Zgłoś naruszenie


Proszę uzupełnić wszystkie pola.

Pytania » Kulinaria

Yagutka 2013-05-13 o godz. 04:34, liczba odsłon 1961 0

Co robicie z resztkami jedzenia?

Co robicie z resztkami jedzenia? Wiecie, takimi po obiadach, kolacjach itp.Np ktoś w rodzinie zje pół obiadu, co robicie z drugim pół? A jeżeli zostawi mniej? ;)Wyrzucacie od razu, dajecie zwierzątkom, same dojadacie (po dzieciach, mężach ;) )? Chowacie do lodówki? Jak długo w tej lodówce trzymacie i kiedy można wyrzucić?Wszystkie odpowiedzi mile widziane :DGeneralnie mam z mężem mały problemik i chcę się dowiedzieć, jak jest gdzie indziej.Ja jestem przyzwyczajona do zjadania absolutnie wszystkiego ;) No chyba, że się coś nie nadaje, to wiadomo. Ale generalnie staram się nakładać takie porcje żeby zjeść wszystko i tak rozkładać jedzenie, żeby wszystko zjeść i nic nie zostawić.Mój Luby ma trochę inaczej ;) W związku z czym już mam wizje, że zbankrutujemy, bo będziemy wyrzucać mnostwo żarcialol

Odpowiedzi (27) | Kategoria: Kulinaria | Ostatnia odpowiedź: 2013-07-15, 14:53:54

Tagi: ,

Odpowiedz
x Dodaj odpowiedź
Najnowsze / Najstarsze

Gość 2013-05-13 o godz. 05:34 0

Mięso bez sosu daję pieskowi, ziemniaki wyrzucam, surówkę zostawiam np na kolację.
Nakładaj mniej, najwyżej maż poprosi o dokładkę:)

Alma_ 2013-05-13 o godz. 05:44 0

Zostałam nauczona, że jedzenia się nie wyrzuca, więc staram się tego unikać.

Przede wszystkim - wiem, ile przeciętnie zjadamy i nie przygotowujemy "z zapasem". Wychodzimy z założenia, że zdrowiej nie dojeść niż sie przejeść ;)
A resztki trafiają do lodówki i są zjadane na drugi / trzeci dzień (nie umiem ugotować nowego, wiedząc, że wczorajsze ma się zmarnować).

Chętnie oddawałabym jedzenie potrzebującym, ale nie bardzo wiem co i jak. Teraz próbuję się dowiadywać w związku z jedzeniem, które zostanie nam pewnie z wesela - też nie może się zmarnować, skoro są ludzie głodni

sarabe 2013-05-13 o godz. 05:46 0

u nas w domu (5 dorosłych osób) każdy nakłada sobie z półmisków ile chce - tym sposobem zjada wszystko z talerza i ewentualnie nakłąda sobie "dokładke"

z pozostałych ziemniaków - albo robi się jakieś kluchy (np kopytka) jak zostanie ich więcej, albo odsmaża się np na kolację

mięso - zostaje do kolacji albo następnego dnia

surówka - podobnie

zupa - zostaje w lodówce

średnio raz na tydzień jest "obiad z resztek" - zbiera się to co się nagromadziło w lodówce przez kilka dni i odgrzewa, wtedy właściwie każdy je coś innego, ale tym sposobem marnuje się mniej rzeczy

no chyba że zostanie "ździebeczko" - ja jestem zwolenniczką wyrzucania od razu bo z doświadczenia wiem, że i tak nikt tego nie zje, natomiast mama zostawia wszystko w lodówce na maleńkich talerzykach a i tak po kilku dniach trzeba wyrzucić

Gość 2013-05-13 o godz. 09:45 0

U nas resztki rzadko zostają, bo zwykle przygotowujemy/gotujemy tylko tyle, by zjeść wszystko tego samego dnia (mało kto lubi jeść to samo przez kilka dni ;) ). Jeśli już coś z obiadu zostanie, jest dojadane albo na kolacje, albo _ewentualnie_ na dzien nastepny jako składnik innego dania (o ile się tak da). Jeśli coś przypadkiem zostanie dłużej, z reguły ląduje w koszu.

Gość 2013-05-13 o godz. 10:02 0

resztki nie do odratowania zjada maly czarny kudlaty, to co do odratowania laduje w lodowie. odgrzewane ziemniaki sa nawet lepsze ;)

Gość 2013-05-13 o godz. 10:16 0

W zasadzie nie ma problemu - cokolwiek jadalnego ginie w czelusciach mojego narzeczonego :) Jesli cos zostanie to on chetnie zje na deser/podwieczorek/kolacje. W zasadzie zdarza nam sie wyrzucic cos tylko wtedy, gdy jestesmy tak zmeczeni, ze zapomnimy to schowac do lodowki - na drugi dzien czesto nie ma co zbierac :( Czasem tak konczy zpa - na poczatku za goraca by ja schowac do lodowki, potem to wypada z glowy.

Gość 2013-05-13 o godz. 10:43 0

Alma_ napisał(a):Zostałam nauczona, że jedzenia się nie wyrzuca, więc staram się tego unikać.
Zostałam nauczona dokładnie tak samo 8)
Mój mąż niestety nie :|

Na razie bezskutecznie walczę z nim, żeby aż tyle jedzenia nie kupował za jednym razem (dotyczy to przede wszystkim pieczywa) bo i tak tego nie zjemy:|

W moim starym bloku, zeschłe pieczywo kładło się zawsze w oddzielnej reklamówce obok śmietnika i codziennie przyjeżdżał facet, który zabierał to dla swoich zwierząt. W nowym bloku niestety takiego zwyczaju nie ma, także wszystko niezjedzone idzie do śmietnika :(

Gość 2013-05-13 o godz. 10:45 0

Nie lubię jak jedzenie się marnuje. W moim rodzinnym domu nigdy się nie marnowało i u mnie też tak jest. Obiad gotuję w niewielkich porcjach - wraz z długością związku ma się to wyczucie ile czego można zjeść ;)
Zup raczej nie jadam więc gotuję niewiele, na dwa dni dla męża.
Sałatek robię dużo bo uwielbiamy je. Mięsa prawie w ogóle. Jeśli jest danie jednogarnkowe - gotuję więcej. Czasem zamarażam. Skoro Nigella zamraża wino, jajka i kości to widać można wszystko ;) .
Chleb jeśli jest czerstwy to robimy tosty, zapiekanki itp. Czasem też wywozimy dla kur.

Gość 2013-05-13 o godz. 10:55 0

Ja tez nie znosze marnowania jedzenia. Szczególnie chleba.
Niestety zdarza sie że coś sie zepsuje bo się zapomni i wtedy z ciężkim sercem wyrzucam. Resztki chleba suszę i zawoże na wieś do babci dla kur.
Jak zostaje mieso z obiadu to sie go je później albo nastepnego dnia. Jak zostają ziemniaki to wyrzucam(tzn jak zostałoby bardzo duzo to pewnie bym na cos je przerobiła nastepnego dnia). Jak zostaje surówka to zostaje pochłonięta na podwieczorek albo na drugi dzień.

Yagutka 2013-05-13 o godz. 11:05 0

Dzięki za odpowiedzi :D
Pocieszyłam się troszkę, że nie tylko ja zostałam nauczona, aby nie marnować jedzenia ;) Aczkolwiek czasem ten nawyk nie jest zbyt dobry, bo dochodzi do małych kłotni o mały kawałek mięcha, który pojdzie do kosza, bo Luby nie chce już go zjeść (ja mięsa nie jem, więc nie dojem ;) )

Na pewno w miarę upływu czasu będziemy gotować dokładnie tyle, żeby zjeść - do tego będę dążyć.

Poza tym u nas jest jeszcze ten problem, że Luby je obiadokolację, wiec jak coś zostanie, to dopiero zje następnego dnia... A jak wtedy zostanie, to 3 dzień to samo, więc same rozumiecie ;)

Z pieczywem jest mniejszy problem, bo można schować do reklamówki i położyć koło kosza. Aczkolwiek nie wiem, czy śmieciarze i tak tego nie wrzucają do jednego kubła :|

A ziemniaczki odgrzewane to sama bardzo lubię :)

Gość 2013-05-13 o godz. 11:26 0

Co do problemu pieczywowego: chleb kupuję zawsze bez polepszaczy, na starym, dobrym zakwasie ;) Nawet po trzech, czterech dniach jest bardzo smaczny. O tostach już było, też praktykuję. Suche bułki można zetrzeć na tarce i użyć do panierowania. A jeśli już nie ma żadnych innych możliwości - cóż, gołębie pochłoną wszystko z rozkoszą lol

Gość 2013-05-13 o godz. 12:45 0

Mnie też w domu uczono, ze jedzenia nie powinno się wyrzucać. I na pewno jak już będę na swoim, to postaram się tego nie robić. Teraz moja teściowa wyrzuca masę jedzenia, bo nie dość że gotuje dla pułku wojska (jest nas czworo, z czego ja często nie jadam już w domu), to prawie codziennie coś nowego. Siłą rzeczy po dwóch dniach wyrzuca się połowę obiadu... i tak w kółko.

Za to moja sąsiadka ma SUPER pomysł na niewyrzucanie resztek do śmieci - wyrzuca je przez okno, żeby gołębie sobie podjadły - tylko dlaczego prosto pod drzwi wejściowe Porażka

zaraza 2013-05-13 o godz. 13:45 0

To co si da, zamrażam. Np. leczo ugotowane i jedzone przez dwa dni (trzeciego dnia nawet nie popatrzylibyśmy na nie), i tego drugiego dnia zostaje jeszcze jedna porcja - wędruje do zamrażarki. To samo dotyczy kotletów, bigosu, czasem nawet zup (no tu jak zostanie więcej niż jedna porcja). Po jakimś czasie mamy obiadek z serii "niespodzianki z zamrażarki", czyli ja jem jedno, mąż drugie. Dzieki temu mniej się marnuje, a w dniu kiedy jestem wyjątkowo leniwa, mam gotowy obiadek. Zazwyczaj mam zamrożonych kilka takich "zestawów" obiadowych dla jednej osoby.
Gorzej z pieczywem.... wiecznie zostają ogromniaste jego ilości.

szczypior 2013-05-13 o godz. 14:04 0

A ja pieczywo czerstwe dodaje do psiego zarcia,zazwyczaj gotuje mu jakies chrzastki z ryzem i pieczywo jest dodatkowym wypelniaczem. Wiec akurat to sie nie marnuje. Wydaje mi sie,ze pies to dobry sposob na nie wyrzucanie jedzenia :D

Gość 2013-05-13 o godz. 14:54 0

sluchacie, a macie moze jakies przepisy / pomysly na wykorzystywanie resztek?
ja na przyklad:
z kurczaka z rozna niedojedzonego robie czesto indyjskie dania.
z gotowanego makaronu - makaron smazony z jajkiem
z gotowanych ziemniakow - omlet hiszpanski, zapiekanki, podsmazane z booczkiem,
z lososia - makaron z lososiem

Gość 2013-05-13 o godz. 15:21 0

Z gotowanych ziemniakow - kluski slaskie. Ale ziemniakow musi byc sporo. Resztki wloszczyzny przerabiam na salatke jarzynowa.

Gość 2013-05-13 o godz. 15:56 0

Pieczywo zaraz po kupieniu kroję i wrzucam do zamrażalnika. Zostawiam ilość na jeden posiłękk, potem sukcesywnie wyjmuję po kilka kromek. W ten sposób definitywnie skończyło się marnowanie pieczywa.
Polecam ten sposób, szczególnie jeśli ktoś ma mikrofalę - kilka sekund i chleb nadaje się do jedzenia.

K2 napisał(a):sluchacie, a macie moze jakies przepisy / pomysly na wykorzystywanie resztek?
kurczak i inne resztki mięsa gotowanego idą na potrawkę albo do pierogów z mięsem.
resztki mięsa pieczonego, duszonego bądz smażonego - na gulasz lub do bigosu. Jak nie planuję robić od razu to wrzucam te okrawki do zamrażalnika i zużywam przy najbliższej okazji.
resztki wędlin - do zapiekanek lub sałatek.
resztki mielonych ( rzadko zostają ) - na spagetti bądz do lazanii.
jeśli zostaje mi za mała ilość mielonego surowego, żeby zrobić kotlety, klopsy itp czy zużyć do spagetti - robię maleńkie kuleczki mięsne i dorzucam do zupy. Pasują w sumie do każdej.
napoczęte jarzyny - do potraw jednogarnkowych typu leczopodobne.
ryż - przerabiam na risotto, robię zapiekankę albo dodaję do gołąbków ( to rzadko- jednak pracochłonne jest )
ziemniaki gotowane - odsmażam na patelni z cebulką, jajkiem i ziołami, robię kopytka lub przerabiam na farsz do pierogów ruskich czy naleśników z nadzieniem ruskim
końcówkę sera żółtego ścieram na tarce i chowam do zamrażalnika. Zużywam sukcesywnie do posypywania zup, spagetti czy innych potraw.

Też nie lubię marnowania i wyrzucania jedzenia.

awangarda w stylu retro 2013-05-17 o godz. 00:26 0

resztki na ogol laduja w dzikozwierzecej stolowce ;) no chyba, ze sa za ostre badz niejadalne dla zwierzakow.
wtedy zamrazamy, przerabiamy w inna potrawe itp.
jak jest zimno to przyzwoite resztki czyli nieruszone mieso, makaron z z sosem itp) laduje w pudelku i stawiamy na murku przy smietniku z karteczka, ze to swieze jedzenie.

tez nie potrafie wyrzucac jedzenia

Wonderka 2013-05-21 o godz. 06:25 0

U nas generalnie nic się nie marnuje. Tak staram się gotować, aby wszystko było zjedzone lub dojedzone później. Problem jest taki, że nie mam zamrażalki tylko chłodziarkę, więc nie mogę nic mrozić. Najwięcej marnujemy pieczywa. Ciężko nam ustalić ile potrzebujemy, czasem zjemy cały bochenek w ciągu dnia, a czasem tylko 3-4 kromki \

Zgadzam się, że nie wolno marnować jedzenia.

Sylvana 2013-05-21 o godz. 08:02 0

Kama24 napisał(a):Alma_ napisał(a):Zostałam nauczona, że jedzenia się nie wyrzuca, więc staram się tego unikać.
Zostałam nauczona dokładnie tak samo 8)
Mój mąż niestety nie :|

:(

Mam to samo z tym, ze objawia to się tym, ze jezeli nie przglądam systematycznie lodówki to produkty mogą śmierdzieć, zielenić się a mój N tego nie widzi. U mnie w domu przeglądy robił tata (układał wszystko datami np. jogurty), dlatego na początku wspólnego mieszkania dużo wywalaliśmy. Teraz kontroluje sytuacje.

Jemy mamło chleba, więc kupuje tosty (mogależeć nawet mieś w lodówce i nic im nie jest ...nie wnikam z czego są i tak prawie nie jem )
Z pozostałości wędlin robie dodateko do jajecznicy
Z pozostałości wędlin i sera robie farsz do tych duzych makaronowych rur.
Z suchych ciast po świętach robie bajaderkę (przepis na forum)

Sylvana 2013-06-18 o godz. 06:20 0

Kto ma pomysł na zrobienie dania z chleba razowego? Został mi prawie cały bochenek.

poohatka 2013-07-14 o godz. 15:13 0

ja z chleba lubię kotlety ruskie (jak je moja mama nazywa :) ) - kromki zamoczyc na chwileczkę w mleku, potem w jajko i bułkę tartą :) to u nas bywało daniem obiadowym, jeśli zostawalo dużo chleba :) na niektórze można pod koniec smażenia serek połozyć, potem z keczupem konsumować :) albo po prostu w jajko (mozna bez mleka) - ja lubie sobie to jajeczko przyprawić, np. mieszanką typu pizza ;) no i na patelnię, mozna z keczupem, mnie się zdarza ze słodkim sosem chili ;)

smacznego :)

Gość 2013-07-14 o godz. 23:59 0

Sylvana napisał(a):Kto ma pomysł na zrobienie dania z chleba razowego? Został mi prawie cały bochenek.
Mozesz nastawic zur, jesli masz ochote. Mozesz tez usluszyc na kamien i zemlec jak na bulke tarta i uzywac do panierowania kotletow (ja czasem panieruje w mace grahama, gryczanej, taka ciemna panierka jest smaczna). Dodaje sie tez namoczony chleb do kotletow mielonych czy do pasztetu.

Poza tym mozna go zuzyc do nadzienia do indyka czy kurczaka. Wprawdzie z reguly uzywam czerstwych bialych bulek ale nic nie stoi na przeszkodzie: chleb pokroic w 1cm kosteczke (jesli skorka za twarda to ja odciac i wyniesc ptaszkom), podsmazyc na oliwie az brzezki zbrazowieja. Dodac podsmazona cebulke, pieczarki, zaparzona zmielona watrobke, surowe jajko, duuuuzo natki pietruszki, sol i pieprz. Calosc wymieszac i napchac do indyka lub kurczaka i zwierze zaszyc- lub do naczynia zaroodpornego wylozonego czyms tlustym (boczkiem, wysmarowanego sloninka) i posypanego bulka tarta - mozesz zuzyc skorki :). Zapiec az mieso bedzie dobre (indyk ok 3h, kurczak 1,5h, samo nadzienie wystarczy 40min).

Pyszne jest to nadzienie. U mnie jest zawsze taki indyk na pierwszy dzien BN, ale robi sie farszu wiecej i piecze jeszcze w osobnej brytfance, bo sie wszyscy dopominaja. Nadzienie potem kroi sie w plastry. Jemy to z ziemniakami w czastkach z maslem i zurawina lub borowkami.

Sylvana 2013-07-15 o godz. 14:46 0

Z tego co pamiętam, zrobiłam z chleba grzanki z czosnkiem do zupy serowej (z serków topionych). Pycha.

Gość 2013-07-15 o godz. 14:49 0

Mam taki okres w życiu, że sporo jedzenia zostaje. Dręczyło mnie to marnotrawstwo aż wpadłam na pomysł. Wynoszę jedzenie na śmietnik i zostawiam owinięte folią na kuble. Znika w błyskawicznym tempie.

Gość 2013-07-15 o godz. 14:52 0

ja dużo mrożę, chleb, bułki, sosy i zupy, wszystko mrożę i mam jak znalazł na czarną godzinę ;)

suchy chleb wywożę do rodziców, tam dajemy sąsiadce, a w zamian mam jajka :)
resztki mięsa, wygotowane kości i porcje rosołowe też wywożę - piesek jest bardzo zadowolony :)

siuda_baba napisał(a):Co do problemu pieczywowego: chleb kupuję zawsze bez polepszaczy, na starym, dobrym zakwasie ;) ... Siuda a gdzie takowy kupujesz? jakoś po sąsiedzku? ;)

Gość 2013-07-15 o godz. 14:53 0

fagih napisał(a):Pieczywo zaraz po kupieniu kroję i wrzucam do zamrażalnika. Zostawiam ilość na jeden posiłękk, potem sukcesywnie wyjmuję po kilka kromek. W ten sposób definitywnie skończyło się marnowanie pieczywa.
Dokładnie :o)
Kupuję kilka chlebów. Dzielę na porcje p.t. 1 dzień i chowam do zamrażarki. Codziennie przed snem wyjmuje 1 porcję i rano chleb jest gotowy do jedzenia. Wieczorem mąż ostatnia kromkę wsuwa na kolaję a ja - patrz początek zdania.
Pozostałości obiadu, jesli nadaja się na chociaż 1 porcję, zamrażam. Potem mam gotowe obiadki ;o).
U nas zamrażarka zawsze pełna małych pudełeczek z opisami w stylu (kurczak curry 1 porcja, makaron z sosem dla 2 osób). Mogłaby byc większa.
Niestety wciaż gotuje dla 4 osób (tyle było w domu rodzinnym) i powoli przestawiam się na gotowanie dla 2-ch...

Podobne tematy
Kategorie pytań