Zgłoś naruszenie


Proszę uzupełnić wszystkie pola.

Pytania » Poważne tematy
  • Gość 2010-06-16 o godz. 06:09, odsłony: 2317 0

    Jak porozumieć się z narzeczonym?

    Nawet nie wiem jak zatytułować. Wczoraj powiedziałam mojemu Jezowi że chce przesunac ślub... był zaskoczony no ale co miał zrobic , przecież nic na siłę. I teraz mnie dręczą myslico chyba jest normalne.. no ale dręczą.. ale od poczatku..Watpliwości naszły mnie , własciwie nachodziły przez cały miesiąc nieobecnosci mojego jeża, przede wszytskim mamy problemy łóżkowe, co powodowało u mnie stresy i im bardziej zbliżał sie jego powrót tym więcej stresu czułam, po drugie ja wogóle nie tęskniłam.. to nie jest chyba normalne że narzeczona po miesiącu nieobecności wita narzeczonego robiąc o byle co mu awanture i wogóle nie cieszac sie z jego powrotu, poza tym czułam jakbym obcego człowieka w domu miała ... straszne uczcuie...po trzecei, juz od dłuższego czasu przygotowania slubne nie sprawiały mi zadnej przyjemności, wręcz przeciwnie, na mysl że musze załtawiać różne rzeczy robiło mi sie niedobrzemyślę że troche mnie to wszytsko przerosło, i przybraliśmy dośc szybkie tempo, w ciagu roku od poznania sie zareczylismy sie, kupilismy (ja) mieszkanie, zamieszkaliśmy i planowalismy slub...po rozmowie z mama - jest moja najlepszą przyjaciółką- doszłysmy do wniosku że zerwanie jest chyba zbyt drastyczne, i że az tak nie che tego zakończyć, ale najlepsze będzie przesunięcie slubu na bliżej nieokreślony termin.Wczoraj mu powiedziałam , wszystko co leżało mi na sercu, naprawde wierze w to że nie ma sie co ładować w ślub jak jest tyle watpliowości, a przede wszytskim watpliwe uczucie, slub zawsze możemy wziąć. Wczoraj przyjał to prawie nie komentował - ale to normalne - przeciez był zaskoczony. dzisiaj sie zaczeło wzbudzanie poczucia winy (jak bym bez tego go nie miała) że rozmowa bardzo go energetycznie wyczerpała, ze sie źle czuje, że straszna sytuacja, że on wraca po miesiącu i co go zastaje, ze ja jestem w lepszej sytuacji bo ja mam drugi dom a on nie itp itd. Powiedziałam mu ze to nie sa żadne argumenty, a raczej granie poniżej pasa , bo trzeba sie zastanawiac co sprawiło ze jest tak a nie inaczej a nie obwiniać druga strone...No to tyle na gorąco, moze pisze troche nieskładnie ale to tak świeża sprawa... Oczywiście osiągnał to co chciał, bo czuje sie niezrecznie i jak zła kobieta, ale wydaje mi sie ze postapiłam jak dorosły odpowiedzialny człowiek...PS. Takie troche OT ale jednak nawiazujace. Ponieważ kobiety mają skłonnosci do tworzenia sobie róznych wizji, ja juz oczywiscie wyobrażałam sobie co bedzie jesli sie rozstatniami i - wiem że to głupie no ale przeszło przez myśl, ze ja mam w tym roku 30 lat, to jest pierwszy mężczyzna za którego chciałam wyjść za mąż.. a jesli się to juz nie powtórzy? Jełsi już nikogo nie spotkam? a wydawalo mi sie ze ja taka rozsądna jestem.. stara a głupia..

    Odpowiedzi (25) Kategoria: Poważne tematy Ostatnia odpowiedź: 2010-06-20, 16:25:27 Tagi:

Odpowiedz
Dodaj odpowiedź
Najnowsze / Najstarsze

Wybrana odpowiedź

Najwyżej ocenione odpowiedzi

Odpowiedzi

Gość 2010-06-16 o godz. 07:09 0

:usciski:
nic mądrzejszego nie mogę napisać
ja, kolejna stara a głupia

Jania 2010-06-16 o godz. 07:11 0

no to sie nie powtórzy !!- lepiej chyba zostać samą niż budzić sie codzien i z odrazą patrzec na obcego człowieka obok - w tej najgorszej wersji do konca życia...

skoro to dojrzała decyzja i przemyślana to sie jej trzymaj i niestety ponoś tego konsekwencje - tak to jest z dorosłymi decyzjami :( - bo Twój "Jeż" tez ma prawo do bycia odrzuconym i zdezorientowanym, poczytaj watki dziewczyn, z którymi podobnie postapili ich narzeczeni, ból - zdrada uczuc - plus mnóstwo dziwnych myśli krąży w sercu i umyśle... wg mnie ma prawo zrzucic winę na Ciebie - wzielas go z zaskoczenia

ale gratuluję odwaznych decyzji, powiem Ci ze swojego doświadczenia, że one procentują później na PLUS :)

xandra 2010-06-16 o godz. 07:19 0

ehhhh, dziewczyno!
bedzie ok, moze to tylko takie wahania?

a co do slubu itd ;) miałam kiedys faceta, pisałam tu o tym - znakomicie wykształcony, rodzina jedna z najbardziej znanych w miescie, przystojny, bardzo chciał byc ze mną i misiem... ale... gdy mnie dotykał az mnie obrzydzenie brało
nic na siłe, zakonczyłam tamto - teraz wiem, ze musiałam czekac na P., ale zakonczyłam to ze swiadomoscią, ze jestem sama i na razie bede - nie bałam sie samotnosc, nawet myslałam ze ja juz sama po prostu bede...

odpocznijcie a moze jakas poradnia psychologiczna?
tylko dla ciebie albo dla par...
ja bardzo polecam, odbyłam dwie - po rozwodzie i przed slubem... stare obawy zaczeły brac gore :(

co by sie nie działo, ja cie bardzo mocno sciskam
a moze jakies pivko małe?

Moniqueee 2010-06-16 o godz. 07:22 0

ale wydaje mi sie ze postapiłam jak dorosły odpowiedzialny człowiek...


Olenko :usciski:
Ja jestem tego pewna, że dobrze postąpiłaś. :usciski:
Trzymaj się Kochana!

Gość 2010-06-16 o godz. 07:29 0

Postąpiłas uczciwie, lepiej teraz niz pozniej dojśc do wniosku, ze to był błąd. I na pewno sie ułozy. :goodman:

Gość 2010-06-16 o godz. 08:21 0

Oleńko, uważam, że tak jest lepiej - podjęłaś decyzję przed ślubem, a nie po. DObrze xandra mówi - może jakaś terapia? Przecież nie rozstaliście się, tylko powiedziałaś Jeżowi jak się czujesz. Jeszcze możecie wyjść na prostą...

Gość 2010-06-16 o godz. 08:48 0

Dziewczyny, skąd to przekonanie że terapia jest dobra na wszystko? Każdy ma prawo mieć wątpliwości, czy to znaczy że od razu trzeba się z nich leczyć?

Oleńka, podziwiam Cię za odwagę i za szczerość, mam nadzieję że Twój narzeczony też ją kiedyś/wkrótce doceni. Mi wydaje się naturalne że skoro wszystko działo się tak szybko, pewnie na dużym wdechu, z zachłyśnięciem i sporą dawką zauroczenia i zaślepienia, to w końcu przyszedł moment na opamiętanie - i brawa dla Ciebie za to że pozwoliłaś sobie na zauważenie go, że nie poszłaś za ciosem. Może właśnie ten moment wytracenia pędu i troszkę refleksji, a może wyluzowanego (znaczy: bez chaosu i stresu weselnego) bycia razem pozwoli Wam podjąć właściwą decyzję - kto wie czy nie taką żeby jednak wrócić do tematu ślubu?

Trzymam kciuki i głowa do góry, jesteś dużą dziewczynką, wytłumacz chłopu o co biega i że nie ma prawa Cię winić za to że jesteś z nim szczera. Dasz radę.

kkarutek 2010-06-16 o godz. 09:04 0

Oleńka, przeraziłam się, bo czytając Twoją historię miałam przed oczami moją osobę, mój obecny stan, nasz związek. Co do joty.....
Teraz nagle mam wrażenie jakbym uciekała rakiem....Tylko że ja się nie wycofuję, bo zwalam moje głupie myśli na panikę przedślubną...

Co mogę Ci mogę mądrego powiedzieć - myślę że dobrze zrobiłaś nie zrywając, tylko dając Wam czas. Na pewno pomoże on Wam zebrać myśli, odnaleźć się na nowo. Wierzę z całego serca, że Wasza historia będzie miała bardzo pozytywny koniec :usciski:

kkarutek 2010-06-16 o godz. 09:08 0

Oleńka, przeraziłam się, bo czytając Twoją historię miałam przed oczami moją osobę, mój obecny stan, nasz związek. Co do joty.....
Teraz nagle mam wrażenie jakbym uciekała rakiem....Tylko że ja się nie wycofuję, bo zwalam moje głupie myśli na panikę przedślubną...

Co mogę Ci mogę mądrego powiedzieć - myślę że dobrze zrobiłaś nie zrywając, tylko dając Wam czas. Na pewno pomoże on Wam zebrać myśli, odnaleźć się na nowo. Wierzę z całego serca, że Wasza historia będzie miała bardzo pozytywny koniec :usciski:

magdusia8 2010-06-16 o godz. 09:22 0

Oleńka, przeraziłam się, bo czytając Twoją historię miałam przed oczami moją osobę, mój obecny stan, nasz związek. Co do joty.....
Teraz nagle mam wrażenie jakbym uciekała rakiem....Tylko że ja się nie wycofuję, bo zwalam moje głupie myśli na panikę przedślubną...

.......ja też

DobraC 2010-06-16 o godz. 09:36 0

ja powiem tylko to co Xandra... ze czasem warto sie zatrzymac..
ja sie zatrzymalam niecale 2 miesiace przed slubem i Bogu dziekuje ze zamienil mnie wtedy w kamien co ani reka ani noga nie mogl ruszyc a moj byly zrozumial to jak nalezy....

dobry byl z niego chlopak w gruncie rzeczy ale nie dla mnie.. a doszlo to do mnie po 7 latach...

jak pomysle ze moglam byc jego zona a nie K. to az mnie trzesie....

nie jest latwo podejmowac takie decyzje ale - tak jak juz jedna z nas napisala - lepiej tak niz za 10 lat obudzic sie obok wlasciwie obcego faceta....

wydaje mi sie ze w ferworze przedslubnym obowiaazuje jedna zasada - daj sobie czas....
Moze wlasnie Twoj partner jest TYM JEDYNYM. ale musisz byc co do tego przekonana bo inaczej jest duza szansa na schrzanienie zwiazku...

trzymaj sie
sciskam mocno!

Aliencia 2010-06-16 o godz. 09:50 0

Olka, przede wszystkiem mocno Cię ściskam.
Byłam na takim samym etapie jak Ty - jak zresztą wiele innych forumówek - i wiem jak bardzo boli ta niepewność, to niezdecydowanie, a nastepnie wyrzuty sumienia, setki pytań - a może to się już nie powtórzy, a może już nigdy nikt nie będzie chciał spędzić ze mną życia..
Wiem też jak łatwo pójść za ciosem a później przebudzić się i pomysleć - cholera, co ja właściwie robię.. Gdzie ja jestem, czy to jest to, czego pragnę??
Ja odeszłam pół roku przed ślubem.
Najpierw zwalałam wszystko na stres przedślubny, później na to, że mam humory i jazdy, nagle zaczęłam widzieć wszystkie wady lubego przez szkło powiększające i każda mała pierdółka doprowadzała mnie do szału. Awantura goniła awanturę, ale coraz mniejsze to na mnie robiło wrażenie i pewnego dnia zdałam sobie sprawe, że umarliśmy, umarła nasza miłość, umarła chemia, umarła cała radość, że nas juz nie ma..
Też chciałam tylko przesunąć ślub, nie chciałam odchodzić.. Ale zdałam sobie sprawę, że jeśli coś nie gra przed ślubem, to jak będzie po..?
Odeszłam. Nie żałuję, choć czasem boję się, że za to co zrobiłam, za to ile cierpienia zadałam drugiej osobie i ja zostanę skrzywdzona..
Poznałam Przemka. W kilak tygodni, w tym całym szale tez nagle stwierdziliśmy, że szybko weźmiemy ślub, że to jest to, że nie ma na co czekać..
Ale po pewnym czasie zwolniliśmy. Czasem nawet mam wrażenie, że cofamy się, ale może tak właśnie powinno być..
Nie ma co przeskakiwać etapów, tylko krok po kroczku iść do przodu i budować wspólny świat.. Może faktycznie pośpiech jest złym doradcą..
I dopiero teraz widzę, że dojrzewam do bycia z kimś nie tylko na dobre ale tez na złe, dojrzewam do ślubu, do przeprowadzki - ciągle gdzieś w zawieszeniu, ale widzę światełko w tunelu.. Widzę i czuję, że warto czekać..

Gratuluję Ci odwagi, mam nadzieję, że wszystko sie poukłada i mocno trzymam za Ciebie kciuki..
A co do terapi.. Cóż - zgadzam się z Aniaszem. Myślę, że czasem wystarczy posłuchać serca i rozumu. Każdy z nas błądzi, szuka i waha się. Kluczem do każdej zagadki jest wybranie tej odpowiedniej drogi.. I ja wierzę, że Ty ją znajdziesz.. :)

graziab 2010-06-16 o godz. 10:34 0

No to i ja wtrącę swoje trzy grosze - zazdroszczę Ci, że wystarczająco wcześnie doszłaś do takich refleksji...im wcześniej tym lepiej!!!
Ja byłam w podobnej sytuacji - 30tka na karku, spotykaliśmy się ponad 5 lat...miałam wątpliwości, ale stwierdziłam, że nic lepszego mnie w życiu nie spotka...myliłam się...

I jakie były konsekwencje - zraniłam człowieka, który się ze mną ożenił, bo nie mogłam żyć z kimś kogo nie kochałam, szczególnie, że zaczęły się rozmowy o dzieciach itp...po trzech miesiącach spakowałam się i odeszłam...

Jestem już po rozwodzie i poznałam tego jedynego - jestem kochana i co najważniejsze KOCHAM

Podejmij decyzję, którą uważasz za słuszną, pozdrawiam Cię cieplutko

Gość 2010-06-16 o godz. 11:49 0

Oleńko, ściskam Cię mocno :usciski:.
Nie będę powtarzać po dziewczynach, które mają rację, nie mniej czas jest najlepszym lekarstwem. Musisz przemyśleć na spokojnie wszystkie aspekty, wysłuchać samej siebie. Wówczas będziesz wiedziała jak postąpić. Odłożenie ślubu tak jak napisałaś nie oznacza końca związku. Pozwól też Jeżowi na wyjawienie swoich myśli, uczuć. Jest teraz skołowany i nie wie, co o tym wszystkim myśleć. Wiem jedno. Jeżeli go kochasz i chcesz z nim spędzić resztę życia zostaniesz przy nim. Jeżeli jednak tak nie jest, nie bój się samotności, bo przecież tak naprawdę nie będziesz sama. Przy Tobie będą bliscy, którzy Ci pomogą i podtrzymają na duchu. Ważne byś była całkowicie pewna swych decyzji. Natomiast w chwili obecnej rozmawiajcie ze sobą. Jeżeli zostawisz sytuację samą sobie będzie coraz gorzej. Wówczas będzie trudno powrócić do tego, co było, ponieważ mężczyna może tego nie wytrzymać... .
Trzymam mocno kciuki za Ciebie :usciski:. Niezależnie jaką decyzję podejmiesz będzie ona przemyślana, a to jest najważniejsze ;).

patunieczka 2010-06-16 o godz. 11:55 0

Oleńka - po pierwsze podziwiam cię, że miałaś w sobie siłę zatrzymać się i zastanowić się, co tak naprawdę czujesz. To wyjdzie Tobie i pewnie Jeżowi tylko na dobre, co okaże się prędzej albo później.

Ja przed slubem nie poświęciłam na takie myślenie nawet minuty i... zaraz po ślubie przez dobrych parę tygodni byłam taką jędzą jakich mało. Głupio to zabrzmi, ale poczułam się osaczona i bez wyjścia, miałam wrażenie, że teraz to co robiłam kiedyś z dobrej woli, teraz jest obowiązkiem, z którego inni za moment mnie rozliczą. Z tego wynikała moja agresja i złośliwość - naprawdę chyba nie tak M. wyobrażał sobie życie po ślubie, i ja mu się nie dziwię... Jakoś mi po tych paru tygodniach przeszło...

Wracając do Was - zwolnienie tempa to nie tragedia. Tak samo zycie bez ślubu... (czasem zadaję M. pytanie, czy według niego coś się zmieniło po ślubie, odpowiada, że chyba nic).
Tylko wytłumacz Jeżowi, że to nie jest przeciwko niemu, bo może sobie różne rzeczy sam dopowiadać.

trzymam kciuki :)

Ofelia 2010-06-16 o godz. 18:07 0

:usciski: Przesunięcie ślubu jest mądrą decyzją.Przyhamujecie teraz i ty będziesz mogła sie nad tym wszystkim zastanowić.Dziewczyny pisały wcześniej,że lepiej teraz sie nad tym zastanowić,a nie po ślubie. Trzymam kciuki i mam nadzieję,że wszystko sie ułozy

fjona 2010-06-16 o godz. 19:22 0

ja tez myslę, ze nawet jesli czujesz sie z tym wszystkim dziwnie to własnie taki krok może podsunąc ci rozwiązanie. teraz w dość kłopotliwej dla was sytuacji jeżeli poczujesz, że kogoś tracisz, że wasza wspólna droga się rozdziela to może własnie da ci odpowiedz: że nie chcesz go stracić, albo wręcz przeciwnie, że nie jest ci źle na mysl o rozstaniu. myśle, ze to naprwde moze wiele wyjasnić. może to chwilowy kryzys. no w każdym razie mysle, że to, że postapiłas tak a nie inaczej to najuczciwsze co mogłas zrobic i jestem przekonana, że już niedługo znajdziesz w swoim sercu odpowiedź: albo, że nie chcesz go tracić albo, że nie widzisz dla was wspólnej drogi.
bardzo trzymam kciuki, żebyś była pewna decyzji jak ją już podejmiesz!

Och 2010-06-16 o godz. 22:38 0

Oleńka, ja chyba już nic innego co zostało napisane nie napiszę.....
Ja nie dopuszczałam takich myśli przed ślubem do siebie, zagłuszałam je skutecznie. A teraz.....no cóż, nie doczekam 4 rocznicy ślubu ze swoim (jeszcze)mężem.
Trzymaj się, daj sobie czas jeśli go potrzebujesz.

xandra 2010-06-17 o godz. 05:21 0

aniasz napisał(a):Dziewczyny, skąd to przekonanie że terapia jest dobra na wszystko? Każdy ma prawo mieć wątpliwości, czy to znaczy że od razu trzeba się z nich leczyć?
bo z tego co Ola wczesniej pisała wynikało, ze własnie Jez jest TYM... ma teraz chwile zwatpienia, rozwiaze sie to w jedną lub druga strone, jak to zwykle bywa ;)
nie jestem za gloryfikacją zwiazku, bylejakiego, byle był ale za tym, by to co siedzi w głowie - rozwiazac
przed samym slubem miałam to samo co Ola, odbyłam terapie - problem nie tkwił w nim, w nas ale we mnie, niestety... trzeba było kilak rzeczy przepracowac, zamknac przeszłosc... pomogło i to bardzo, a tez chciałam slub przekładac, odwoływac...
by nie było tak, ze Ola sie obudzi jako 50 l. kobieta, w pustym domu, no tak - kolejny facet, narzeczony lub prawie ;) , sie spakował bo ONA mu kazała... bo ma wahania, boi sie...

przepracowac to raz a dobrze, taka moja rada
jesli nie dla tego faceta teraz, to dla nastepnego - a na pewno - dla SIEBIE
sciskam Olę, watpiace tez ;)

Gość 2010-06-17 o godz. 07:40 0

Dziewczyny, bardzo wam dziekuje za opinie, to wszytsko co przeczytałam utwierdza mnie w mojej decyzji. Dokładnie chodzi o to że ja nie wykluczam bycia z Jeżem, tylko widze ze troche nam sie drogi rozeszly a ślub mnie totalnie zestresowal. Przeceiz nic sie nie stanie jak za pare miesiecy zdecydujemy że slub sie odbedzie np w 2008 roku. a bedziemy tego pewni. Teraz jest nawet dobrze, oboje zaczynamy sie bardziej starac zeby posklejac to co sie troszke rozbilo, ale decyzji nie cofne, bo moze dzieki niej troche sie uspokoiłam. Jeszcze raz bardzo Wam dziekuje :usciski:

Gość 2010-06-17 o godz. 07:52 0

Oleńka, to bardzo dobra wiadomość - pośpiech czasem jest złym doradcą, słusznie dajecie sobie czas do refleksji, uspokojenia i podjęcia wyważonej decyzji.

Trzymam kciuki za Was, coś czuję że się dogadacie :)

PS. może się razem zaangażujemy w Panny Młode 2008...

Gość 2010-06-17 o godz. 07:55 0

Oleńko, dobrze to wszystko wróży :) też czuję że się dogadacie :)

Wiewioraska 2010-06-19 o godz. 17:37 0

Oleńko trzymaj się dzielnie!!! Podjęłaś najlepszą decyzję jaką mogłaś podjąć!! ?Zresztą pewnie sama o tym wiesz.. powoli bez pośpiechu nauczycie się dbać i walczyć o siebie...Zobaczysz, że wszystko będziesz w porządku a ślub? Przecież to tylko formalność, pieczęć....jeszcze zdążysz założyć ślubną sukienkę lol

Gość 2010-06-20 o godz. 07:55 0

Oleńko :usciski:
Myśle że podjełas słuszna decyzje , lepiej poczekac i byc pewnym na 100 % niz potem żałowac swjej decyzji. A slub wam nie ucieknie , jesli macie go wziąść to go weżmiecie ;) A chociaz bedziecie oboje spokojni i pewni/

Trzymaj cie cieplutko :)

Gość 2010-06-20 o godz. 16:25 0

otworzyłam okienko wiadomości i zastanawiam się co napisac.. bo aż mi sie w głowie zakręciło od natłoku mysli

przede wszytskim podziwiam Twoje jasne myslenie.. pośpiech nie jets dobry, mam nadzieje, że odłożony slub się odbędzie, a potem będziecie tego oboje pewni na 100% bo to najważniejsze...

Byłam z chłopakiem 3 lata.. i miałam podobne odczucia.. że to nie TEN, że nie wyobrazam sobie brac z nim slubu, wkurzały mnie różne Jego zachowania.. ale byłam z nim, bo był dobrym chłopakiem.. no bo przeciez w kazdym związku są kłotnie, w kazdym związku są złe i dobre chwile.. Jak było dobrze to byłam w 7 niebie, bywało cudownie, ale były ten kłótnie i zwątpienie.. a slubu nie planowaliśmy..
Bałam się zerwać, bo uważałam, że juz nic lepszego mnie nie spotka..
Zerwałam w momencie kiedy On planował w najblizszym czasie zaręczyny...
I było mi fajnie, dobrze się czułam z tą decyzją... ale do czasu :(
Od tego czasu gnębi mnie jedynie potworny żal i ból samotności..
I tak naprawde już sama nie wiem.. czy to był chwilowy kryzys a ja zmarnowałam nasz związek i swoje szczęscie..
czy to była dobra decyzja, a teraz cierpie nie z powodu braku byłego, a z czystej samotności i nie wiary w to, że jeszcze kiedyś będe szczęsliwa..
a z byłym byłam szczęsliwa.. były takie chwile

To dla mnie takie trudne, że ja sama nie wiem i chyba nigdy sie nie dowiem, czy moja decyzja była słuszna czy nie..
Zyje w przekonaniu, ze Go kocham a ze swojej głupoty go zraniłam i zepsułam to co było fajne.. Teraz On ma kogos i jest z nią szczęsliwy..

Zastanów się dobrze nad swoją deczyją
A co najwazniejsze!! - rozmawiajcie i mówci sobie o swoich wątpliwosciach, nie ukrywaj nic, nie tłum uczuć w sobie, bądźcie dla siebie otwarci, szczerzy aż do bólu.. Może boleć, ale pomoże.. i mam nadzieje, że wyjdzie Wam na dobre :)
Powodzenia

Odpowiedz
Podobne tematy
Kategorie pytań