Quantcast

"Nasze mieszkanie przypomina muzeum, bo żona cały czas lata ze ścierką, a mnie nazywa flejtuchem. Tak się nie da żyć"

"Nasze mieszkanie przypomina muzeum, bo żona cały czas lata ze ścierką, a mnie nazywa flejtuchem. Tak się nie da żyć"

"Nasze mieszkanie przypomina muzeum, bo żona cały czas lata ze ścierką, a mnie nazywa flejtuchem. Tak się nie da żyć"

zdjęcie ilustrujące/Canva

Porządek w domu - dla jednych to ważna kwestia, inni natomiast twierdzą, że "mieszkanie jest do mieszkania, a nie do sprzątania". Problemy zaczynają pojawiać się wtedy, kiedy jedna osoba w związku uwielbia pedantyczny porządek, z kolei druga niekoniecznie. Jak się okazuje, przesadny porządek lub bałagan może być przyczyną konfliktów w relacji.

Reklama

"Kiedy zamieszkałem sam to rzeczywiście się rozleniwiłem"

Postanowiłem napisać ten list, bo jestem ciekaw, jak inni postrzegają swoje mieszkanie - czy tak jak moja żona, czyli jak muzeum, w którym musi być w nich nieskazitelna czystość i niczego nie można przestawić? Od razu podkreślę, że nie uważam siebie za bałaganiarza, a raczej "flejtucha", bo tak nazywa mnie Asia.

Z domu rodzinnego wyniosłem dobre wartości i to tam nauczyłem się dbać o dom, ale nieprzesadnie. Co tydzień, najczęściej w dni wolne od pracy rodziców, po śniadaniu jechaliśmy na zakupy, a po powrocie zabieraliśmy się za ogarnianie mieszkania. Mieliśmy podział - najczęściej ja lub siostra byliśmy odpowiedzialni za odkurzanie podłóg i dywanów, mama wycierała kurze, tata segregował dokumenty, gazety, książki. Takie sprzątanie zajmowało nam może z godzinę. W domu nie było nigdy bałaganu, ale też nie było sterylnie niczym na sali operacyjnej, a mama nie przykleiła się do ścierki i mopa.

Kiedy zamieszkałem sam to rzeczywiście trochę się rozleniwiłem. Kupiłem iRobota, więc odkurzanie odpadło, naczynia wystarczyło, że wrzuciłem do zmywarki, a kurze? Na białych meblach i tak ich nie widać, więc wystarczyło przetrzeć raz na 2 tygodnie. Do mycia okien zatrudniałem osobę sprzątającą, która zresztą przychodziła na takie generalne porządki raz na 3, może 4 miesiące.

"Żałuję, że nie mieszkałem z Asią przed ślubem"

Wiele razy proponowałem Asi, żeby zamieszkała u mnie, jeszcze zanim się zaręczyliśmy. Ale ona pochodzi z rodziny, w której nie akceptuje się wspólnego mieszkania przed ślubem, więc musiałem to zaakceptować. Chociaż teraz czuję się trochę... oszukany? Może nie jest do odpowiednie słowo, bo kocham mimo wszystko moją żonę, lubię z nią spędzać czas, ale gdybyśmy mieszkali razem, wiedziałbym na co się piszę.

Nie wiem, czy Aśka jest pedantką, czy to jakaś obsesja na punkcie czystości. Mieszkamy razem od 3 miesięcy, a ja już mam dość. Nie chodzi nawet o to, że niczego nie można przestawić, nawet kubka z herbatą nie mogę trzymać na biurku, bo zaraz jest afera. To właśnie o te kłótnie chodzi. Jak Aśka chce sprzątać i spędzić swoje życie na wiecznym polerowaniu podłóg to proszę bardzo. Nie pozwolę jednak, aby mnie przy tym obrażała, nazywała bałaganiarzem, leniem, tylko dlatego, że nie wyrzuciłem opakowania po jogurcie albo nie odłożyłem na miejsce pilota do telewizora. Czy świat się skończył? Nie.

Ostatnio moja żona nawiązała również do mojego rodzinnego domu, twierdząc, że u mnie się nie sprząta, tak jak trzeba i moja mama nie zadbała o odpowiednie wzorce. Co ona wygaduje, jakie wzorce?

Co zrobić, aby cieszyć się z małżeństwa? Jak uniknąć rozwodu? Te porady sprawią, że znów się w sobie zakochacie i docenicie! Zobacz galerię!
Źródło: unsplash.com
Reklama
Reklama