Quantcast

Absurd w przychodni w Tarnobrzegu! Czegoś takiego nie powstydziłby się Bareja w swoich filmach

Absurd w przychodni w Tarnobrzegu! Czegoś takiego nie powstydziłby się Bareja w swoich filmach

Absurd w przychodni w Tarnobrzegu! Czegoś takiego nie powstydziłby się Bareja w swoich filmach

zdjęcie ilustracyjne stock.chroma.pl

Na pewno każdy z nas choć raz w życiu doświadczył absurdalnej sytuacji związanej z NFZ. Nie tylko chodzi o długie kolejki i terminy. Okazuje się, że są jeszcze miejsca w naszym kraju, w których dochodzi do sytuacji rodem z filmów Barei - tylko nie wiemy czy powinniśmy się śmiać, czy płakać. Głównym bohaterem tej historii jest przychodnia przy ulicy Sienkiewicza w Tarnobrzegu.

Reklama

Witamy w świecie absurdów!

Przy ulicy Sienkiewicza w Tarnobrzegu z tyłu przychodni nr 3 oparty jest o ścianę budynku... kij. Nie stoi tam bez powodu. Służy on jako sposób komunikacji pacjentów z przychodnią. O tym, jak działa ta przychodnia i do czego służy kijek, poinformowała w sieci pacjentka tejże przychodni. W rozmowie z portalem NadWisłą24: "Po uderzeniu kijem w parapet, okienko się otwiera i pani rzuca skierowanie". Brzmi dziwnie?

Przychodnia ze swoimi zasadami

Dalej dowiadujemy się jeszcze ciekawszych rzeczy. Internautka w rozmowie z NadWisłą24 mówi:

To, że dodzwonić się tam nie można, to jest jedna sprawa, ale oni już przeginają całkowicie. Z powodu pandemii koronawirusa, przychodnia ta zamknęła się po prostu dla pacjentów na "cztery spusty.

Jeśli ktoś jest umówiony na konkretną godzinę do specjalisty, to dzwoni dzwonkiem i jest wpuszczany do środka. Natomiast do mojego lekarza rodzinnego dostać się nie mogę, jedyną opcja jest teleporada.

Chcąc odebrać skierowanie, pacjent nie zostaje wpuszczony do środka, tylko idzie na tyły przychodni, przez trawnik, przedziera się między drzewami, aż dochodzi do okna, obok którego stoi taki duży kij. Ponieważ okna od parapetu są na wysokości ok.1.80-1,90 m, to bierze się ten kij i wali się w parapet. I ktoś jak to usłyszy, to otwiera okno i pyta „po co” i po uzyskaniu odpowiedzi, rzuca to skierowanie przez okno. Pomijając fakt, że jest to po prostu upokarzające, to w przypadku deszczu, czy wiatru, skierowanie może się po prostu zniszczyć. Ja jestem młoda i mogę biegać za skierowaniem po osiedlu, a co mają zrobić starsze, schorowane osoby.

Przecież te przychodnie są publiczne, i za nasze pieniądze społeczne kiedyś wybudowane i do czego to dochodzi? Żebyśmy w XXI wieku biegali po trawnikach i kijem walili w okno po skierowanie?

Gorzej być nie może...

Portal próbował skontaktować się z osobami, które są odpowiedzialne za działanie przychodni, ale niestety im się to nie udało.

źródło: nadwisla24.pl

* W serwisie czytamy: "Wyżej opisana historia nie dotyczy NZOZ „Nasze zdrowie”, również mającego swoją siedzibę w Przychodni nr 3, w Tarnobrzegu"

Reklama
Reklama