Quantcast

Antyszczepionkowiec zaatakowała lekarkę w ciąży. Jej dziecko nie przeżyło. "Nigdy go nie nakarmię, nie dowiem się do kogo był podobny"

Antyszczepionkowiec zaatakowała lekarkę w ciąży. Jej dziecko nie przeżyło. "Nigdy go nie nakarmię, nie dowiem się do kogo był podobny"

Antyszczepionkowiec zaatakowała lekarkę w ciąży. Jej dziecko nie przeżyło. "Nigdy go nie nakarmię, nie dowiem się do kogo był podobny"

Facebook.com/Jadźka-Kłapa

Kobieta antyszczepionkowiec zaatakowała lekarkę w ciąży. Jej dziecko nie przeżyło. Jadźka Kłapa pierwszy raz opisuje to tragiczne wydarzenie. Wpis udostępniła Karolina Korwin Piotrowska.

Reklama

Antyszczepionkowiec zaatakowała lekarkę w ciąży!

Jadźka Kłapa to młoda lekarka, która porzuciła zawód z powodu ataku antyszczepionkowca i zajęła się muzyką, którą zawsze kochała. Obecnie prowadzi profil na Facebooku o nazwie "Jadźka Kłapa".

Jadźka Kłapa Facebook.com/Jadźka-Kłapa

Lekarka wyznała, że zaatakowała ją obca kobieta-antyszczepionkowiec, a w wyniku ataku straciła dziecko. Kobieta w niedzielę zamieściła na Facebooku obszerny i bardzo wzruszający wpis, w którym pierwszy raz wyjaśniła, co wtedy się zdarzyło.

Jadźka Kłapa wyznała, że jako lekarka przez ostatni rok otrzymała wiele gróźb od osób nie wierzących w Covid-19.

Za mną trudny rok. Dawałam z siebie wszystko jako lekarz. Jako człowiek przyjmowałam każde wiadro hejtowych pomyj i gróźb, które otrzymywałam tylko dlatego, że miałam mnóstwo pacjentów z COVID-19 i tym samym potwierdziłam jego istnienie oraz blokadę szpitali i przychodni będące wynikiem braku kontroli pandemii. I za to, że trzymałam się opracowanych przez grono ekspertów wytycznych, nie poddawałam się modom na stosowanie leków przeciwwskazanych lub o nieudowodnionej skuteczności, za to, ze zaszczepiłam setki pacjentów przeciw tej chorobie (wszystko odbyło się bez ciężkich powikłań) - napisała.

Kobieta każdego dnia otrzymywała hejterskie wpisy od ludzi.

Czytanie dzień w dzień wiadomości od obcych ludzi, że jestem najgorszym lekarzem na świecie, że jestem jak Mengele, że morduje dzieci, że biorę udział w eksperymencie, że będę siedzieć, że jestem na usługach BigPharmy (a propos, nic takiego nie istnieje), że jestem opłacona, że będę smażyć się w piekle, o ile wcześniej mnie nie powieszą itd. Groźby, że mnie dopadną i zniszczą, ośmieszanie w grupach na fb.

Mimo tego lekarka wciąż osobiście przyjmowała pacjentów.

Jednocześnie przyjmowałam, chodziłam stwierdzać zgony, pracowałam czasem jednocześnie na 3 gabinety z powodu całkowitej niewydolności systemu. Byłam coraz bardziej bardzo zmęczona. (...) Coraz bardziej opadałam z sił. Bezsilność w okresie, gdy nie było już miejsc w szpitalach (ludzie z ciężkim przebiegiem musieli dusić się i umierać w domu) a także obawa przed tym, że ktoś z moich bliskich może się zarazić i mieć ciężki przebieg, nie dawały spać. Zmęczenie. Hejt. Praca. Zmęczenie. Kawa. Hejt.

Niestety lekarka w końcu sama zaraziła się koronawirusem od antymaseczkowska, który zataił przed nią, że sam jest chory na Covid-19.

I w końcu sama oberwałam. Od antymaseczkowca, który zgłaszając ból brzucha uznał, że zatajenie objawów infekcji sprawi, że go przyjmę. Oczywiście, że przyjmowałam każdy ból brzucha, ale gdybym wiedziała, że ma objawy mogące wskazywać na covid, przyjęłabym go w odpowiednio przystosowanym do tego gabinecie i sprzęcie, a nie w pomieszczeniu, w którym przebywałam większość dnia.

Lekarka bardzo ciężko przeszła Covid-19.

Covid nie oszczędził ani mojej wątroby, ani mojego serca, ani kilku innych narządów. Straciłam sporo czasu na dojście do siebie.

Mimo tego wróciła do pracy i wtedy dowiedziała się dobrej wiadomości - spodziewa się dziecka. Ciąża była zagrożona, bo kobieta już kilkukrotnie poroniła, jednak była dobrej myśli.

W momencie, gdy już wszystko wydawało się wracać do „normy” okazało się, że spodziewamy się dziecka. Mamy za sobą kilka strat, których doświadczyliśmy przed pandemią. Obawiałam się kolejnej. Wszystkie parametry wskazywały jednak na to, że będzie dobrze. Nie poszłam więc początkowo na zwolnienie, pracowałam dalej, aż do dnia ataku w przychodni.

Lekarka została zaatakowała przez obcą kobietę ze środowiska antyszczepionkowego. W wyniku ataku straciła dziecko.

Obca osoba, fanatyczka amantadyny, która dzień wcześniej obejrzała stronniczy program w telewizji, szukała ofiary, na której wyładuje swoją nagromadzoną w pandemii nienawiść. Często przyjmowałam pacjentów osobiście, stałam się doskonałym celem. Nie wiedziała tylko, że ja przeżyję, ale dzidziuś już nie.

To właśnie niczym nieuzasadniony atak antyszczepionkowca na lekarkę sprawił, że Jadźka Kłapa podjęła decyzję o rezygnacji z zawodu. Nie miała już do tego siły. Lekarka rozmyślała w szpitalu o swoim nienarodzonym dziecku.

Kiedy leżałam w szpitalu, po raz kolejny czekając na dziecko, którego nigdy nie nakarmię, nie dowiem się do kogo był podobny, ani jakie miał cechy charakteru, nie chwycę za rękę, nie pójdę z nim na spacer do parku, nie spojrzę w oczy i nie powiem: synku (straciliśmy chłopczyka), kocham Cię, poczułam, że… nie mam siły. Nie mam siły dłużej być lekarzem.

Lekarka apeluje o zahamowanie tej fali agresji ze strony środowisk antyszczepionkowych.

Według moich pacjentów jestem lekarzem z powołania. Według zupełnie obcych ludzi i niektórych byłych znajomych, którzy nigdy nie byli moimi pacjentami, jestem mordercą, mengele, itp. Nienawiść środowisk antyszczepionkowych i osób wyśmiewających pandemię ma na swoim koncie coraz więcej ofiar.

Lekarka apeluje: stop hejtowi.

Wiecie, jakie jest moje życzenie? Żeby ta nienawiść się skończyła. Żeby skończył się hejt na lekarzy i innych pracowników ochrony zdrowia. Żeby kolejne ataki w sieci i kłamstwa nie niszczyły ich życia zawodowego i rodzinnego. To wszystko jest niezwykle proste. Wystarczą te 2 słowa: stop hejtowi.

Historia ma na szczęście pozytywne echo. Czarny kot, którego udało się uratować jest teraz dla niej siłą napędową do życia.

Tuż po powrocie ze szpitala, Paweł znalazł maleńkiego kotka. Był w strasznym stanie, wyglądało na to, że straci oczy. Nazwaliśmy go Bartymeusz. Z pomocą weterynarzy zawalczyłam o jego zdrowie. Ta mała, czarna kulka stała się siłą napędową dla mojego życia. Dzięki niemu przetrwałam najtrudniejszy okres. Mały kociak stał się cudem, pocieszeniem z samego Nieba. Żyje, ma się wspaniałe i widzi na oba oczy.

Jadźka Kłapa Facebook.com/Jadźka-Kłapa

Dziś Jadźka Kłapa dzięki temu tragicznemu wydarzeniu zajmuje się muzyką.

Zawsze marzyłam o tym, by przez jakiś czas skupić się tylko na muzyce. Nie miałam odwagi rzucać medycyny. Zdobyłam się na nią dopiero teraz, po tych wszystkich doświadczeniach. Czy wrócę do zawodu? Nie wiem. Na razie nie mam siły. Teraz postanowiłam skupić się na muzyce, robieniu maleńkich kroczków do przodu, dokończeniu płyty. A co dalej, czas pokaże - zakończyła.

Oto cały jej wpis na Facebooku.

Wpis udostępniła Karolina Korwin Piotrowska

Wpis Jadźki Kłapy udostępniła na Instagramie Karolina Korwin Piotrowska. Zadedykowała go antyszczepinkowcom.

Z pozdrowieniami dla antyszczepionkowcow.
Przeczytajcie dokładnie wszystkie slajdy.
Tyle jesteście warci.
Krew na rękach. A wszystko z ignorancji.
Miłego dnia - napisała.

Przeczytaj cały wpis.

Antyszczepionkowiec zaatakowała lekarkę w ciąży. Jej dziecko nie przeżyło. "Nigdy go nie nakarmię, nie dowiem się do kogo był podobny"
Źródło: Facebook.com/Jadźka-Kłapa
Reklama
Reklama