Quantcast
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Gość 2013-10-26 o godz. 23:14
1

zgodnie z obietnicą otwieram nowy i bardzo ciekawy wątek o historiach poznania Baybusowych MAM i TATUSIÓW

zapraszam do opowiadania...

Odpowiedz
Path_24 2013-11-01 o godz. 07:54
0

To może i ja napiszę... Poznałam swojego męża w 2002 roku, w dość nietypowy sposób, bo przez Internet, mój mąż był ( i nadal jest żołnierzem) wtedy przebywał na Misji Pokojowej Unifil w Libanie. Poznaliśmy się całkiem przypadkiem, akurat K. naprawiał komputer mojemu koledze i sprawdzał czy wsio ok, wtedy ja wysłałam wiadomość do I. na gg, a odpisał K. Pisaliśmy tak ze sobą do stycznia, listy, zdjęcia, emalie. W styczniu zaprosiłam go na moją studniówkę ( wtedy pierwszy raz go zobaczyłam na żywo), byłam bardzo zakochana i czułam,ze jestem kochana przez K. Niestety pobyliśmy ze sobą krótko gdyż nadszedł czas powrotu do Libanu, znowu zostały listy, maile telefony ( gadaliśmy nawet po 9 godzin), kiedy k wrócił z Misji zamieszkaliśmy razem, byłam pewna ze to ten, z którym chce spędzić resztę życia... Postanowiliśmy wziąć ślub... Niestety misja spowodowała ze mój maż stał się bardzo bardzo nerwowy i przestał panować nad sobą i swoim zachowaniem....

Nie żałuje tamtego etapu mojego życia, kochałam bardzo bardzo mocno. Były i szczęśliwe chwile.

Dzisiaj jestem po rozwodzie, ale mam coś, co mi pozostało najpiękniejszego z tego związku - moją Kochaną CÓRECZKĘ KAREN. A rozwód widocznie tak miało być, nie udało mi się uratować tego małżeństwa, dzisiaj jestem szczęśliwa przy mężczyźnie, który naprawde zasługuje na mnie i Karuś.

Odpowiedz
Wuna 2013-11-01 o godz. 07:52
0

To ja też opiszę moją historię:
Poznałam męża 10 lat temu. Siedział przede mną w ławce licealnej. Spotykać sie zaczęliśmy 4 lata później. Żadna miłość od pierwszego wejrzenia, ani nawet od drugiego. Wtedy przecież był niższy ode mnie o jakieś pół głowy! Na koniec liceum była impreza. Dłuuugo zastanawiałam się czy na nią się wybrać, bo do wyboru miałam imprezę z ludźmi z podstawówki. W ostatniej chwili zdecydowałam jednak, że spotkam się z ludźmi z liceum. I to było to. Mój M. odprowadził mnie do domu. Potem miałam mu załatwić duplikat świadectwa bo wyjeżdżał. Była to kolejna okazja do spotkania. I tak minęły wakacje. Spotykaliśmy się coraz częściej. ALe potem przyszły studia.... On 300 km od miejsca moich studiów. chciał zerwać, bo po co przy takiej odległości (?). A ja się uparłam, że warto, ale przyznam szczerze, że jak widzieliśmy się przed odjazdem to myślałam, że już go nie zobaczę. Do dziś pamiętam jak machał do mnie reką na pożegnanie. Przez następne pięć lat spotykaliśmy się w weekendy. Co dwa tygodnie!!!! To było straszne. Ciągle łzy. Ale już wtedy go kochałam ponad wszystko. I co najważniejsze: ufałam mu całym sercem. Bez zaufania nie byłoby tego związku. Na studiach już sie zaręczyliśmy: sylwestra sam na sam w zaśnieżonych górach. Cudnie. Po roku wzięliśmy ślub. Jesteśmy małżeństwem od 3 lat. Jak mi jest źle to kładę sie tak po prostu mężowi na ramieniu i wiem, że przy nim jest moje miejsce na ziemi.
Niedawno straciliśmy dzidziusia. Poroniłam. Teraz staramy się o kolejnego. Bardzo żałuję, że miejsce dla dziecka znaleźliśmy dopiero teraz, że nnie staraliśmy się wcześniej, że się baliśmy, że to jeszcze nie czas. Ale byliśmy głupi....

Odpowiedz
Pysia 2013-11-01 o godz. 07:51
0

co racja to racja

Odpowiedz
Hala 2013-11-01 o godz. 07:49
0

czasem się bronimy, ale jeśli to milość, to nie mamy szans

Odpowiedz
Reklama
Pysia 2013-11-01 o godz. 07:48
0

Czasem ciężko jest pozwolić się kochać.
Z moim mężem poznałam sie przez przypadek. W pracy. Nabroiłam, choć niechcący i on chciał mnie ustawić do pionu. Ale ja się wcale nie przejęłam. I tak jakos się zaczęło. Najpier góra maili. Takich o wszystkim i o niczym. Potem bardziej poważnych. Niestety jak napisał mi, że ma cókę. To pomyślałam - oczywiście, ja kfajny facet to zajęty. Ale okazało się, że jest w trakcie rowodu. Biłam się z myślami czy sie angażować w tak trudny związek.
Ale był przy mnie gdy byłam załamana. Opowidał dowcipy na poprawę humoru. Potem spotkaliśmy się. Przyjechał po mnie 300 km, bo nie bardzo był inny transport. Wracaliśmy w nocy. Spędziłam z nim weekend. Żadnych spraw łóżkowcy, bo wiedział jak bardzo jestem zraniona. Ale byłam tym faktem zdziwiona. Potem kolejne maile. I wyszło, że mi go brakuje. Że weekend jest ajkiś pusty bez "pracowniczych" maili. Zakochałam sie tak po prostu. A kiedy on wyznał mi miłość to fruwałam nad ziemią.
Zdecydowąłam sieprzeprowadzić od niego. 300 km od wszystkich. Sprawdzilismy się. Jesteśmy już ponad 3 lata razem. 2 lata po ślubie. Mamy trocheponad rocznego synka. I nadal czuję tą euforię z początku znajomości.

Odpowiedz
Panna Cz. 2013-11-01 o godz. 07:46
0

nie mam keidy sie skupic...

Odpowiedz
caradura 2013-11-01 o godz. 07:45
0

pari, do dzieła
trzeba ożywić ten wątek, bo przecież piękny jest, nie?

Odpowiedz
Panna Cz. 2013-11-01 o godz. 07:43
0

jejku jak pieknie opisalyscie swoje historie :D

ja musze miec wene tworcza zeby cos tak pieknego skrobnac

acha.. tylko filmy nakrecic :D

Odpowiedz
caradura 2013-11-01 o godz. 07:42
0

ja już wiem
dobrze, że nie musiałam czekać 10 lat. że on nie musiał czekać

Odpowiedz
Reklama
Gość 2013-11-01 o godz. 07:41
0

Myślę.że do prawdziwego uczucia trzeba naprawdę dojrzeć i umieć je nazwać,że tak,to jest prawdziwa miłość.Wtedy takie pytania mają już odpowiedź.czasami jest tak,że po 10 latach bycia razem dopiero stwierdzamy,ze wlaśnie ta osoba jest nam najbliższa i to własnie ona jest wszystkim co chcemy miec

Odpowiedz
caradura 2013-11-01 o godz. 07:40
0

u mnie historia nie jest bajkowa. poznaliśmy się z moim jeszcze-nie-mężem przez internet, bardzo dobrze się nam rozmawiało, ale nigdy nie spotkaliśmy się na żywo, mimo, iż dzieliło nas zaledwie 10km. w tym czasie on miał inną dziewczynę, ja spotykałam się z różnymi chłopakami. później zakochałam się z koledze z klasy (w tym czasie urwał nam się kontakt z j-n-m), ja jemu też chyba nie byłam obojętna, więc narobiłam sobie wielkich nadzieji i z dnia na dzień angażowałam się coraz bardziej. po czym ów kolega mnie olał ... tak więc dół, załamanie i w ogóle. i coś mnie piknęło, żebym napisała sms do j-n-m. napisałam, znowu zaczeliśmy rozmawiać, a on wciąż nalegał na spotkanie. tym razem postanowiłam się zgodzić, chyba tylko dlatego, że potrzebowałam faceta - do gojenia ran. no i spotkaliśmy się. on wcześniej wiedział jak wyglądam, ja nie i nastawiłam się raczej na porażkę, ale nie było tak źle :D to była najwspanialsza randka w moim życiu, choć wtedy traktowałam to raczej jako spotkanie koleżeńskie. ale jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy się spotykać. po mniej więcej pół roku dopadły mnie wyrzuty sumienia, wbijałam sobie do głowy, że przecież tak naprawdę nic do niego nie czuję i tylko go krzywdzę, bo on zadurzył się we mnie bardzo. ale później pojechaliśmy na wspólne wakacje, pierwszy raz miałam okazję pobyć z nim przez kilka dni 24h/d, sam na sam. mniej więcej w tym czasie przeżyłam też kilka cieżkich chwil i kiedy wszyscy zawiedli (rodzice) lub mieli własne zmarwienia (przyjaciele), on cały czas był ze mną i zawsze mnie wspierał. no i bum, zakochałam się. a właściwie to pokochałam.

tylko czasem zastanawiam się, czy to fatalnie, jeśli po 2,5 roku bycia razem ja na pytanie CZY TO JUŻ TEN nie potrafie jednoznacznie, z pełnym przekonaniem odpowiedzieć?

tak czy siak, miłość jest piękna.

Odpowiedz
xena_music 2013-11-01 o godz. 07:39
0

dokładnie tak

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:37
0

Masz rację.Jak się kogoś kocha,to duma idzie do kieszeni.Oczywiście nie można pozwolić wejść sobie na głowe......

Odpowiedz
xena_music 2013-11-01 o godz. 07:36
0

chociaż ci powiem iza że kiedyś o coś sie pokłóciliśmy no i mój mąż wielka obraza majestetu, wychodzi dopracy i ani me ani be ani pocałuj mnie w d... na co ja mu wieczorem dopiero awanturę zrobiłam:P pokłócił sie ze mną-nie ważne, ale bez względu na wszystko z dzieckiem ZAWSZE ma sie zegnać i witac normalnie.
Wybiłam mu tę durną dumę z głowy i nawet jak sie posprzeczamy to wie że dziecko to dziecko i jak sie gniewa to na mnie nie na dziecko

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:35
0

otóż to Xena,otóż to......

Odpowiedz
xena_music 2013-11-01 o godz. 07:33
0

iza, u nas są rózne dni, lesze i gorsze,jak to w małżeństwie bywa, ale zazwyczaj to ja wyciagam reke, bo uważam ze szkoda czasu na kłótnie, a po drugie w zyciu różnie bywa i nie chciałabym nie daj Boże żałować ze coś powiedziałam i nie zdązyłam sie pogodzić, lub nie zdązyłam czegos powiedzieć....

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:32
0

Wiesz Hala,nasza miłość jest po prostu prawdziwa,ale żeby to wszystko mieć,oboje musieliśmy dużo przejść.Chodzi o te regulowanie spraw osobistych.Ja byłam wtedy w trakcie rozwodu.On też miał problemy z związku.Ja miałam doła i chwile zwątpienia,czy mi się uda to przejść i nie zwariować.On,mimo,że sam miał swoje problemy,miał jeszcze siły i chęci,żeby pomóc mi się pozbierać.Długo i ciężko pracowaliśmy no to,co teraz mamy i co najważniejsze,ciągle sie rozwija bardzo pięknie.Mam to szczęście,że znalazłam człowieka bardzo odpowiedzialnego i mądrego.Zawsze mogę na niego liczyć,jest nie tylko moim partnerem,(niedługo mężem),ojcem naszego dziecka,ale również najlepszym przyjacielem,do którego mogę się zwrócić dosłownie z wszystkim.Zawsze mi pomoże,jak mam zły dzień,zawsze wie co robić,jak mam handrę,zawsze mnie rozśmiesza.Zawsze podpowie,która droga jest właściwa,momo,że upieram się,że nie ta.I właśnie za to co dla mnie robi,nigdy mu się nie odwdziecze.Kłócimy się jak wszyscy,ale to ja przeważnie krzycze,a on do mnie mówi.Mamy bardzo różne charaktery,i każdy jest na swój sposób trudny,ale radzimy sobie,bo szkoda nam czasu na jakieś awantury,nie po to się przecież pokochaliśmy...

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:31
0

dzięki.Trwa i się rozwija,tak jak nasza Marysia.Z każdym dniem jest inna,trwalsza o każdą chwilę.

Odpowiedz
Hala 2013-11-01 o godz. 07:29
0

Piękna opowieść, cudownie, ze wasza miłosc trwa.

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:28
0

wszystkie historie są po prostu wspaniałe...

Ja mojego partnera również poznałam w lokalu,gdzie co piątek spotykaliśmy się w celu rozładowania,po całym ciężkim tygodniu pracy..Nie zwróciłam na niego uwagi od razu,tak jak i on na mnie,ale zaczęłam rozmawiać z moim nowym kolegą i on w pewnej chwili dotknął mojego policzka,ale to było dosłownie muśnięcie.W jednej chwili,cały mój świat zatrzymał się w miejscu.Jedyna myśl,która mi wtedy przeleciała przez jeszcze trzeźwą głowę,to : O BOŻE,TO SĄ MOJE RĘCE....Jak grom z jasnego nieba zleciało na mnie wszystko co można nazwać miłóścią.To było coś,czego nigdy nie doświadczyłam,czego nigdy nie potrafiłam nazwać,a to po prostu była miłość.Myślę,że z czasem człowiek uczy się rozpoznawać uczucia i je nazywać.Po paru długich miesiącach,kiedy to każdy regulował swoje życie osobiste,zamieszkaliśmy razem.W naszym związku od samego początku było tak,jak to miało być.Czuliśmy się tak,jakbyśmy całe życie byli ze sobą,żadnych pomyłek.Wiem,że odnalazłam swoją połówkę.Po trzech latach czuje to samo,jestem tak samo zakochana,może bardziej przywiązana i oddana,ciągle tak samo za nim tęsknie jak wyjeżdża,ciągle czuje to samo jak jest blisko.Teraz jesteśmy rodziną,mamy wspaniałą córkę,planujemy ślub,wszystko pięknie się układa.Pierwszy raz w życiu jestem baaaaardzo szczęśliwa.

Odpowiedz
marta27 2013-11-01 o godz. 07:27
0

my tez jak wychodzimy gdzies na randke to dzwonimy co pol godziny zapytac co sie dzieje, siedzimy gdzies w knajpie, jest przyjemnie a i tak rozmawiamy glownie o Majce lol

Odpowiedz
Hala 2013-11-01 o godz. 07:26
0

przydają sie takie chwile. My mielismy właśnie takie 3 dni. Ale tak jak wcześniej nigdy już nie będzie. No bo niby byliśmy bez dziecka, ale myślami byłam z W., telefony, relacje z przebiegu dnia i nocki. Totalnie wyluzować się nie da

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:25
0

noooooo,poszalało by sie jeszcze nie?

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:24
0

...

Odpowiedz
monia:) 2013-11-01 o godz. 07:23
0

piękne historie.............

świetny materiał na scenariusze filmowe!

Dobry pomysł z tym wątkiem!

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:22
0

wiecie co?
przeczytałam od nowa swoją historię i niesamowicie sie wzruszyłam

Odpowiedz
miu miu 2013-11-01 o godz. 07:21
0

fajny temat
my sie poznaliśmy banalnie
w klubie na imprezie
ja sobie tańczyłam a on mnie obserwował
zaczepił mnie bo myślał ze ja to ktoś inny tzn. tego samego dnia widział na mieście jakąś dziewczynę która go zafascynowała a ja byłam do niej bardzo podobna no i myślał ze ja to ona...
nie była to miłość od pierwszego wejrzenia
nie wzbudził we mnie jakiś ogromnych emocji w chwili kiedy zobaczyłam go poraz pierwszy potrzebowałam na to czasu nawet jak spotkaliśmy sie na pierwszej randce nie czułam jeszcze bluesa
"to" przyszło pare godzin póżniej posiedzieliśmy w kawiarni rozmawialiśmy a ja z minuty na minutę lubiłam go coraz bardziej...i nagle stało sie coś nie wiem sama co...nagle wielkie uczucie szaleństwo zakochałam sie jak nigdy...nigdy tego nie zapomnę
przed nim było paru ale on i tak był dla mnie pierwszy

Odpowiedz
Karolina_21 2013-11-01 o godz. 07:19
0

Mimo, ze mam 19 lat, to sie wpisze.
Spotkalismy sie na 18 wspolnego kolegi, nigdy wczesniej go nie widzialam i poprostu gdy go zobaczylam zakochalam sie w nim od 1 wejrzenia :D Sliczny, umiesniony, sympatyczny, ja tez mu wpadlam w oko. Spotykalisy sie codziennie, po 3 dniach zaczelismy ze soba "chodzic". Jestesmy ze soba prawie 3 latka, jest wspanialym facetem, bardzo go kocham. Jest 4 lata starszy. Jestesmy sobie oddani. Mam ogromna nadzieje, ze nasza znajomosc zakonczy sie slubem, ktory planujemy za ok. 3 latka :D

Świetne te wasze historie :D

Odpowiedz
xena_music 2013-11-01 o godz. 07:18
0

no wiesz, dwa lata bliziutko,obok siebie, ale zawsze cos na drodze...
a po drugie ja też szukałam nie wiem czego:)
tak jak to siemówi, szukasz szczescia gdzieś daleko, a ono tuż obok....

Odpowiedz
Hala 2013-11-01 o godz. 07:17
0

Bardzo fajna historia, my też sie długo schodziliśmy :D

Odpowiedz
xena_music 2013-11-01 o godz. 07:16
0

Był czerwiec 1999, byłam już z chłopakiem prawie 5 lat ale czułam ze to nie to...że czas się zwijac, no ale przyzwyczajenie przeklęte nie pozwalało..pojechałam na pielgrzymkę do Lednicy, tam poznałam bardzo sympatycznego chłopaka, który poprostu w ciągu 1,5 doby wypełniał to czego brakowało mi w tamtym zwiazku...
po powrocie z pielgrzymki przez 2 tyg niby jeszcze byłam ze swoim ale tak naprawdę to byłam myślami przy nowopoznanym:) przez 2 tyg poznawaliśmy sie i odkrywaliśmy przyjemnosc bycia razem.
Jak zaczelismy sie już spotykać na serio, bo ja wreszcie byłam wolna poznałam Jego towarzystwo, kolegów, miedzy innymi Janusza, mojego meża, który jak mnie poznał spytał:Robert, skąd ty ja masz????Ja też taka chce!!!(no bo ja wiecznie usmiechnięta, szalona z 1000 pomysłów na minutkę..)
Powoli zaczeła się tworzyć paczka, ok 10 osób, imprezy, wypady..itp
Ja z Januszem byliśmy wielkimi przyjaciółmi, zawsze jedno na drugiego mogło liczyc, no ale jemu lojalnosc przyjaciela nie pozwalała na odbicie kobiety przyjacielowi....wiec półtora roku byliśmy blisko ale obok.....
po półtora roku mojego bycia z Robertem odbyły sie nasze zaręczyny, potem sylwester na którym był i Janusz...no ale tuż po sylwestrze zaczęło się psuć...Robert zaczął mnie lekceważyć, czasem obrazać, no ale ja głupia zakochana wierzyłam ze sie ułozy..niestety, 3 tygo po zaręczynach on zerwał ze mna...ja w akcie desperacji zadzwoniłam do Janusza, on miał wtedy dziewczynę ale też tak róznie u nich było..przez tydzień dzwonił codziennie wieczorem spytać poprostu czy wszystko ok..ja cieszyłam sie że mam przyjaciela, no ale psychicznie byłam wykończona rozstaniem....miałam czarne mysli, chciałam sobie nawet krzywde zrobic, bo R. potrafił w ciagu tygodnia nasze plany obrócić w zart i kpinę(planowalismy dziecko itp a on sobie potem z tego kpił..)
a potem przez 4 miesiace poprostu sie mijaliśmy z Januszkiem..jak on był wolny to koło mnie ktoś sie krecił, a jak ja byłam wolna to akurat on sie zszedł ze swoja byłą...za którą niektórzy z naszych znajomych nie przepadali...mało tego były zakłady (później sie znajomi wydali) kiedy wreszcie zauważe ze Januszek to nie tylko z czystej przyjaźni sie o mnie troszczy ale ma nadzieje na cos wiecej, no ale ja głupia nie zauważałam, bo poco:P...i w końcu po 4,5 miesiącach olśniło mnie wiem późno, ale szcześliwie..do dzis :):)
Kiedyś cyganka przepowiedziała mi ze zawsze koło mnie sie bedzie krecił jakis blondyn, no i fakt-mój pierwszy facet był blondynem, potem przelotna znajomość też z blondynem, moja Wielka Niespełniona Miłosc też była blond...no i moj Janusz też blondyn:) tylko Robert byl brunetem, ale jak kiedyś w rozmowie powiedziałam w zartach że cyganka mi kiedyś tak powiedziała, mama R. powiedziała że jeśli kiedyś urodzi się nam dziecko i bedzie blond, to ona juz bedzie wiedziała ze to nie jej syna i to już nie mówiła w zartach.... a mój tata był blondyne, siorka też ma jasne włosy..
w maju 2001 zaczęliśmy sie spotykać, w marcu2002 po 4 miesięcznych staraniach udało się nam wystarać o 2 kreseczki na teście:) w lipcu tego samego roku się pobraliśmy a w grudniu, czyli rok i 7 mies od naszego bycia razem na świat przyszła Majeczka....
no i mam przy boku swojego blondyna, córeczke też blond....

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:15
0

...

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:14
0

odświeżam

zapraszam :D

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:13
0

linka a gdzie tu romantyzm ;) A historia fajna. Obie mamy facetow ktorych ciezko kochac :)

Odpowiedz
linka72 2013-11-01 o godz. 07:12
0

hmmm...... to może i ja coś skrobnę.

Od szesnastego roku życia "chodziłam", tak to się mówi, z chłopakiem, którego upatrzyłam sobie mając lat 13. W wieku ok 19 lat chcialam się wydostać z domu gdzie było nas ośmioro rodzeństwa. W grę wchodziło wynajęcie mieszkania a co za tym idzie jakaś praca. No znalazłam. Umówiłam się na 8 rano bedę. Przychodzę, siedzi sobie zamiast kobiety, z którą umówiłam sie dzień wcześniej, jakiś gostek. Piekny to on nie był....ale miał to coś....znaczy był deczko ładniejszy od diabła. Ja mialam 19 on 27. Dojrzały, chyba, facet. I nic. Z mojej strony zero chemii. A z jego? Pewnie podobała mu się młoda, chuda laska. W końcu facet, nie? A później....bosze, chemia na mnie grała jak chciała. Oczywiście bez jego pomocy by się nie obyło, robił wszystko by mnie zatruć do granic. Szybko zapomniałam, że za kilka miesięcy planowałam ślub, z kimś innym oczywiście. I całe szczęście, że zawrócił mi w głowie, po 14 latach powiem, że, pomimo jak to facet wielu ubytków w swojej naturze, dobrze się stało. Mamy dwoje cudownych dzieci, jedno 10 lat, drugie 6 miesięcy. Żremy się czasem jak cholera. No ale kto się lubi ten się czubi, nie?

Aha! Ślub dopiero wzięliśmy w zeszłym roku, czyli teraz mieliśmy pierwszą rocznicę. Hahaha. Ale to życie dziwne jest.....

W sprawie pytań proszę pytać.

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:11
0

To może i ja podzielę się "historią mojej miłości" (o ile mały śpiący Mateuszek mi pozwoli).
Nie jesteśmy znajomością internetową. Pewnie też nie będę umiałą dokładnie opisać tej historii ale spróbuję choć w skrócie.

Poznaliśmy się 21/06/1997 na 18-tce wspólnego kolegi. Choć mieliśmy wspólnych znajomych i często przebywałam w jego okolicach nigdy się nie znaliśmy. Ani ja jego-spokojnego cichego chłopaka, ani o dziwo on mnie- choć znali mnie niemal wszyscy (z dobrej, wesołej, kumpelskiej strony). Był to bardzo kiepski okres w mim życiu i z pewnością nie chciałam się z nikim wiązać. 3 tyg.wcześniejskończył się mój długi choć ostatnio burzliwy związek. Szybko wpadłam w ramiona czyhającego na mnie przyjaciela. Ale równie szybko z nich wyskoczyłam, choć wiem że zraniłam tym bardzo ów przyjaciela. Dostałam zaproszenie na imprezkę od kumpla z którym w zasadzie już troszkę traciłam kontakt. Chciałam się wyrwać z chorego stanu w jakim się znajdowała moja duszyczka. Poszłam na tę imprezkę. Gdy wchodziłam do bloku, zobaczyłam jak ON stał z kumplem przed klatką. Znałam ich z widzenia i zdziwiłam się że oni nie idą. Nie zwracałam jednak szczególnej uwagi na Niego bo nie był w moim typie no i nie planowałam z nikim bajerować. Imprezka była ostro zakrapiana więc szybko atmosfera stała się luźna a oczy nie nadążały za głową. Niechcąco napatoczyłam się do.... WC, gdzie ON był. Szybko przeprosiłam i wyszłam. Ale widać ON już nie odpuścił. Jak już spotkaliśmy się na parkiecie - staliśmy się nierozłączni. Bawiliśmy się całą noc. Troszkę zaszaleliśmy....... pst
Ale cóż, impreza się kiedyś kończy. Na drugi dzień czułam tylko wielki ból głowy i dziwny gorąc w sercu. Tydzień później moje psiapsióły z liceum robiły 18-tkę. Postanowiłam że nie pójdę sama, bo mój eks też miał tam być i wiedziałam że jak coś to znowu się pogodzimy. Długo się zastanawiałam ale w końcu odważyłam się zaprosić GO na tę imprezkę. Bawiliśmy się git całą noc. Tym razem już z mniejszą ilością mocnych trunków. Koleżanki stwierdziły że gdyby nie to że widzą mnie co dzień i wszycho o mnie wiedzą, pomyślałyby że już długo się spotykamy. Nadawaliśmy na tych samych falach. W drodze powrotnej postanowiliśmy spróbować spotykać się. Choć wszyscy dookoła zakładali że nie przetrwamy wakacji, jesteśmy ze sobą do dziś. Nie mieliśmy żadnych kryzysów i większych kłótni. Cały czas byliśmy pewni swoich uczuć. Przetrwaliśmy wiele bardzo trudnych sytuacji życiowych. Ten niby niepozorny, spokojny chłopak bardzo mnie zmienił. I to tak że nawet tego nie zauważyłam. Po raz pierwszy nie miałam ochoty na nowe podrywy i flirty, po raz pierwszy najważniejszy stał się dla mnie ON. Z niesamowitej imprezowiczki stałam się normalną choć lubiącą zabawę dziewczyną. Wszyscy określali moją odmianę na "+". ON też się zmienił. Stał się bardzoiej pewny siebie, bardziej wygadany i weselszy.
Choć w swoim życiu miałam wiele zakrętów, wiem że wszystko co nas spotyka jest gdzieś zapisane w górze. Przeszedł ze mną kilka ciężkich dla mnie chwil. Choć myślałam że on odejdzie, stał dzielnie przy mnie, choć z pewnością i jemu nie było łatwo. Bardzo go za to cenię i kocham. Gdyby nie ON .... Ah......
5 lat później 27/07/2002 wzięliśmy ślub. 31/05/2005 urodził się nasz pierworodny. Myślę że jeszcze wiele wspólnych lat i cudownych chwil przed nami....

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:10
0

HEHE,wszystkie piękne a moja najbardziej romantyczna az pozazdroscić (oczywiscie zartuje- dla tych co nie czytali) lol

Odpowiedz
... 2013-11-01 o godz. 07:09
0

no no piękne :D

Odpowiedz
Hala 2013-11-01 o godz. 07:07
0

wszystkie piękne :D

Odpowiedz
dunia 2013-11-01 o godz. 07:06
0

Joliet no jasne ze zasluzylas na taka milosc , Wzruszjaca historia.

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:06
0

Tak się świetnie czyta wasze historie, że może i ja coś skrobnę...

Poznaliśmy się w zasadzie bardzo bardzo dawno temu, jak w starej bajce. Kolega (obecnie, wtedy mój chłopak) wrócił z wojska i robił imprezę powitalną na łonie natury. Wszyscy świetnie się bawili, stara paczka spotkała się w komplecie. Aż tu nagle pojawił się "nowy". Przyszedł z kuzynką Pawła - wojskowego w rezerwie. Pomyslałam sobie: "Ta to zawsze ma szczęście do świetnych, przystojnych chłopaków" Aż zazdrosna się dziwnie zrobiłam, a miałam wtedy 15 lat i to uczucie było mi raczej obce. Ale facet szybko się zwinął bo pracował za granicą i na drugi dzień miał wyjazd.

I tym sposobem historię mojej miłości zawieszam na... 4 lata!!! Długie lata wypełnione nie zawsze szczęśliwymi miłościami i odpowiednimi facetami.

Kiedy byłam w klasie maturalnej zobaczyłam go kupującego prezenty pod choinkę. O mało mi serce nie wyskoczyło. Wtedy zrozumiałam, że go kocham, bo nigdy wcześniej nie poczułam takiego dreszczu, takich emocji. W II dzień świąt BN spotkalismy się w pubie, gdzie barmanką była Wioleta, dziewczyna, z którą wtedy był na imprezie, jak się okazało jego kuzynka. Patrzylismy na siebie - on siedział przy barze, ja z koleżankami przy stoliku. Potem koleżanki postanowiły zmienić lokal - poszłyśmy na dyskotekę i umówiłyśmy się z Wioletą, że kiedy skończy to do nas dołączy. Dołączyła... z nim. Powiedział: "My się chyba już znamy?" Tak mnie zatkało, że tylko przytakiwałam. Postawił mi drinka, przegadaliśmy całą noc. Potem była kolejna dyskoteka, i kolejna, i kolejna.

W tej samej dyskotece spotkaliśmy się na Sylwestra, oczywiście nie umawiając się wcześniej. Jacyś dowcipnisie zadzwonili do lokalu, że jest podłożona bomba. Wymarzliśmy się na zewnątrz zanim policja sprawdziła lokal. Oddał mi swoją marynarkę, bo kurtki zostały w szatni. Bawilismy się do rana, a potem odprowadził mnie do domu. Kiedy kładłam się do łóżka krzyczał pod moim oknem: "Skarbie, kocham Cię". Mimo że byłam wtedy w innym związku i nawet wydawało mi się, że to odpowiedni facet, już nie wyobrażałam sobie życia bez mojego obecnego męża. Wiedziałam, że będziemy razem do końca naszych dni - takie uczucie nie zdarza się dwa razy w życiu...

Potem było już tylko pięknie. Byliśmy razem 5 lat. Po roku od Pamietnego Sylwestra, w Święta Bożego Narodzenia oświadczył mi się na kolanach. Nie miałam wątpliwości. Ja w tym czasie studiowałam z dala od naszego miasta, ale byliśmy razem w każdy weekend. Poznaliśmy się jak łyse konie, rzadko się kłóciliśmy, zawsze mieliśmy podobne zdanie. Mirek był dżentelmenem, ustępował mi w wielu sprawach, bo to ja zawsze byłam uparta i stawiałam na swoim, aż pewnego dnia, po 5 latach znajomości powiedział, że musimy od siebie odpocząć, że czuje się stłamszony, osaczony, że sam nie wie, czego chce od życia. A wszystko to przez to, że chciał wziąć ślub, a ja uważałam, że mam czas na założenie rodziny. Uszanował to , ale ciężko było mu z tym żyć. W sierpniową niedzielę rozstaliśmy się. Świat zawalił mi się na głowę. Nie mogłam spać, jeść, myśleć. Chciałam biec i błagać go, żeby do mnie wrócił, że już zrobię wszystko, czego tylko chce, ale duma mi na to nie pozwalała. Zadzwonił w poniedziałek, po jednej nocy i powiedział, że odpoczął, że beze mnie nie jest sobą, że po prostu go nie ma...

Rok później wzięliśmy ślub. Dwa lata po ślubie urodził się nasz syn.

Nie wiem czym zasłużyłam sobie na takie szczęście...

Odpowiedz
marta27 2013-11-01 o godz. 07:04
0

serenity - piekna historia a i polotu w pisaniu nie brakuje :D

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:02
0

no piekne....
ciesze sie ze temat zyje :)

Odpowiedz
... 2013-11-01 o godz. 07:02
0

Piękne historie. :D

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 07:00
0

No to i ja dolaczam do grona internetowych parek.
Poznalismy sie dzieki pewnej grze sieciowej. Wymienilismy GG. Wyplakiwalismy sobie zale po rozwodach. Masa rozczarowania i cala okropna reszta... Pozniej wymiana nr komorek. Pod koniec sierpnia 2002 wyslal esemeska ze zaprasza na pokazy Bractwa rycerskiego. Mam lekkiego swira na tym punkcie wiec... Z dusza na ramieniu spakowalam torbe i przyjechalam. On wiedzial jak ja wygladam, a ja jak on - nie.
Zostalam na weekend tak jak sie umawialismy. Poznalam i polubilam jego syna, wtedy 9 latka. Dlugie przegadane (no dobra, nie tylko przegadane ) noce. Wrocilam do domu i bylo mi okropnie zle. Tydzien tesknoty i znowu weekend... Tak przez miesiac. Prace stracilam niewiele wczesniej (tzw redukcja etatow - czyt. mialam inne zdanie niz szef ). Stwierdzil ze wynajmie mi pokoj lol i tak to po miesiacu znajomosci w normalnym niesieciowym swiecie wprowadzilam sie do niego - 300 km od domu rodzinnego. Znalazlam prace... i milosc. Stracilismy jedno dziecko, wyplakalismy wiele lez.
To bardzo trudna milosc, oboje mamy swoja przeszlosc i charakterki takie ze hoho. Wojujemy jak opetani. Ale bez siebie zyc nie mozemy... W styczniu tego roku urodzil nam sie synek. W zasadzie z romantyzmem moj facecik sie rozminal... Wiem ze ma romantyczna dusze, ale oboje dostalismy po uszach i czasami ciezko sie wychylic.... Jeszcze tylko ta nieszczesna sztuke kompromisu opanujemy (oby przed emerytura ;) ) i bedzie calkiem dobrze :)

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 06:59
0

To teraz ja. Hmm mam mlodsza o 4 lata siostre, siostra miala 14 lat jak zaczela umawiac sie na randki z pewnym 14 letnim pryszczatym mlodziencem , ow mlodzieniec mial starszego brata i oboje nagle zapragneli poznac mnie z jego strszym bratem. Bylam wtedy w zwiazku ale nie bylo to nic powarznego. Siostra wykradala moje zdjecia ( nawet jak bylam malutka) i podawala bratu do ogladniecia, ja natomiast bylam zasypywana jego zdjeciami. Przystojny owszem, ale jakos nie chcialam sie wiazac, bylo mi dobrze. siostra nalezy do upartych osob i w koncu wygrala, zgodzilam sie dla swietego spokoju. mial przyjechac w moje imieniny . I wiecie co nie przyjechal :o Przyjechal za to na drugi dzien a bylo to 30 maja 1995 r. akurat byly obchodzone dni naszego miasteczka. Do poznania doszlo na stadionie i tam mnie od razu scielo z nog. Jego zreszta tez, przegadalismy calutka noc, nie jedna zreszta :D final naszej znajomosci nastapil 6 lat pozniej dokladnie 6 lat i jeden dzien :D a po 2 latach urodzila nam sie coreczka

Odpowiedz
dunia 2013-11-01 o godz. 06:57
0

Znajomosc przez internet, wlasnie tak sie zaczela nasza wileka milosc.

Bylam w Memphis, po pracy przychodzilam do domu i zasiadalam przed komputerem, czasami bylam na czacie i pewnego dnia pierwsza odezwalam sie do faceta, zaczelismy gadac,wymienilismy sie swoimi numerami gg .Czasami pisalismy do siebie, on mial dziewczyne w polsce a ja tutaj faceta.Chcilam poogadac z kims po polsku, posmiac sie, normalnie, powyglupiac.
Bylismy dobrymi przyjaciolmi,po okolo 8 miesiacach naszej znajomosci przez internet zaczelismy dzwonic do siebie(,w miedzy czasie moja znajomosc z amerykaninem sie skonczyla , mielismy wziasc slub ale moje serce mowilo ze to ten niewlasciwy, bo jak to, dziwnie jest sie budzic i pierwsze slowo powiedziec w nie ojczystym jezyku, nie wyobrazalam sobie tego.) ale wracajac do ziomka,nasze rozowy trwaly tyle ile wytrzymywala moja komorka ,po roku znajomosci przylecialam do Nowego Yorku, bylam tutaj tylko weekend,wiec niewiele.
W grudniowe mrozy wybralismy sie na statule wolnosci, na time sQuere, bylo fajnie, bardzo fajnie. Po przylocie do domu brakowalo mi czegos, kogos, jego mi brakowalo, 1 lutego przeprowadzilam sie do nowego jorku na stale,14 maja wzielismy slub, a rok poznij 24 maja urodzil sie nasz syn. Wspominjac to wszystko teraz z mezem mowimy ze to bylo przeznaczenie, w polsce sie nie spotkalismy a tutaj nasze drogi sie polaczyly, to byla milosc od pierwszego wejrzenia.

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 06:56
0

Ja tez jestem z internetowego związku.Co tu pisac,tylko tyle ze sie spotkalismy po 2 tyg i tak potem raz w tyg ,potem czesciej potem sie do niego wprowadziłam po 2 latach i wyjechalismy do Anglii i jestesmy znów w Polsce ale nic tu nadzwyczajnie romantycznego nie ma.Kochamy sie bardzo ale niestety mój nie nalezy do tych romantyków czego czasem bardzo żałuje.Kwiaty przez 4 lata dostałam moze 5 razy...........itd:)Mieszkamy razem,ślubu jeszcze nie mamy,czekalismy az wrócimy do Polski ale jestesmy tu juz miesiac ponad i jakos jeszcze nie mamy tego w planie.W sumie wazne ze sie kochamy chyba a nie to czy mamy ślub.Ja nie jestem z wierzącej rodziny ,on specjalnie tez nie.Ślub weżmiemy predzej czy pozniej,raczej cywilny tylko.
Podsumowując ,bardzo go kocham ale zawsze bedzie ten jego brak romantyzmu gdzieś we mnie tkwił.Owszem,mówi ze mnie kocha,oszczednie.Twierdzi ,ze słowa nie sa wazne tylko czyny.Moze poprostu jest lekko egoistyczny ale ok.Nie ma ideałów.

Odpowiedz
Hala 2013-11-01 o godz. 06:55
0

Podnoszę ten temat, może inne mamy sie otworzą ?

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 06:54
0

a tak sie wszystkie cieszyly z nowego wątku

Odpowiedz
Hala 2013-11-01 o godz. 06:19
0

Dalej, dalej .... czekamy

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 05:45
0

:D

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 05:43
0

...

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 05:21
0

wiecie jak dwoje ludzi ma byc ze soba to i nawet kilometry nie stanowia przeszkody...
na dzielilo 500 :D

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 05:07
0

Ja tez myslalam, ze juz stara panna zostane lol Mialam w Polsce swietna i dobrze platna prace, wlasne mieszkanie i swiety spokoj. Az tu nagle bum, pewnego dnia przez internet poznalam mojego Flamaka. Niecaly miesiac pozniej umowilismy sie w Niemczech na spotkanie, na dworcu kolejowym w Bremie..., no bo skad moglam wiedziec kto to jest? I od razu bylo wszystko wiadomo, to ten :D Potem szybkie zalatwianie papierow (bo slub byl w Belgii) i po kilku miesiacach juz mieszkalam w Belgii, bylismy malzenstwem i natychmiast po slubie zaciazylismy (zgodnie z planem mojego malzonka). Ja tez wierze w przeznaczenie!

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 04:56
0

no to tym bardziej mi sie podoba, bo ja prawie z Bieszczad dziewucha, a w sierpniu sie urodzilam.... lol

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 04:53
0

lol

Odpowiedz
m_onika 2013-10-31 o godz. 04:34
0

No no aneczka naprawde fajnie

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 04:04
0

no w Waszym przypadku to faktyznie magicznie, daty magiczne, Bieszczady magiczne i milosc magiczna....oby tak dalej...

Odpowiedz
Hala 2013-10-31 o godz. 03:58
0

Trzeba koniecznie. Dowody niezbite :D
Ładna historia

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 00:32
0

ja nie pamietam pierwszego watku,moze za krotko tu jestem?

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 00:29
0

....

Odpowiedz
Hala 2013-10-30 o godz. 22:57
0

Ładny przykład

Odpowiedz
Gość 2013-10-30 o godz. 22:55
0

aneczka chyba cos obiecywala

Odpowiedz
Hala 2013-10-30 o godz. 22:32
0

No i co? Koniec zwierzeń? Nieła dnie

Odpowiedz
katekate 2013-10-28 o godz. 08:44
0

Wierzbinka -wysmienita opowiesc

Odpowiedz
Gość 2013-10-28 o godz. 02:38
0

...

Odpowiedz
Gość 2013-10-28 o godz. 02:11
0

a Ty Asia?

Odpowiedz
Gość 2013-10-28 o godz. 01:56
0

...

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 11:48
0

zapomniałam oczywiscie napisać ze poprostu przeznaczenia nie da się uniknąć!!! My poprostu mielismy być razem,los tyle razy splatał nasze drogi aż zrozumielismy ze te przypadkowe spotkania mają swój cel

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 11:45
0

Nas jak pytaja gdzie sie poznaliśmy to musimy sie głeboko zastanawiac ..kiedy sie to zaczęło. Poznalismy sie jeszcze w liceum zmieniłam klasę na ostatnim roku i w tej klasie był Przemek..najwiekszy playboy jakiego znała cała szkoła. ,ponieważ mam uczulenie na takich męzczyzn wręcz go nie lubiłam i za każdym razem gdy przechodził obok pieny ,opalony i dumny jak paw gasiłam go lodowatym wzrokiem :x ( Przemek z kolei myslał o mnie - tojedna z tych dumnych i bladych).Skóńczyłam szkołę , minał rok a moja mama strasznie ciągneła mnie do slkepu gdzie są strasznie tanie i fajne torebki i koniecznie musimy jechać przez pół miasta by je obejrzeć.. jakież było moje zdziwienie gdy sprzedawcą tych torebek okazał sie ten okropny Playboy ze szkoły!!!!!!!! Zaczęłysmy sie kłócić na środku ulicy bo stwierdziłam ze nie podejde tam ...a mama nie rozumiała czemu. Modliłam sie żeby mnie nie poznał ale było inaczej ..burknęłam cześc i tyle.. minął kolejny rok siedzę sobie w moim osiedlowym pubie a tu wchodzi...on. Ty, razem zaczęłam sie juz smiac bo to robiło sie juz smieszne , pogadalismy z soba i okazało sie ze to całkiem miły chłopak. Oboje bylismy wtedy w związkach wiec często sobie rozmawialismy ale na stopie czysto koleżeńskiej. Minęło kolejne pół roku ja rozstałam sie z moim narzeczonym i ciężko było mnie gdzie kolwiek wyciagnąc a tego wieczoru miałm spotkać sie z dawną klasą. Trzy razy sie rozbierałam i dzwoniłam ze nie przyjde ale jednak mnie wyciagneli , gdy czekalismy aż cała paczka sie zbierze by zmienić lokal gdy nagle wszedł..to juz nudne Przemek) Tym razem zrobił to specialnie stracił ze mna kontakt i gdy dowiedział sie od kolegi gdzie bede postanowił zadziałać...a ja chyba juz dawno byłam jego!!!!(n ach te playboye!!!!) .Jeteśmy razem juz 5 lat, mamy piekna upragniona córeczke i nie żałuję ze dałam sie złamać mojemu " narcyzkowi"

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 11:33
0

kejtus- ty masz talent literacki,z zapartym tchem poczytałam co piszesz,jak jakis romans...
Drzewko- jak Joanna pisze , twoja historia jest jak z filmu amerykańskiego,już widze ten bar i te wasze spotakanie po czasie...

u mnie nudno było ,nie ma co pisać :(

Odpowiedz
katekate 2013-10-27 o godz. 10:40
0

a my jestesmy malzenstwem studenckim. zaczelo sie na drugim roku i tak zostalo. powiem tylko, ze gdyby moj mezus pewnej pamietnej nocy nie ukradl ... dla mnie lubianki truskawek z takiego wielkiego samochodu zaladowanego nimi po brzegi, to raczej nic by z tego nie bylo. ale ukradl!!! a trzeba znac mojego mezusia, zeby wiedziec ile go to musialo kosztowac ... i tak jestesmy juz 4 lata tym truskawkowym malzenstwem, raz te truskawki polane sa wysmienita smietanka (mniam) a innym razem sosem czosnkowym(ble) ... ale tak byc musi, same wiecie...

Odpowiedz
iskierka55 2013-10-27 o godz. 08:50
0

Ja napisalam swoją historię, ale strasznie dluga wyszla i jej nie wstawilam powiem w skrócie, że my też jesteśmy szczęśliwym związkiem internetowym zadzialala intuicja i przeznaczenie. Dwie polówki jabluszka - szczęśliwi i zakochani :D :D :D

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 07:44
0

...

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 07:33
0

A my jestesmy blyskawicznym internetowym malzenstwem, bardzo szczesliwym zreszta :D

Odpowiedz
alicja-w-krainie-czarów 2013-10-27 o godz. 07:02
0

O rany, ale się ubawiłam, jak Katekate wyskoczyła z tymi pieluchami, o matko ! O matko jedyna, buaahahaha ! Tu romantyzm (fajna opowieść, Kejtus....nawiasem mówiąc ! Bardzo mi się podobała), a tam pieluszki, ale co tam - zgadzam się, że pieluchy są niczym w obliczu wielkiego uczucia. :P

Odpowiedz
iskierka55 2013-10-27 o godz. 06:17
0

No pięknie piszecie dziewczyny.... historie jak z romansów :D

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 06:11
0

no piekne te nasze historie....
a reszta mam,gdzie?

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 05:19
0

No coz, ja Marka poznalam z 8 lat temu. Na poczatku studiow dorabialam sobie pracujac w klubie studenckim, Marek byl tam barmanem, a ja robilam frytki itp Poniewaz zwykle w dni powszednie nie bylo tloku w klubie to czesto gesto spedzalismy czas rozmawiajac i w ten sposob bardzo sie zaprzyjaznilismy. Przyjazn ta nie wykraczala jednak poza spotaknia w pracy, poniewaz Marek mial od kilku lat dziewczyne, a ona jakos mnie nie polubila i nie bylo mowy o np wspolnych spotkanich poza godzinami pracy. Marek spodobal mi sie jak przyszlam tam pracowac, ale wiedzialam, ze jest zajety, a ja sie nigdy nie interesowalam zajetymi mezczyznami, nawet o nich nie myslalam, nie moglabym sie zakochac w takim facecie. Ale uwielbialam Marka za jego podejscie do zycia, za to jaki byl wierny swojej kobiecie, jaki byl uczciwy i wogole...Zawsze mowilam moim kumpelom, ze Marek to chodzacy ideal, ze takich facetow juz nie ma, ze jest jak ostatni dinozaur.
No wiec tak sobie pracowalismy razem, czesto sie sobie zwierzalismy, po pewnym czasie ja tez kogos poznalam i zwiazalam sie z tym mezczyzna.
Kiedys nawet po kryjomu umowilismy sie na spotaknie wieczorem, posiedzielismy sobie w fajnej knajpie, pozniej pilismy pyszne drinki u Marka (jego kobieta wyprowadzila sie wtedy od niego, bo bardzo sie klocili i wtedy chcieli sie na chwile odseparowac), ale ja nigdy nie czulam, zeby on byl mna zainteresowany i bylismy dla siebie kumplami...
Po pewnym czasie odeszlam z tego klubu i jakos tak z czasem kontakt sie zupelnie urwal, byloby pewnie inaczej gdyby nie to, ze Marka kobieta mnie nie lubila (a wrocili do siebie), a Marek nie lubil mojego faceta. Nie bylo wiec szans na spotkania w czworo....
Ja bylam z moim eks 4 lata i po wielkich cierpieniach w koncu zdecydowalam sie odejsc od niego mimo, ze przez rok walczylam o ten zwiazek. Ale nic na sile. Jak podjelam juz te wazna decyzje to w moje imieniny wyladowalam z moja przyjaciolka w tym klubie, w ktorym kiedys pracowalismy z Markiem. Pracowalo tam jeszcze kilku starych znajomych i tak od slowa do slowa zgadalismy sie z kolega, ze ja sie rostalam z facetem, ze ktos tam jeszcze zostal sam i okazalo sie, ze Marek tez nie jest juz ze swoja eks. Uwierzcie mi bylam w takim szoku :o Ja bylam pewna, ze oni beda razem do grobowej deski, Marek swiata poza nia nie widzial...
No wiec ja niewiele myslac, wzielam od kumpla nr tel do Marka i cieszylam sie, ze teraz moze bedziemy mogli w koncu byc kumplami, ktorzy moga bez stresu pojsc na piwo razem
Kolejnego dnia zadzwonilam do Marka i umusiwlismy sie wlasnie na piwo za 2 tygodnie chyba.
I to bylo takie kumpelskie spotkanie. Poklepalismy sie po plecach jak starzy znajomi, pogadalismy za wsze czasy, Marek opowiadala o dziewczynie z jaka sie aktualanie spotyka, nic nie wskazywalo na to, ze mogloby cos byc miedzy nami. Za jakies kolejne 2 tyg znow sie umowilismy na piwo, posiedzielismy w jednej knajpce, a pozniej ja Marka zaprowadzilam do mojej ulubionej knajpki. I tam nagle ni z teo ni z owego pocalowlaismy sie, ja nie wiedzialam co sie dzieje, bylo cudownie, ale tez dziwnie, przeciez byl to tylko moj kumpel......
Przed tym calym zdarzeniem rozmwaialismy o tym, ze za 3 dni sa walentynki i ze oboje nie znosimy szumu wokol tego i ze bojkotujemy to swieto. Umusilismy sie wiec ze spotkamy sie bedziemy ogladac jakis nnie romantyczny film. Mysle, ze gdyby najpierw nastapil ten pocalunek, to bysmy sie nie umowili, bo oboje bylismy ostrozni.
Ale spotkalismy sie w te walentynki, napilismy sie winka....bylo bardzo milo. Wszytsko wygladalo na to, ze idziemy w kierunku bycia razem, Marek mowil o tym, jak to poznam jego rodzine itp, choc mi sie wydawalo za wczesnie mowic o takich rzeczach.
Po tym jednak milym wieczorze, Marek remontowal swoja kawalerke, nie mial za wiele czasu, moim zdaniem mnie unikal, jak sie okazalo pozniej, faktycznie nie chcial nic robic za szybko i potrzebowal czasu. Ale jak milal chyba 2 tydzien i sie nie widzielismy, ja sie w koncu wkurzylam i jak zadzwonil do mnie powiedzialam mu, ze nie mam zamiaru siedziec i czekac, czy on bedzie mial ochote sie ze mna spotkac, ze mam od tego weekendy, zeby moc sobie gdzies pojsc, pobawic sie, a nie siedziec w domu. Ze jak jest niezdecydowany, czy chce sie ze mna spotykac to niech mi to powie, a nie sciemnia, bo ja jestem duza i wszystko zroumie. Troche sie poklocilismy w taki grzeczny sposob. Ale po chwili Marek zadzwonil ponownie i powiedzial, ze mam racje. Umowlismy sie na weekend i od tej pory kazdy weekend spedzalam u Marka i to byl najpiekniejszy rok w moim zyciu. Bardzo szybko sie zareczlismy, bo po pol roku, a po 1,5 roku bylismy juz malzenstwem. dzien przed slubem dowiedzielismy, ze mam Anie w brzuszku, mimo, ze straszono mnie, ze nie bede mogla miec dzieci..............

no to sie rozpisalam....

Odpowiedz
m_onika 2013-10-27 o godz. 04:55
0

Qrcze romansidlo baybusowych mam bedzie mozna stworzyc jakk jeszcze kilka mam opisze swoja

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 04:49
0

...

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 04:25
0

pięknie

Odpowiedz
Hala 2013-10-27 o godz. 04:22
0

U nas było tak:
poznaliśmy sie jako 17letni smarkacze. Paweł ponoć zakochał sie od pierwszego wejrzenia, ja nie. Zaczeliśmy spotykać sie w większym gronie , często. Potem był jego półmetek na którym sie do siebie zbliżyliśmy, ale przyznam, ze nei traktowałam go zbyt poważnie, nie byłąm do szaleństwa zakochana. Wytrzymałąm z nim 3 miesiące, rozstalismy sie pokojowo. Od tego momentu rozkwitała nasza przyjaźń. Paweł był moim powiernikiem, to u niego wypłakiwałąm siue na ramieniu. Nigdy nie móilismy o przeszłosci i o powrocie do siebie. Po trzech latach Paweł sie zainteresował pewną dziewczyną, zaprosil ją na studniówkę i na sylwestra do siebie. J ateż tam byłam. Ja w miedzyczasie miałam wielu facetów, on był sam. Ale nagle cos we mnie pękło, bolało mniejak opowiadał mi o tej Justunie, tęskniłam za nim, myślałąm jakos ianczej i w sylwestra, kiedy zapytał mnie czy mi sie podoba Justyna powiedziałam mu prawdę, ze nie ,ze jestem zakochana,ze nie chcę go starcić. On zdębiał i ...mnie odrzucił. Czułąm sie fatalnie, umierałąm z rozpaczy, pocieszałam się tylko tym,ze z nią nie jest. Pół roku potrzebował, by mi zaufać i uwierzyć, ze tym razem naprawdę go kocham i ni ezostawie go po kilku miesiacach. Po Pięciu latach naszego drugiego"chodzenia" wzieliśmy ślub, a po po 13 mieisącach urodził sie Wojtuś.

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 01:48
0

...

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 01:35
0

super historia

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 00:33
0

och...

Odpowiedz
Gość 2013-10-27 o godz. 00:10
0

tak,to moj niepoprawny romantyk pieluch nie zmienia lol

Odpowiedz
katekate 2013-10-27 o godz. 00:05
0

o matko...Kejtus...ciarki mi przeszly po plecach...czy to twoj facet nie zmienia pieluch(jesli nie to sorry)? a w dupie z tymi pieluchami - taki facet nie jest stworzony do pieluch

Odpowiedz
Gość 2013-10-26 o godz. 23:55
0

zaczynam:

Bylo to pierwszego wrzesnia 2003 roku....
zobaczylam Go gdy wysiadlam z autobusu...bylam ledwo zywa i zmeczona dlugą podróżą,wraz z kolezankami mialam do opieki 30 niesfornych wychowankow.
Mial niesamowity wzrok...od razu zabrał sie z kolegą do wypakowywania naszych bagaży i los chciał ze On dzwigał akurat moja torbe.
Gdy dostalismy pokoje polozylismy sie czym predzej do lozek bo zmeczenie bralo gore,nie mialam ochoty na nic,nawet na glupie rozmowki z moimi kolezankami.Mialam za soba ciezki rok i ciezkie przezycia.
Nieudany,chory wrecz zwiazek z facetem bez przyszlosci,pozniej dwa miesiace rozląki,podczas ktorej zrozumialam ze J. jest nie dla mnie.
Mialam dosyc tego toksycznego związku i postanowilam ze odetchne pełną piersią wlasnie tu,500 km od przeszlosci...
Nie mialam wtedy pojecia ze tutaj zmieni sie moj caly malutki swiat,wszystko ulegnie niesamowitej poprawie,a moje dotad niepoukladane zycie nabierze intensywnosci dotad mi nieznanej....

Świetnie spedzalismy czas,w dzien jakies wycieczki,w nocy szalenstwa do bialego rana.Czulam sie jak ptak wypuszczony z klatki.Podczas wolnego od opieki nad grupą czasu wałęsalam sie po okolicach osrodka.Wpatrywalam sie daleko w krajobraz i widzialam Jego.Galopowal przez przestworza łąk na swojej klaczy.Niesamowity widok...
Był instruktorem gimnastyki i wspinaczki.Był wszedzie-cóż,taka praca.Wieczorami organizowal dyskoteki.
Postanowilam z nim porozmawiac-ot tak sobie.
Zaproponowal wspolny spacer.Po skonczeniu przez nas pracy przeszlismy sie na plaze,rozmawialismy tak jakbymy znali sie od zawsze;po dwoch takich wieczorach spotkalismy sie w jego pokoju,caly swiat u naszych stop...
Kazdy wieczor,kazda noc byla nasza.Mówiąc szczerze wtedy nie traktowalam go powaznie,myslalam ze to bedzie jedna z wielu "wakacyjnych miłostek".
Oczywscie myliłam sie,bylam wrecz zawiedziona,kiedy ktorejs nocy nie zjawil sie w umowionym miejscu.Wkurzona jak diabli poszlam spac.
Po jakim czasie uslyszalam pukanie do moich drzwi,bylo juz pozno,wyszlam i co zobaczylam?Jego kleczącego,błagającego mnie o rozmowe.Przegadalismy całą noc,Juz wtedy wyznal mi miłość. Ja mając za sobą ciezkie chwile nie chcialam sie w to angazowac tym bardziej ze nazajutrz wyjezdzalismy...
Po powrocie do domu utrzymywalismy ze soba kontakt telefoniczny.
5 pazdziernik SZOK
przyjezdza pod moja stancje,zmeczony,nie powiedzial mi o podrozy.Nie moglam wydobyc z siebie glosu-"musiałem Cię zobaczyc"
Wtedy podjelismy decyzje,ktorej owoc urodzil sie nastepneg roku w lipcu.To byla nasza coreczka Patrycja.

Wierze w miłość od pierwszego wejrzenia,wierze w przeznaczenie,wierze w moje Skarby,jestem szczęśliwa....

Odpowiedz
Hala 2013-10-26 o godz. 23:15
0

Chyba juz keidyś coś takeigo było. Jak znajdę po powrocie czas to opiszę. Fajny pomysł.

Odpowiedz
Gość 2013-11-01 o godz. 06:54
0

a tak sie wszystkie cieszyly z nowego wątku

Odpowiedz
Hala 2013-11-01 o godz. 06:19
0

Dalej, dalej .... czekamy

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 05:45
0

:D

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 05:43
0

...

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 05:21
0

wiecie jak dwoje ludzi ma byc ze soba to i nawet kilometry nie stanowia przeszkody...
na dzielilo 500 :D

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 05:07
0

Ja tez myslalam, ze juz stara panna zostane lol Mialam w Polsce swietna i dobrze platna prace, wlasne mieszkanie i swiety spokoj. Az tu nagle bum, pewnego dnia przez internet poznalam mojego Flamaka. Niecaly miesiac pozniej umowilismy sie w Niemczech na spotkanie, na dworcu kolejowym w Bremie..., no bo skad moglam wiedziec kto to jest? I od razu bylo wszystko wiadomo, to ten :D Potem szybkie zalatwianie papierow (bo slub byl w Belgii) i po kilku miesiacach juz mieszkalam w Belgii, bylismy malzenstwem i natychmiast po slubie zaciazylismy (zgodnie z planem mojego malzonka). Ja tez wierze w przeznaczenie!

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 04:56
0

no to tym bardziej mi sie podoba, bo ja prawie z Bieszczad dziewucha, a w sierpniu sie urodzilam.... lol

Odpowiedz
Gość 2013-10-31 o godz. 04:53
0

lol

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie