Reklama

Domagają się niezależnego śledztwa ws. pandemii. Chiny i WHO w ogniu krytyki, a "mokre rynki" wciąż działają

Domagają się niezależnego śledztwa ws. pandemii. Chiny i WHO w ogniu krytyki, a "mokre rynki" wciąż działają

Domagają się niezależnego śledztwa ws. pandemii. Chiny i WHO w ogniu krytyki, a "mokre rynki" wciąż działają

"Mokry rynek" /You tube

Wszystkie kraje członkowskie WHO powinny poprzeć ideę niezależnego międzynarodowego śledztwa, które wyjaśni okoliczności wybuchu pandemii - oświadczył w czwartek premier Australii Scott Morrison. "Członkostwo w WHO to obowiązki i odpowiedzialność" - zaznaczył.

Reklama

W ocenie szefa rządu dochodzenie w sprawie genezy i okoliczności rozprzestrzenienia się koronawirusa, który po raz pierwszy pojawił się w grudniu ub.r. w mieście Wuhan w środkowych Chinach, pomogłoby w skuteczniejszym stawianiu czoła zagrożeniom spowodowanym przez SARS-CoV-2.

Pragniemy bezpieczniejszego świata, gdy chodzi o wirusy. Mam nadzieję, że każdy naród, także chiński, podziela takie podejście" - oświadczył Morrison.

Stosunki chińsko-australijskie są ostatnio trudne, co ma związek nie tylko z rozwojem epidemii, ale również z dokonywanymi z terytorium Chin cyberatakami w Australii, a także ekspansjonistyczną polityką Pekinu w regionie. Chiny są zarazem głównym partnerem handlowym Australii.

Reklama

W Pekinie oświadczenie Morrisona zostało ocenione jako manewr czysto polityczny. Rzecznik chińskiego resortu spraw zagranicznych Geng Shuang wezwał władze Australii do odrzucenia "ideologicznego skrzywienia" w podejściu do sprawy pandemii. Nawoływania do przeprowadzenia śledztwa w sprawie pandemii są odbierane przez Chiny jako konfrontacja i podważanie autorytetu tego państwa; Chińczycy uważają, że za tego rodzaju oskarżeniami stoją Stany Zjednoczone - zauważa Reuters.

Nie wydaje się jednak, by poparcie dla idei dochodzenia było szerokie wśród państw członkowskich WHO - zauważa agencja, dodając, że władze Wielkiej Brytanii i Francji, których głos miałby w tej sprawie wielkie znaczenie, uważają, że na obecnym etapie należy się zająć zwalczaniem skutków pandemii, a nie szukaniem winnych.

Reklama

Kilka godzin przed wypowiedzią Morrisona minister Australii ds. rolnictwa, suszy i sytuacji nadzwyczajnych David Littleproud w stacji Channel 7 zaapelował do krajów G20 o podjęcie działań w sprawie natychmiastowej likwidacji rynków z dzikimi zwierzętami na całym świecie; jak wskazał, stanowią one poważne zagrożenie dla rolnictwa i produkcji żywności.

Reklama

Naukowcy podejrzewają, że nowy koronawirus przeniósł się na człowieka ze zwierząt. Wśród pierwszych zakażonych w chińskim mieście Wuhan były osoby związane z targowiskiem, na którym handlowano nietoperzami, wężami, łaskunami i innymi dzikimi zwierzętami.

Chiny - jak przypomina Reuters - 23 stycznia tymczasowo zawiesiły funkcjonowanie tego rodzaju targów. Władze w Pekinie przymierzają się obecnie do zmian w ustawodawstwie, które pociągnęłyby za sobą całkowity i bezterminowy zakaz handlu dzikimi zwierzętami, ale droga do nowelizacji jest jeszcze daleka.

O ich zamknięcie targów z dzikimi zwierzętami zaapelował w środę czasu miejscowego sekretarz stanu USA Mike Pompeo. Podczas odczytu dla członków amerykańskiego Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) wyraził też pogląd, że Pekin wykorzystuje fakt, iż uwaga opinii światowej jest skoncentrowana na pandemii, by wywierać polityczną presję na swych sąsiadów, ingerując w sprawy Hongkongu i Tajwanu czy wywołując sztucznie niedobory wody w krajach sąsiednich poprzez zatrzymanie jej w kontrolowanych przez siebie zalewach na Mekongu.

Pompeo nie szczędził też słów krytyki pod adresem WHO. W jego opinii, która zbiega się z negatywną oceną prezydenta USA Donalda Trumpa, organizacja ta nie sprostała wyzwaniom, jakie stanęły przed nią po wybuchu pandemii.

Dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom (Ghebreyesus) nie wykorzystał możliwości zaalarmowania opinii międzynarodowej, gdy jedno z państw członkowskich (tj. Chiny - PAP) złamało reguły funkcjonowania tej organizacji" - powiedział. "Obowiązkiem WHO było dopilnowanie, żeby normy bezpieczeństwa zostały zachowane w laboratorium wirusologicznym w mieście Wuhan" - dodał.

Władze w Waszyngtonie uważają, że epidemia SARS-CoV-2 została wywołana "wymknięciem się koronawirusa z laboratorium". Chiny stanowczo odrzucają taką wersję wydarzeń. Zarazem jednak "odmówiły przekazania próbek z tego laboratorium bądź bezpowrotnie je zniszczyły, co umożliwiłoby zrozumienie, jak doszło do pojawienia się koronawirusa wśród populacji ludzkiej" - podkreślił w środę Pompeo.(PAP)

Reklama
Reklama