem i pokrwawieniem brodawek ale potem jakoś poszło. po 24h każą wstać i zajmować się dziećmi. siostry kąpią i ew dokarmiają jeśli chcesz (zanim wstaniesz dokarmiają z marszu, więc jeśli ktoś ma obiekcje radzę zastrzec przed) leżałam na sali 3 osobowej, prysznic jak w hotelach, w ogóle warunki bardzo dobre. dziwna jestem może bo i jedzenie mi smakowało. choć załapałam się tylko na 2 obiadki bo nawet po CC wyrzucili nas w trzeciej dobie - pewnie koszty;-) polecam ten szpital, ale domagajcie się swoich praw, raczej nie odmawiają ci pomocy"

"Wiele plusów i równie wiele minusów. Przed porodem znalazłam się na oddziale patologii ciąży (byłam już 10 dni po terminie i wyniki KTG nie były najlepsze). Opiekę na tym oddziale oceniam jako dobrą, siostry były bardzo życzliwe i pomocne, lekarze również. Ze względu na stan mojego zdrowia zostałam poddana próbie oksytocynowej, wytłumaczono mi dokładnie na czym polega zabieg i dlaczego się go przeprowadza. Byłam uprzedzona, że może on wywołać poród. Pozwolono mojemu mężowi być ze mną w trakcie zabiegu. Asystowały przy tym dwie studentki szkoły położnych, nie zapytano mnie o zgodę, ale same studentki na moje pytanie czy wiele jeszcze osób będzie dziś na praktyce odparły że nikt więcej, i grzecznie spytały, czy ich obecność mi przeszkadza. Ponieważ były bardzo miłe nie miałam nic przeciwko temu, ale uprzedziłam, że jeśli zacznę rodzić to być może je przeproszę. W trakcie próby oksytocynowej lekarka zdecydowała o indukowaniu porodu, o czym nie zostałam uprzedzona, zresztą indukcja nie powiodła się. O tym, jakie leki są mi podawane byłam informowana. Odmówiłam przyjęcia dolarganu, co zostało przyjęte ze zdziwniem i pewną niechęcią przez lekarkę, ale uszanowane. Poza tym nie mam zastrzeżeń - traktowana byłam dobrze, szanowano moją intymność. Prawdziwy poród zaczął się w następnej dobie, w nocy. Przy porodzie asystowała położna pani Grażyna Świderska, bardzo ciepła i sympatyczna osoba, przy której czułam się bezpiecznie. Mąż był ze mną cały czas. Byliśmy w sali do porodów rodzinnych, pojedynczej, czyściutkiej i bardzo ładnie urządzonej (szpital był niedawno remontowany), nie musieliśmy za nic płacić. Atmosfera była spokojna, mogliśmy mieć wyłączona światło, paliła się tylko mała lampka, nikt niepowołany nie zaglądał do sali, a położna kontrolowała tylko sytuację, badała delikatnie, doradzała i niczego nie narzucała - pełna swoboda ruchowa, wyboru pozycji itd. Niestety, w tym szpitalu zabraniają jedzenia w czasie porodu, można tylko pić wodę. Nie miałam lewatywy, nikt jej nawet nie proponował, a ogolona zostałam przed samym nacięciem, tylko tyle, ile było konieczne i za moją zgodą. Korzystałam z kanapy, worka sako, prysznica. Pierwszy okres porodu wspominam i oceniam bardzo dobrze. Niestety, w fazie partej nie było już swobody wyboru pozycji (poproszono mnie o położenie się na łóżku porodowym, nie dyskutowałam, a każdy kto rodził rozumie, że po prostu na tym etapie dyskutować się już nie da), rodziłam na szczęście w bardziej siedzącej niż leżącej pozycji, ale z nogami w górze, które na dodatek zostały przypięte!!! Trudno mi winić za to położną, wygląda na to, że jest to rutynowa praktyka w tym szpitalu, podobnie jak nacinanie krocza. Warto dodać, że pani Grażyna została ze mną do końca porodu, mimo że jej dyżur się skończył, jestem jej za to głęboko wdzięczna. Po porodzie położono mi dziecko na brzuchu, na krótko, potem było badane pediatrycznie, co odbyło się w tej samej sali, na moich oczach i trwało bardzo krótko, zaraz potem znów dostałam dziecko i mogłam je przystawić do piersi (w czym nikt nie pomógł, ale nie mam pretensji, bo po pierwsze - odbywały się jedzcze dwa porody, po drugie - nie prosiłam o pomoc, co okazało się błędem). Ogólnie poród, mimo końcówki z nóżkami w górze, wspominam bardzo dobrze, czułam się bezpiecznie, intymnie, personel był przyjazny. Dużo gorzej oceniam pobyt na oddziale położniczym, stąd oceny oscylujące wokół 4 i 3. Właściwie nikt się mną nie interesował, nikt nie kontrolował, jak idzie karmienie, czy dobrze przystawiam dziecko itd. Jedna z sióstr kąpała dzieci w sposób, którego nie da się określić inaczej, niż barbarzyński. Ogólnie atmosfera była średnio przyjemna (choć estetyka, higiena i urządzenie oddziału nie pozostawiało nic do życzenia), szczytem wszystkiego był lekarz, który na obchodzie nie obejrzał nawet mojego krocza, za to wygadywał głupoty na temat karmienia i kazał mi zostać dzień dłużej w szpitalu (nie badając mnie, więc do dziś nie wiem, czemu, choć mam teorię, że po prostu nie chciało mu się sporządzać wypisu), a ponieważ poprzedniego dnia lekarze na obchodzie powiedzieli, że jutro mogę już wyjść, to zapytałam go, czemu mam zostać dłużej, skoro powiedziano mi, że mogę już wyjść, na co zapytał "Kto pani powiedział? W telewizji powiedzieli? Nie, jutro pani wyjdzie." po czym wyszedł z sali i był już potem nieuchwytny. Pozytywny wyjątek stanowiły dwie siostry, ale ich nazwisk niestety nie pamiętam, jedna z nich zasugerowała mi, żebym wyszła na własne życzenie, co też uczyniłam i dobrze zrobiłam. "

"Jeden wielki koszmar. Od samego przyjazdu przez cały pobyt aż do wyjścia.Żadnej pomocy ani uwagi dla niedoświadczonej matki po cesarskim cięciu (wykonanym bez uzasadnienia). Do kilkugodzinnego wyczerpania porodem i w końcu zabiegiem doszła nie tylko samotność w opiece nad dzieckiem, dobę po otwarciu brzucha, ale znacznie bardziej wyczerpująca walka o dobro swoje i dziecka, z przeszkodami, które stawiały panie z personelu, chwaląc swoją pracę i za chwilę zaprzeczając temu swoim działaniem.Nigdy przedtem nie zostałam doprowadzona do takiej nerwicy. Równowaga powróciła natychmiast wraz z powrotem do spokojnego domu, gdzie nareszcie mogłam decydować o sobie i swoim dziecku. Jednak szkody jaką wyrządził brak fachowej pomocy bezposrednio po porodzie nie dało się już naprawić, tym bardziej, że nawet nie wskazano mi gdzie jej szukać. Efekt:3 miesiące męki i posiniaczonych ściąganiem (najmocniejszą z możliwych maszyn)na siłę pokarmu piersi(po kilka godzin dziennie). Wszystko po to by móc chociaz przez 3 miesiące karmić pół na pół swoim mlekiem. Dopiero po miesiącu rozpaczliwych poszukiwań uzyskałam odpowiedź dlaczego. Wystarczyło dziecku włożyć palec do ust żeby się przekonać, że ma złą technikę ssania, wystarczyło trochę cierpliwości, żeby to skorygować zanim było za późno. Czy to dziwne, że oczekiwałam tego na oddziale położniczym? Tak zresztą jak i wielu innych oczywistych wydaje się zachowań. "

"Po raz drugi rodziłam w szpitalu Bielańskim (poprzedni poród - luty'2002). Pomimo braku kolorowych sal i pięknych kafelków przy porodach oraz na oddziale położniczym czułam sie dobrze. Personel jest miły, pomocny, chętnie udziela rad w trakcie porodu i przy opiece nad dzieckiem. Poród był przeprowadzony w miłej atmosferze, sprawnie i w obecności mojego męża. Wiem że obecnie sala porodowa i oddział jest poddawany gruntownemu remontowi, więc dla kobiet, które będą za kilka miesięcy rodzić do miłej atmosfery dojdzie zapewne ładne otoczenie. Na szczególne wyróżnienie zasługuje wspaniała położna Pani Anna Błędowska.
"

Odpowiedz
e-milka 2013-11-20 o godz. 03:59
0

Ja nie polecam...No chyba, ze oplacisz sobie wlasna polozna.

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie