Ceny maseczek rosną w szybkim tempie. Od czwartku konieczność zasłaniania ust i nosa

Ceny maseczek rosną w szybkim tempie. Od czwartku konieczność zasłaniania ust i nosa

Ceny maseczek rosną w szybkim tempie. Od czwartku konieczność zasłaniania ust i nosa

Maseczka jednorazowa, Claudio Schwarz/Unsplash

Tuż po świętach, 16 kwietnia wejdą w Polsce w życie nowe regulacje związane z koniecznością zasłaniania ust i nosa w przestrzeni publicznej.

Musimy zaopatrzyć się w maseczki w sklepie albo przygotować je samodzielnie wykorzystując materiały które mamy w domu. Kupno maseczki w sklepie stacjonarnym graniczy z cudem, pozostaje sklep internetowy a do czwartku zostało niewiele czasu.

Tymczasem ceny maseczek w związku z epidemią koronawirusa rosną w szybkim tempie.

To nie jest wina farmaceutów - tłumaczy Tomasz Leleno, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Od początku epidemii lawinowo rosną ceny wyrobów medycznych, m.in. maseczek jednorazowych, rękawiczek, wody utlenionej, czy płynów odkażających rany. Wzrosty cen, w niektórych przypadkach sięgające nawet kilkuset procent, wynikają przede wszystkim ze stale rosnących cen u hurtowników i producentów.

Zgodnie z decyzją rządu, od 16 kwietnia obowiązuje powszechny obowiązek zasłaniania ust i nosa w przestrzeni publicznej. Wprowadzenie nowych regulacji z dziedziny bezpieczeństwa z pewnością zwiększy zainteresowanie pacjentów maskami ochronnymi. Widzimy, że już od kilku tygodni apteki mają trudności z zamówieniem tego asortymentu w hurtowniach - z uwagi na ich brak lub rażąco wysoką cenę - powiedział Tomasz Leleno, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Zobacz: Maseczkę z dowolnej tkaniny możesz zrobić w 45 sek.

Przed epidemią cena jednej maseczki wynosiła 0,64 zł, a dzisiaj jest to aż 5 zł. To oznacza wzrost cen o 681 proc. Podobnie jest w przypadku wody utlenionej (wcześniej 1,50 zł, teraz 3 zł; wzrost 100 proc.), spirytusu salicylowego (przed epidemią 2,99 zł, obecnie 6,99 zł - wzrost 134 proc.), rękawiczek nitrylowych (wcześniej 0,20 zł, teraz 0,50 zł - wzrost 150 proc.), a nawet termometrów (przed epidemią 10,49 zł, teraz 13,99 zł - wzrost 33 proc.).

Jako pierwsi sygnalizowaliśmy resortowi zdrowia, że faktycznie może dochodzić do przypadków wykorzystywania obecnej sytuacji do niczym nieuzasadnionego podwyższania cen przez niektóre hurtownie i producentów. Naszym zdaniem istnieje potrzeba wprowadzenia mechanizmów zabezpieczających pacjentów przed spekulacją m.in. poprzez określenie cen urzędowych na niektóre produkty. Mechanizm ten powinien objąć cały łańcuch dystrybucji, a więc także producentów i hurtownie farmaceutyczne - przekazał rzecznik NIA