Quantcast

Weszła z majtkami na twarzy do sklepu, bo nie miała maseczki i ochrona nie chciała jej wpuścić

Weszła z majtkami na twarzy do sklepu, bo nie miała maseczki i ochrona nie chciała jej wpuścić

Weszła z majtkami na twarzy do sklepu, bo nie miała maseczki i ochrona nie chciała jej wpuścić

facebook.com/profile.php?id=100011521531546

Maseczki, odkażanie rąk, dystans społeczny - te słowa niczym mantra od kilku miesięcy docierają do nas z każdej możliwej strony. Nie ma w tym oczywiście nic złego, ponieważ celem jest przede wszystkim nasze bezpieczeństwo. Zachęcamy Was zatem do stosowania wszystkich środków ostrożności. Niestety jak się jednak okazuje, wytyczne dotyczące bezpieczeństwa są również przedmiotem wielu absurdalnych sytuacji, o czym przekonała się jedna z mieszkanek Piły.

Reklama

Postąpiła zgodnie z wytycznymi

Z uwagi na wprowadzoną kilka miesięcy temu pandemię koronawirusa mamy obowiązek zakrywania ust i nosa w miejscach publicznych. Nakaz dotyczy wszystkich pomieszczeń zamkniętych takich jak sklepy, urzędy czy pojazdy komunikacji miejskiej. Jedna z klientek popularnego marketu budowlanego nie została wpuszczona do środka z uwagi na brak ochronnej maseczki. Skorzystała więc z innego przedmiotu, z którym bez najmniejszego problemu dostała się na teren sklepu. Kobieta opublikowała na swoim profilu na Facebooku nagranie, w którym żali się i dokładnie opisuje przebieg nietypowej sytuacji.

Nie liczy się materiał, nie liczy się w jaki sposób będzie zakryta twarz, ma być zakryta. Więc w taki oto sposób na teren sklepu zostałam wpuszczona

Reklama

Nie do końca jasne reguły

Pani Agata pod swoim nagraniem w kilku zdaniach zwraca również uwagę na fakt, iż pracownicy poruszają się po sklepie w maseczkach naciągniętych na brodę tak jak i reszta klientów będąca w środku. Według klientki nikt tego nie egzekwuje. Czy w takim razie maseczka potrzebna nam jest tylko po to, by dostać się do środka? Sytuacja dość absurdalna, sami przyznajcie.

Materiał primasort, śmierdzących bąków też nie przepuszcza, chroni mnie tak samo jak maseczka przed śmiercionośnym wirusem “pis-cov-19”. Chciałabym również zaznaczyć, że pracownicy mają maseczki założone głównie na brody tak jak i reszta klientów na sklepie. Nikt im uwagi nie zwraca. Absurd goni absurd, a kierownik sklepu ściga za mną i pilnuje abym miała założoną “maskę” na twarzy. Oczywiście kierownik tej placówki nie potrafił podać mi oczywistego braku podstawy prawnej na temat tej ustawy srovidowej i zarządzenia nakazującego noszenie kagańca w miejscach gdzie świrus się cudem nie roznosi. Praca pracą, ale sami urągacie swojej inteligencji

Co o tym sądzicie?

Reklama

źródło: facebook.com/profile.php?id=100011521531546

Reklama
Reklama
Reklama