Quantcast
  • babinka odsłony: 2470

    Czy to jak mocno chcemy przekłada się na możliwości?

    Cześć dziewczyny! Nie wiem czy dobrzezrobiłam, że zaczęłam nowy wątek, ale chciałabym się dowiedzieć ile z was bardzo pragnąc dziecka zaszło w ciążę? Mówi się, żejak kobieta chce zajść w ciążę i stara się o to świadomie to wówczas pojawiają się problemy. Również na forum zauważyłam, że wiele z Was zachodzi w ciążę po wielu próbach i to często dopiero wtedy kiedy da już sobie spokój, odpóści starania. Proszę, zgłoście się dziewczyny i napiszcie czy bardzo chcąc dzidzi udało się wam?

    Odpowiedzi (14)
    Ostatnia odpowiedź: 2009-04-24, 18:21:19
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
madelaine 2009-04-24 o godz. 18:21
0

julitko widze ze jedziemy na jednym wozku - m76y rowniez zaplanowalismy badanko meza w przyszlym cyklu

Odpowiedz
ana23 2009-04-24 o godz. 15:57
0

Babinko najgorszy jest dla naszych mężusiów ten pierwszy raz. Następne to już z górki. pamiętam jak na początku leczenia lekarz kazał zrobić badania. Mężusoowi szło opornie (wiadomo dlaczego) i zawsze znalazła się jakas wymówka. Nie dzis bo........ W koncu po krótkiej histerii był dzielny i zrobił. Z pojemnikiem do laboratorium ozywiście pojechałam ja.....
Później już w klinice leczenia niepłodności doswiadczenie się przydało
teraz z perspektywy czasu, gdzie mam pod serduszkiem moje upragnione szczęście wiem, że warto było się poświęcać...... A przeszliśmy dużo: Hsg, laparoskopie, nieudane inseminacje, tysiące badań i usg i w końcu in vitro - skuteczne!!!!!!!!!!!!!!!!!

Odpowiedz
julitka78 2009-04-24 o godz. 11:55
0

to samo powiedział mój mąż jesli chodzi o badanie nasienia,to nie ma oporów ale pojemniczek mam zanieść ja :) jesli w tym cyklu sie nie uda to robimy badanie jego zołnierzyków

Odpowiedz
madelaine 2009-04-23 o godz. 17:20
0

ja tez czasami sobie mysle ze moze to wlasnie przez to "myslenie" o ciazy i o dziecku nie moge zajsc - ale ja poprostu nie potrafie nie myslec, nawet jak sobie obiecuje ze odpuszcze to i tak nic z tego nie wychodzi :( . Jel;i w tym cyklu znowu sie nie uda we wrzesniu planujemy badanko meza a potem ewentualnie moje badania. Co do namowy meza na badanie to o dziwo nie bylo az tak zle - myslalam ze bedzie trudniej go namowic (musialam tylko obiecac ze to ja zaniose "ten" pojemniczek - a dla mnie to zaden problem - oby sie tylko udalo

Odpowiedz
lenka 2009-04-23 o godz. 16:54
0

babinka ja zaczęłam leczyć się połtora roku temu, ale po kilku miesiącach jak nie wychodziło,zmieniłam lekarza i poszliśmy do kliniki leczenia niepłodności. Tam dali nam skierowanie na mnóstwo badań i m.in. na badanie nasienia męża. Początkowo miał duże opory, nie wiedział jak to będzie wszystko wyglądało, miał obawy że pod wpływem stresu nie da rady itp., itd., ale szczególnie nie musiałam go do tego namawiać, sam bardzo chce mieć dziecko, i widzę, że co miesięczne porażki bardzo przeżywa nawet chyba bardziej niż ja-ja już się przyzwyczaiłam :(
Na szczęście wyniki wyszły oki i już mniej więcej wiemy na czym stoimy. Także z moim mężem nie było tak trudno, musiałam go tylko podnosić na duchu i mniej więcej przedstawić jak to badanko wygląda(oczywiście dowiedziałam się tego wszystkiego na forum :D ), żeby się tak nie stresował, a teraz jak o tym rozmawiamy to on sam traktuje to trozskę z uśmiechem, w koncu mógł sobie za moim przyzwoleniem popatrzeć na gołe babeczki lol no i rozwiało to wiele znaków zapytania jeżeli chodzi o dalsze leczenie.

Odpowiedz
Reklama
babinka 2009-04-23 o godz. 16:20
0

Dodam jeszcze tylko, że wiele razy kochaliśmy się już w czasie owulacji i nic z tego. Powoli już tracę nadzieję. Wiem, że powinnam pójść z mężem na badania, ale trudno będzie mi go na nie namówić. A jak Wam udało się namówić swoich mężów? Jak wyglądają badania mężczyzn?
Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

Odpowiedz
babinka 2009-04-23 o godz. 16:14
0

Dzięki dziewczyny za Wasze wypowiedzi. Trochę podniosły mnie na duchu, bo ciągle się bałam, że jak za dużo myśli się o ciąży, to trudno zrealizować swoje marzenie. Ja, jak pewnie wiele z was, ciągle o tym myślę, wiem że powinnam przestać ale po prostu nie mogę. Poza tym mamy z mężem doś "spokojny" temperament. Bardzo się kochamy ale seks uprawiamy dość żadko - kilka razy w miesiącu i jest nam z tym dobrze. Ale też trudniej nam przez to trafić w owulację, a nie chcę żeby nasza miłość podporządkowana była tylko jednemu celowi. Wydaje mi się natomiast, że niestety każda kobieta, która chce mieć dziecko i bada swój cykl co miesiąc musi myśleć siłą rzeczy o zajściu w ciąże. Powstaje więc błędne koło...

Odpowiedz
dagulina 2009-04-23 o godz. 15:59
0

Dziewczynki opowiesci super az mi sie lezki pokazaly :D
U mnie bylo tak 1 i 2 cykl bez rezultatow za kazdym razem jak przychodzila @ to oczywiscie lzy a sobie tlumaczylam ze to zawczesnie zeby cokolwiek stwierdzic. lekarz mowil spontanicznie i powiedzial jak do roku nie zajdziemy to dopiero zaczna sie badanka. i dopiero w 3 cyklu staran zaczelam mierzyc temke przyjmowac folik i tez nie nakrecalam ze moze nam sie udac. pojechalismy na wakacje i tam tez kochalismy sie codziennie rano i raz zrobilismy sobie 3 dnia przerwe i tak skonczyl sie urlopik. kiedy wracalismy do domu wieczorem zauwzylam u siebie brazowy sluz na bieliznie i odrazu sie zdolowalam ze rano ujrze krwawy scenariusz a tu nic czysciutko i pozniej za pare dni zrobilam test i wyszly II krechy i teraz czekam na wizyte do gina na potwierdzenie :D

Odpowiedz
Iweta 2009-04-23 o godz. 15:33
0

My staralismy sie rok, ale tak świadomie to 10 miesiecy. Nigdy nie pomyślałabym ze będziemy mieć takie problemy. Zawsze miałam nieregularne cykle, ale nie przypuszzałam że to powoduje niepełnowartościową owulacje. Po slubie na poczatku chciałam skonczyć studia, potem jakieś małe wakacje i wtedy miało być dziecko. Chcieliśmy tego ogromnie, ale nic nie wychodziło. poszłam do ginekologa, powiedział ze jestm zdrowa i mam czekać, jak sie nie uda do roku to wtedy miałam zacząć robic badania. Kazał mierzyc tempkę i za każdym razem niw ychodziło. Zmieniłam lekarza, ta zaraz na poczatku skierowała na badania. Wyszła za wysoka prolaktyna, podejrzenie PCO, na szczęście chłopaczki męża były w niezłej formie. Dostałam bromek i czekaliśmy. Po 3 nieudanych próbach lekarka przepisała mi Clostilbegyt, oczywiscie wspomniała ze to taka mała próba i nie mam sie za bardzo nastawiać. Juz miałam w kieszeni skierowanie do kliniki leczenia niepłodnosci we Wrocławiu. Wziełam clo i wtedy mój mężuś zachorował, zaraz potem grypa przeszła na mnie. Marek dostał antybiotyki, ja bardzo sie przed nimi broniłam. W czasie choroby kochalismy się tylko raz i to raczej z negatywnym nastawieniem. Myslałam ze po antybiotykach mężuś bedzie za bardzo osłabiony. Nie wierzyłam ze moze sie udać i nastawiałam sie na kolejny cykl z Clo. Tempki miałam dziwne przez chorobe, nie umiałam wyznaczyc owulacji. Przy monitorowaniu cyklu lekarka stwierdziła dwa sliczne pecherzyki ale i tak sie nie nastawiałam. Po pewnym czasie zaczęły mnie bardzo boleć sutki, nia miałam bóli głowy jak na @, było mi bardzo gorąco, miałam zawroty głowy. Z niezbyt ciekawym nastawieniem zrobiłam test. Jakież było moje zdziwienie jak zobaczyłma II kreseczki. Do meża poleciałam jak na skrzydłach, tez nie mógł w to uwierzyc. Powtórzyłam test jesczze dwa razy w kolejnych dwóch dniach-za każdym razem II kreseczki.
I teraz jestem już najszczęśliwsza kobieta pod słoncem, czekam na moją kruszynkę i życzę wszystkim planujacym tego samego.

Odpowiedz
Gość 2009-04-23 o godz. 15:00
0

ananas... łezka w oku mi sie zakręciła, napewno będziecie cudownymi rodzicami

Odpowiedz
Reklama
Gość 2009-04-23 o godz. 15:00
0

ananas... łezka w oku mi sie zakręciła, napewno będziecie cudownymi rodzicami

Odpowiedz
Gość 2009-04-23 o godz. 13:59
0

Ja o drugim dziecku myślałam od zawsze, bo zawsze chciałam mieć dwoje dzieci. Ale po pierwszym dziecku, najpierw musiałam przekonać do tego męża , co wydawało mi się trudniejsze niż samo zajście w ciążę, ale od kiedy dzięki Bogu się zgodził / było to w maju / o niczym innym nie myślałam.; Ale chcieliśmy aby urodziło się w maju więc do sierpnia mieliśmy czas, a tu proszę "wpadka" o miesiąc za wcześnie, bo dzidzia będzie w kwietniu. I możesz mi wierzyć, nie było takiej chwili kiedy bym nie myślała o moim wielkim pragnieniu drugiego dziecka.
Pozdrawiam Aniadawi

Odpowiedz
annas 2009-04-23 o godz. 11:34
0

Witaj babinko
ja sie o dzisziusia staralam 14 cykli ( rok jesli chodzi o czas) - i byly rózne momenty , wielkigo myslenia o tym ze to juz na pewno tym miesiacu sie udalo... , wielkiego niemyslenia ze odpuszczam...jak bedzie to bedzie itp - zadne bez rezultatu...po pol roku intensywnych staran zaczelam badanka , od razu udalam sie do kliniki leczenia nieplodnosci , po prostu czulam ze cos jest nie tak...najpierw wyszla moja ukryta prolaktyna, ale po monitoringu owu okazalo sie ze jest wszystko ze mna ok ( badnka hormonow itp ok), przyszla kolej na męzusia - i wieli smutek - obniżone parametry - i co za tym idzie szanse na naturalne poczecie....Po tej wiadomości naprawde odpuścilam...wiedzialam, ze sa marne szanse i dalam nam kilka miesiecy - jesli sie nie uda postanowilismy spróbować. Chociaz wiedzialam , ze moje czekanie itp na niewiele sie zdaje - mimo to kazda @ przynosila placz i rozczarowwanie. W maju mialam isc na hsg a po tym na iui ...niestety i tu bylo pod górke , podejrzenie chorego jajnika...czyli o hsg nie bylo mowy...a wszystko juz bylo zrobione, cytologia, posiewy, itp - postanowilam zaryzykowac bez tego i podejsc do iui - wszystko juz bylo umówione i naprawde stwierdzilam , ze to "rozgrzewka" bo na pewno za pierwszym razem sie nie uda. Ale mimo to postanowilam zrobic wszystko zeby sie udalo. Monitoring na maxa...wiedzialam , ze przy naszych parametrach trzeba sie wbic w owu jak najlpiej - i tak sie staralismy. Po iui kilka dni nadziei a potem ból jak na @ - silny i nie dajacy zandnej nadziei ...powiedzialam trudno - tak myslalam...i wtedy naprawde nie czekalam na nic....nie oszczedzalam sie jak przez ostatni rok...chodzialam na imprezki , z mezem na grilla - robilam wszystko zeby zapomniec, nie myslec o tym ze @ za rogiem...I chociaz nigdy nie sadzial ze to napisze - jakie bylo moje zdziwienie jak najpierw spozniala sie 1 dzien -potem 2 - a zawsze , zawsze byla jak w zegraku - dziewczyny na forum dopingowaly "testuj, testuj..:) ja sie balam, chociaz juz wtedy czulam ze chyba jednak...tak mnie kulo przyjemnie - i to moja fasolinka sie zagniezdzala...Zrobilam test - II, drugi - to samo...pobieglam do meza z trzesacymi sie rekami ( chociaz nie tak sobie zawsze wyobrazalam ta chwile)...Moj maż - chociaz tak bardzo pragnal tej chwilii - nie chcial jeszcze wiierzyc, bal sie kolejnego rozczarowania i mojego placzu, naszego placzu...Powiedzial , ze bedziemy sie cieszyc jak lekarz potwierdzi ..Tydzien czekania ( ja juz wiedzialam , ze sie udalo, mąż staral sie zyc "normalnie".
Po wizycie u lekarza i magicznym : Gratuluje Państwu i zycze sopokojnej ciązy zeszlo ze mnie i męża chyba wszystko co przez ten rok przezylismy. Stalismy na środku parrkingu przytuleni i tej chwili nie zapomne do końca życia...
teraz juz mija 13 tc naszego wielkiego szczescia....i mam nadzieje ze wszystkim los wynagroddzi to co musieli przejsc. Bo jak juz pojawia sie to maleńkie w brzuszku zapomina sie o wszystkich smutnych chwilach starań.
Zycze wam tego z calego serca.

Odpowiedz
kasiunia10009 2009-04-23 o godz. 11:19
0

HEJ JA PO STRACIE FASOLCI W MARCU WYTYCZYŁAM SOBIE CEL,ZE JAK TYLKO SIĘ TROSZKĘ WSZYSTKO ZAGOJI MUSZĘ BYĆ ZNOWU W CIĄŻY.
O NICZYM INNYM NIE MYSLAŁAM,OBCIĄZENIE BYŁO TYM WIĘKSZE,ZE MĘŻA NA MIEJSCU NIE MA I MUSIAŁAM ZMAGAĆ SIĘ Z TYM SAMA.MIERZYŁAM TĘPKE OD RANA DO WIECZORA NET.WSZYSTKO JUŻ CHYBA ZNAŁAM NA PAMIĘC CO BYŁO DO ZAPAMIĘTANIA NA TEN TEMAT.NIE SĄDZIŁAM ,ZE BĘDĘ MIAŁA TYLE SZCZĘŚCIA ŻEBY SIĘ UDAŁO BEZ WALKI.A TU PROSZĘ
W DRUGIM CYKLUTRAFILIŚMY W TE DNI I TAK JESTEM W 7 T.C :D
ŻYCZĘ POWODZENIA :D

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie