Zgłoś naruszenie


Proszę uzupełnić wszystkie pola.

Pytania » Ciężarówki i Mamuśki » Ciąża, poród, połóg

Gość 2009-01-20 o godz. 19:45, liczba odsłon 18492 0

Która z Was miała indukowany poród ?

No własnie, jutro mnie to czeka. Chciałabym się spytać ile czasu to trwało ? I po jaki czasie urodziłyście swoje maleństwo.

No i biorę pod uwagę, że może zakończyc sie niepowodzeniem to wywoływanie, to co od razu cc ??

Odpowiedzi (75) | Kategoria: Ciężarówki i Mamuśki :: Ciąża, poród, połóg | Ostatnia odpowiedź: 2011-01-26, 20:08:25

Tagi: , ,

Odpowiedz
x Dodaj odpowiedź
Najnowsze / Najstarsze

Beniamina 2009-01-20 o godz. 20:45 0

ja miałam wywoływany poród.
30.01 mialam cewnikowanie a 31.01 podłączyli mi kroplówkę.
Od momentu podłaczenia kroplówki poszło całkiem sprawnie, pomijając fakt, ze na początku w ogóle na mnie nie działala.
Jeżeli kroplówka na ciebie nie podziała, a nie będzie wskazań do CC to kroplówka zostanie odłączona i podłaczą ci ją później. Przynajmniej u mnie tak miało być.

Venna 2009-01-20 o godz. 20:53 0

Jeszcze na patologii podawano mi oksytocynę ale nie działała 8)

Zdecydowano się w końcu na przebicie pęcherza płodowego (oczywiście pytano mnie o zgodę) i wtedy to już od razu wylądowałam na porodówce :D

Gość 2009-01-20 o godz. 21:19 0

Oby u mnie zadziałała

Gość 2009-01-20 o godz. 21:23 0

mialam wywoływany poród - 3 kroplówki z oksytocyną (od 7:30 rano) + przebicie pęcherza płodowego około 11; urodziłam o 17:40.

typowo w szpitalu było tak: jeśli oksytocyna nie działała wogóle a wody jeszcze nie odeszły / nie przebito pęcherza i nie było powodów do pośpiechu - odsyłali na patologię ciąży i próbowali ponownie, dając jednondniową przerwę.

natomiast jeśli odeszły wody, to już siłą rzeczy nie było mowy o rezygnowaniu - albo się urodziło naturalnie, albo cięli.

Gość 2009-01-20 o godz. 22:32 0

Martuśka trzymam kciuki, żeby poszło jak najszybciej :usciski:

a tak w ogóle czy przebijanie pęcherza płodowego jest bolesne...?

WhiteRabbit 2009-01-20 o godz. 23:01 0

Kama24 napisał(a):
a tak w ogóle czy przebijanie pęcherza płodowego jest bolesne...?

Nie, to nie boli :) Ani mamę, ani dzidzię :) A może pomóc, jak było w moim przypadku. Tylko poczujesz, jakbyś się zesiusiała, to wszystko ;)

Martuśka, trzymam kciuki, będzie dobrze :)
P.S. Moja koleżanka miała wywoływany poród oksytocyną. Po pierwszej kroplówce urodziła zdrowego i pięknego synka :) Wszystko poszło gładko i bezproblemowo. Będzie dobrze :)

Gość 2009-01-20 o godz. 23:09 0

dzięki dziewczyny, im robi się bardziej pózno tymbardziej się już boję.

Gość 2009-01-20 o godz. 23:13 0

Martuśka, będzie dobrze :usciski: Trzymam za Was mocno kciuki! :)

HoneyGirl 2009-01-20 o godz. 23:37 0

miałam wywoływany poród ale sie nie powiodło
do szpitala trafiłam w 7 dobie po terminie( w środę) , pod oksytocyne podłączono mnie w 9 dobie( piątek) - były skurcze ale nic pozatym
była także próba przebicia pęcherza ale sie nie udało
mieli jeszcze raz wywoływać poród w poniedziałek - od rana nic nie jadłam - czekałam na pompę - bo była zajęta przez inna rodzącą
i tak czekałam , czekałam aż ok 19 doczekałam sie swoich skurczy
ok 22:30 zaczeło się na dobre poszłam na porodówkę tam podczas kolejnego badania lekarka przebiła pecherz , a o 1:45 w nocy urodził się Dawidek

jeśli mogę poradzić to nie patrz jakimi ew. narzędziami wykonywane sa zabiegi ( chodzi tu o przebijanie pecherza) , ja patrzyłam i we mnie jeszcze bardziej spotegowało to strach

i zyczę szczęśliwego i szybkiego rozwiazania

aneczka1806 2009-01-21 o godz. 00:56 0

ja miałam przyspieszany poród, gdyż w nocy odeszły mi wody a nie miałam ani rozwarcia ani skurczy. Wody odeszły mi o 3:20 w nocy, o 9:50 podłączyli mnie pod kroplówkę z oksytocyny, pod którą spędziłam 6 godzin.

Gość 2009-01-21 o godz. 01:01 0

Widzę, że u niektórych to sprawnie i szybko poszło :)
Życzyłabym tego też sobie :)

Gość 2009-01-21 o godz. 01:03 0

Martyśka, trzymam kciuki!!! Będzie dobrze! :D :usciski:

A gdzie będziesz rodzić? Na Warszawskiej, czy w PSK, czy jeszcze gdzieś indziej?

Gość 2009-01-21 o godz. 01:43 0

Ja miałam wywyoływany poród na półtora tyg przed terminem. Trafiłam do szpitala w sobotę i codziennie byłam podłączana pod oksytocyne, codziennie miałam skurcze, ale rozwarcie brak, szyjka też się nie skróciła, próba "rozwarcia jej", która trwała dobę, także bez skutku, w środę rano przebili pęcherz, przyszły skurcze, trwały do 22, szyjka nadal nie drgnęła, zaczeło wdawać się zakazenie, bo dziecko był za dlugo bez wód i skończyło się to cięciem. Ale Martuśka, ja byłam przed terminem, może datego tak opornie to szło. Dziecko było tez za wysoko. Główka nie zeszła do kanału.
Życzę Ci łatwego i szybkiego porodu!!! Trzymaj się!!!!

Venna napisał(a):Zdecydowano się w końcu na przebicie pęcherza płodowego (oczywiście pytano mnie o zgodę) mnie nikt o zgodę nie pytał. A szkoda, bo choc psychicznie bym się przygotowała. Naet śniadania nie zdażyłam zjeść, a potem już mi nie pozwolili.

Gość 2009-01-21 o godz. 02:07 0

brzoza1 napisał(a):Martyśka, trzymam kciuki!!! Będzie dobrze! :D :usciski:

A gdzie będziesz rodzić? Na Warszawskiej, czy w PSK, czy jeszcze gdzieś indziej?

na Zamenhoffa, Klinika Arciszewskiego

Martusia dzięi za informacje, wogóle za każdy post :D

Venna 2009-01-21 o godz. 02:26 0

Martusia napisał(a): mnie nikt o zgodę nie pytał. A szkoda, bo choc psychicznie bym się przygotowała. Naet śniadania nie zdażyłam zjeść, a potem już mi nie pozwolili.
Martusia, Ty chyba na Żelaznej też rodziłaś ? Naprawdę nikt nie zapytał o zgodę?

Gość 2009-01-21 o godz. 02:39 0

Tak, na Zelaznej. Przed 9 rano zawołano mnie do pokoju zabiegowego (cytrynki;) - też leżałaś na patologii, prawda?!) i myślałam, że to zwykłe badanie a pani dr się wzięła za przebijanie pęcherza (Nie pamiętam jak się ta dr nazywa, wiem, ze przyjmuje prywatnie w Pruszkowie). Dlatego, ze odbyło się to tak niespodziewanie było to dla mnie okropnie nieprzyjemne uczucie. Strasznie się spięłam, zdenerwowałam a o tym, ze przebija mi pęcherz dowiedziałam się, gdy wody zaczęły odchodzić. Trwało to długo i było nie tyle co bolesne, co b. nieprzyjemne. Poza tym pani dr powiedziała w trakcie zabiegu, bardzo szorstko: "Nie wiem jak - górą, dołem- ale dziś rodzisz"
Bardzo niefajnie to wspominam.
Martuśka, przepraszam za takie opisy kiedy Ty się jutro na wywoływanie porodu wybierasz....

Gość 2009-01-21 o godz. 02:45 0

Martuśka - ja też miałam podawaną oksytocynę (tylko u mnie najpierw samiostnie odeszły wody, ale nie było rozwarcia ani skurczy i dlatego mi podali).
Po kroplówce skurcze się pojawiły (a jakże :o ), ale postępu porodu dalej nie było i skończyło się cc.

Bądź dzielna babo, nie ma się czego bać! Trzymam kciuki za Ciebie i Królewnę! :usciski:

Gość 2009-01-21 o godz. 02:54 0

Trzymam kciuki i :usciski: o oksytocynie to dziewczyny praktycznie wszystko Ci napisały...

Venna 2009-01-21 o godz. 02:58 0

Martusia napisał(a):Tak, na Zelaznej. Przed 9 rano zawołano mnie do pokoju zabiegowego (cytrynki;) - też leżałaś na patologii, prawda?!) i myślałam, że to zwykłe badanie a pani dr się wzięła za przebijanie pęcherza (Nie pamiętam jak się ta dr nazywa, wiem, ze przyjmuje prywatnie w Pruszkowie). Dlatego, ze odbyło się to tak niespodziewanie było to dla mnie okropnie nieprzyjemne uczucie. Strasznie się spięłam, zdenerwowałam a o tym, ze przebija mi pęcherz dowiedziałam się, gdy wody zaczęły odchodzić. Trwało to długo i było nie tyle co bolesne, co b. nieprzyjemne. Poza tym pani dr powiedziała w trakcie zabiegu, bardzo szorstko: "Nie wiem jak - górą, dołem- ale dziś rodzisz"
Bardzo niefajnie to wspominam.

Tak - leżałam :D Cytrynka fajna jest lol Czy chodzi Ci o dr Dukaczewską? Nie wiem kto jeszcze w Pruszkowie przyjmuje? Ale komentarz chamski nieco....

Qrcze ja poszłam na badanie - badał mnie mój lekarz prowadzący i on dwukrotnie zapytał czy wyrażam zgodę. I może fatycznie dlatego, że byłam przygotowana to nie było takie złe... Nic nie bolało - a nieprzyjemne? Myślę, że mniej nieprzyjemne niż gdyby odeszły mi na ulicy lub samochodzie ;)

Gość 2009-04-14 o godz. 21:47 0

Beniamina napisał(a):ja miałam wywoływany poród.
30.01 mialam cewnikowanie a 31.01 podłączyli mi kroplówkę.
Od momentu podłaczenia kroplówki poszło całkiem sprawnie, pomijając fakt, ze na początku w ogóle na mnie nie działala.
Jeżeli kroplówka na ciebie nie podziała, a nie będzie wskazań do CC to kroplówka zostanie odłączona i podłaczą ci ją później. Przynajmniej u mnie tak miało być.

ja miałam podobny scenariusz jak Beniamina. czyżby mswia?
tylko ze u mnie cewnik zadzialal od razu, choc mowili ze to dziala na jedna z 10. potem byla oksytocyna, potem jakis czopek, zastrzyk... i w koncu sie udalo. w sumie wszystko trwalo od 9.00 do 21.45

Beniamina 2009-04-15 o godz. 13:07 0

Sylwia napisał(a):
ja miałam podobny scenariusz jak Beniamina. czyżby mswia?
tylko ze u mnie cewnik zadzialal od razu, choc mowili ze to dziala na jedna z 10. potem byla oksytocyna, potem jakis czopek, zastrzyk... i w koncu sie udalo. w sumie wszystko trwalo od 9.00 do 21.45

tak MSWiA :D

Gość 2009-04-15 o godz. 15:19 0

o proszę jaki watek odgrzebany :D

Gość 2009-04-26 o godz. 18:49 0

ja miałam indukowany i nie będe opisywać chyba bo nie chcę straszyć.....nic miłego i bardzo bolesne niestety.

Gość 2009-08-27 o godz. 21:50 0

Czy przy porodzie indukowanym podawana jest sama oxytocyna, czy coś jeszcze?

Co to jest ten cewnik?

Pytam sie bo jak nie urodze do poniedziałku, we wtorek beda mnie czekały takie rewelacje.

Gość 2009-08-27 o godz. 23:50 0

Alguna mi podawano samą oxytocynę w kroplówce. Akcja porodowa ruszyła po niej jak z "bicza strzelił" lol

Cewnika nie miałam chyba.. a przynajmniej nie przypominam sobie takiej atrakcji

Gość 2009-08-29 o godz. 03:11 0

alguna ja też nie miała zakładanego cewnika ale wydaje mi się zakłada się go jak są jakieś zastoje moczu bo to może spowolnic akcję porodową...ja miałam zakładany dopiero na c.c. a do wywoływania miałam oxytocynę,glukozę i coś rozkurczowego ale nie pamiętam co....czasami zakłada się też żel na szyję macicy.

_MeGGi_ 2009-08-30 o godz. 22:52 0

dziewczyny a pamietacie w jakim stadium byla wasza szyjka?

Gość 2009-08-31 o godz. 01:49 0

u mnie szyjka była już rozwarta i to dośc ostro ale były dziewczyny z nietkniętymi szyjami i wtedy przed oxytocyną dopstawały czopki albo żel na szyję z hormonami...z tego co pamiętam to takie rozwieranie zwykle trwało ok. 3 dni i było połączone z masowaniem a potem z oxy.....tyle pamiętam :)

Gość 2009-08-31 o godz. 07:25 0

Agness27l napisał(a):były dziewczyny z nietkniętymi szyjami i wtedy przed oxytocyną dopstawały czopki albo żel na szyję z hormonami...z tego co pamiętam to takie rozwieranie zwykle trwało ok. 3 dni i było połączone z masowaniem a potem z oxy..... na mnie żadna z tych (i jeszcze innej) atrakcji nie podziałała. Tzn. skurcze były jak nie wiem co, ale szyjka do końca nie drgnęła.

Ps. Ja byłam z tych z "niętknięta " szyjką.

Gość 2009-09-01 o godz. 21:54 0

alguna napisał(a):Co to jest ten cewnik?
rozpracowuje rozwarcie.

Gość 2009-09-02 o godz. 02:25 0

_MeGGi_ napisał(a):dziewczyny a pamietacie w jakim stadium byla wasza szyjka?
U mnie 1 cm rozwarcia. Po 5 godzinach od odejścia wód i braku postępu w akcji porodowej, lekarz zadecydował o podaniu oxytocyny. :)

Anika76 2009-09-06 o godz. 22:47 0

Ja też miałam poród, może nie wywoływany ale przyspieszany oksytocyną. Byłam tydzień po terminie, miałam od 12h bóle krzyżowe - co 4-5 min i tylko 1,5cm rozwarcia... Zaczęli mi podawać oksytocynę o północy, około 8 rano rozwarcie było na 8cm, przebili mi pęcherz płodowy- nikt mnie nie pytał o zgodę- a o 9:50 urodził się Mateusz.... Generalnie było strasznie długo i męcząco... nigdy więcej nie chciałbym tego przechodzić

Anika76 2009-09-06 o godz. 22:48 0

Ja też miałam poród, może nie wywoływany ale przyspieszany oksytocyną. Byłam tydzień po terminie, miałam od 12h bóle krzyżowe - co 4-5 min i tylko 1,5cm rozwarcia... Zaczęli mi podawać oksytocynę o północy, około 8 rano rozwarcie było na 8cm, przebili mi pęcherz płodowy- nikt mnie nie pytał o zgodę- a o 9:50 urodził się Mateusz.... Generalnie było strasznie długo i męcząco... nigdy więcej nie chciałbym tego przechodzić

buniuta 2009-09-08 o godz. 03:50 0

Równiez zaliczam sie do mam popędzanych oxytocyną!
po odejściu wód 8 godzin nie działo się nic. Rozwarcie 2, skurcze mizerota!
Następnie dostalam oxytocynę i rach ciach 5 h i po sprawie!
Nie miałam żeli, czopków, ani nic z tych rzeczy.
Rodzilam bez znieczulenia i uważam, że było ok!

Czekam na jescze!

azienkie 2009-09-27 o godz. 22:12 0

Mnie też to czeka... wywoływanie porodu bo mam cholestazę i kiepskie wyniki krwi, czy któras z was miała taki indukowany poród na Karowej, bo tam będę rodzić... jesli tak, podzielcie się inforacjami jak to przeszłyście i czy rzeczywiście jest tak strasznie i boleśnie.

buniuta 2009-09-28 o godz. 21:17 0

Azienkie!
Nie jest taaak strasznie i boleśnie!
Oczywiście, nie jest to przyjemność największa, ale jak myślisz, ze każdy skurcz, każda minuta przybliża Cie do spotkania z dzidziusiem - to wszystko możesz przeżyć!
A zreszta jest tak, jak pisłam w Twoim watku - Twój dzidziuś maleńki - więc raz dwa i będzie po sprawie!

Mała 2009-09-28 o godz. 21:38 0

I ja sie wtrace...
Do szpitala na patologie trafilam tydzien po terminie z zalozeniem, ze jesli przez weekend nic sie nie ruszy, to w poniedzialek beda indukowac. Nie ruszylo sie, dostalam oksytocyne i cos tam nawet zaczelam czuc, jakies skurcze ale jeszcze do wytrzymania. Ale zanim zeszla mi ta kroplowka, to lekarz zadecydowal, zeby zrobic cc. Dzieciatko sie nie obnizalo, poza tym bylo wielkie (4380) a wody plodowe (jak sie okazalo po przebiciu pecherza - bez pytania) zielone i geste, wiec nie bylo na co czekac.

Ze mna na patologii lezala tez dziewczyna, ktorej po oksytocynie nic sie nie ruszylo i wrocila na sale. Do nastepnego dnia utrzymywaly sie lekkie skurcze. I jak ja na drugi dzien chwycilo, to cala akcja trwala nie wiem, czy z 6 godzin. Wiec z ta oksytocyna to naprawde roznie bywa...

curiosidad 2009-10-05 o godz. 19:38 0

u mnie podobnie.
na patologie na. KAROWĄ trafiłam po 10 dniach od terminu. lezalam od piatku do soboty. rano w sobote preniesli mnie na sale "porodowa" - (odbywalo sie to tak szybko, że nie zdazylam zdjac stanika- przez co nie nakarmilam Tosi..) oprocz mnie byly jeszcze dwie dziewczyny, tylko, że ona nie rodzily (i chyba jeszcze daleko byly) - wspolczuje im, bo ja w bolach, musialy tego sluchac..
dostalam zel do szyjki, caly czas podpieta do ktg, nie wykazywalo skurczy a ja sie z bolu zwijalam...
ok. 15 przeniesli mnie do pojedynczej sali.
22.40 - na swiat przyszla Tosia.

Ardabil 2009-10-05 o godz. 20:31 0

Ja tez miałam wywoływany poród przez cukrzycę ciążową - na Karowej. BYłam przyjeta do szpitala dzień przed terminem. Pół dnia spędziłam na patologii, o 19 przenieśli mnie na porodówkę i podali oksytocynę. Pierwotnie miał być żel, ale miałam już jakieś tam swoje skurcze, a w takim przypadku żelu się podobno nie stosuje.
ok 2 w nocy odeszły mi wody i zawędrowałam na pojedynczą salę. Rozwarcie łaskawie doszło do 3 cm koło 7 rano i dopiero wtedy dostałam zzo. Do tego czasu w zasadzie 12 godzin skurczy w tym z 6 godzin było ostro. PO znieczuleniu poszło błyskiem o 10 miałam pełne rozwarcie. O 10.50 urodził się Wojtek.

Gość 2010-12-11 o godz. 19:35 0

Wyciągam, bo najprawdopodobniej też mnie to czeka :|

Szczerze mówiąc po przeczytaniu wątku robi mi sie słabo na samą myśl ale mam pytanie - ile trwa taka próba z oksytocyną. Bo rozumiem, że podłączają kroplówkę i czekają na efekt? No i jak długo się czeka?

Jojka 2010-12-11 o godz. 20:28 0

Ja też z indukowanych... Efekt, znaczy pierwsze skurcze, to chyba zależy od organizmu, jak reaguje i jak szybko.
U mnie było tak, że nie miałam w ogóle akcji porodowej i jak dostałam oksytocynę, to przez dwie godziny nadal nie było efektu, potem miałam przebijany pęcherz płodowy i dopiero wtedy (pół godziny, czy godzina, nie pamiętam dokładnie) zaczęły się skurcze.

Gość 2010-12-11 o godz. 23:11 0

Mi chodzi głównie o to po jakim czasie lekarze uznają próbe za nieudaną?

Gość 2010-12-11 o godz. 23:13 0

w szpitalu gdzie rodziłam nieudana próba była jak od 7-8 rano do 16 nic się nie ruszyło (albo tylko rozwarcie i tylko niedużo).

wtedy odsyłali z powrotem na patologię, dzień przerwy, i po przerwie następne podejście.

oczywiście jeśli w międzyczasie odeszły wody albo stan dziecka tego wymagał, to próba była kontynuowana i cc max 24h po odejściu wód.

Gość 2010-12-12 o godz. 01:16 0

Shiadhal napisał(a):w szpitalu gdzie rodziłam nieudana próba była jak od 7-8 rano do 16 nic się nie ruszyło (albo tylko rozwarcie i tylko niedużo).

wtedy odsyłali z powrotem na patologię, dzień przerwy, i po przerwie następne podejście.

oczywiście jeśli w międzyczasie odeszły wody albo stan dziecka tego wymagał, to próba była kontynuowana i cc max 24h po odejściu wód.

W moim szpitalu tak samo, tylko czekali dwa dni między próbami.

Gość 2010-12-12 o godz. 01:26 0

Adriana ja się jeszcze z nieudaną próbą wywolania nie spotkalam ;)
Mialam podaną i przy pierwszym i przy drugim porodzie tylko z innych powodów.
Przy pierwszym porodzie po 5 godzinach od odejścia wód nic się nie dzialo - zero bóli i skurczy - dostalam kroplówkę i nie pamiętam już po jakimś czasie ale zaczęlam mieć regularne choc delikatne na początku skórcze i potem do końca porodu trwalo to jeszcze z 8 godzin i już delikatnie nie bylo.
Drugi przy tym to był pikuś ;)
Bylam po terminie więc podłączyli mnie do kroplówki - dokladnie po 20 minutach dostalam regularnych skórczy co dwie minuty - caly poród trwał jakieś 4,5 godziny :D

Gość 2010-12-12 o godz. 01:43 0

Alexa napisał(a):Adriana ja się jeszcze z nieudaną próbą wywolania nie spotkalam ;)
Ja leżałam z babką, która miała 3 takie próby (w sumie nie wiem, po co ją trzymali zamiast ciąć.. mocno przeterminowana już była)

Gość 2010-12-12 o godz. 01:49 0

Alexa napisał(a):Adriana ja się jeszcze z nieudaną próbą wywolania nie spotkalam
Ja miałam wywoływany poród przez 4 dni. Codziennie miałam podłączaną oxytocynę, skurcze były ale rozwarcia brak. 5 dnia rano przebili mi pęcherz płodowy, podłączona zostala znowu oxytocyna i po 13 godzinach urodził się Maciek. Przez cięcie.

Gość 2010-12-12 o godz. 02:56 0

Ech... Mam nadzieję, że w szpitalu klinicznym nie będą zwlekali z cc jeśli oxy nie pomoże

Nie czuje sie psychicznie na siłach spędzić w szpitalu więcej niż kilka dni :(

Gość 2010-12-12 o godz. 03:25 0

Alexa napisał(a):Adriana ja się jeszcze z nieudaną próbą wywolania nie spotkalam ;)
A ja i owszem. Leżałam tydzień na patologii i dwie dziewczyny, które ze mną na sali leżały, zaliczyły próby nieudane. Najpierw miały test oksytocynowy (czyli oksytocyna przez godzinę tylko) i potem 3 próby wywołania (wszystko to z przerwami 1-2 dni oczywiście). W jednym przypadku trzecie wywołanie okazało się skuteczne (i czas najwyższy - 16 dni po terminie), w drugim była cesarka.

Sama miałam test (brak reakcji), w końcu niby akcja porodowa zaczęła się sama (tzn. miałam robione ręcznie rozwarcie dzień przed ), ale oksytocynę dostawałam przez kilka godzin z powodu braku postępu w akcji porodowej - co kompletnie nie dało efektów i koniec końców skończyło się cc.

AgaFe 2010-12-12 o godz. 04:39 0

Shiadhal napisał(a):w szpitalu gdzie rodziłam nieudana próba była jak od 7-8 rano do 16 nic się nie ruszyło (albo tylko rozwarcie i tylko niedużo).

wtedy odsyłali z powrotem na patologię, dzień przerwy, i po przerwie następne podejście.

Tam gdzie ja rodziłam było podobnie, chociaż dopiero koło 10 położne wiedziały, czy będzie wolna jakaś porodówka i odbywało sie to na sali porodowej. Zdarzało się, że dziewczyny miały po 3 próby z podawaniem oksytocyny (pomiędzy próbami dzień albo 2 dni przerwy), ale niektórym działała od razu i jak brali na sale porodową rano, to koło 20 już dziecko było po tej stronie brzucha.
Adriana, nie bój się. To nie jest takie straszne, ale po prostu dobrze uzbroić sie w cierpliwość.
Mam nadzieję, że u Ciebie pójdzie szybko i bez kłopotu. Trzymam kciuki

Gość 2010-12-12 o godz. 04:44 0

AgaFe napisał(a):Adriana, nie bój się. To nie jest takie straszne, ale po prostu dobrze uzbroić sie w cierpliwość.
Mam nadzieję, że u Ciebie pójdzie szybko i bez kłopotu. Trzymam kciuki

Dzięki. Ja po prostu obawiam się długiego rozstania z Wojtkiem :( i bardzo się boje, że utknę na tej patologi

Gość 2010-12-12 o godz. 04:47 0

adriana, a wolisz w razie czego dluzsze utkniecie czy cc?

jesli cc, to rozmawiaj z poloznymi, pros ew. przy indukcji jakby zaczynalo ruszac rozwarcie ale powooooli o przerwanie pecherza plodowego - to moze przyspieszyc akcje porodowa, no tylko ze jak nie przyspieszy wystarczajaco, to juz cc obligatoryjnie.

u mnie przyspieszylo ;)

AgaFe 2010-12-12 o godz. 04:50 0

Adriana, będzie dobrze

Gość 2010-12-12 o godz. 05:10 0

Adriana, a czemu już zakładasz wywoływanie? Tzn. czy już teraz masz iśc do szpitala (tzn. przed terminem) czy to gdybanie na zapas? Bo jeśli miałabyś się przeterminowac... i jeśli czujesz ruchy dziecka i wszystko jest ok - to ja bym do szpitala nie poszła, nie po tym, co mnie na patologii spotkało :| Najwyżej latałabym codziennie na ktg, żeby się upewnic, że wszystko ok.

Gość 2010-12-12 o godz. 05:41 0

adriana, a wolisz w razie czego dluzsze utkniecie czy cc?
Zdecydowanie cc, bo najbardziej ze wszystkiego przeraża mnie sam pobyt w szpitalu no i długa rozłąka z Wojtkiem :(

Madeleine napisał(a):Adriana, a czemu już zakładasz wywoływanie? Tzn. czy już teraz masz iśc do szpitala (tzn. przed terminem) czy to gdybanie na zapas?
Mam iść :| Dostałam 'czas' do wtorku - jeśli nie urodzę - najprawdopodobniej we wtorek mój lekarz wyśle mnie do szpitala na próbę oxy. Mam zmniejszona ilość wód, łożysko traci wydolność i na dodatek problemy z zapisem ktg. Mój lekarz twierdzi, że najlepiej by było jakbym JUŻ urodziła, tylko na razie się nie zanosi... Sam wspominał też o cc, ale boję się, że jakiś inny lekarz może mieć swoją 'wizję' mojego porodu i podjąć inne decyzje...

Pomijam już fakt, że w Akademii nie ma w tej chwili lekarzy bo powyrabiali swoje limity godzin. I to mnie dodatkowo stresuje bo niestety mój lekarz zalicza się do tej grupy i do końca miesiąca nie ma już dyżurów :(

Gość 2010-12-12 o godz. 13:42 0

Adriana wszystko będzie dobrze !!! Trzymam kciuki za szybka akcje porodową :usciski:

Gość 2010-12-12 o godz. 15:21 0

Ja miałam indukowany poród i z początku nic się nie działo (a wywołanie miałam z tych samych powodów co Ty, czyli mało wód i mniej wydolne łożysko plus przeterminowanie o 5 dni). Tzn. dwa dni wcześniej miałam próbę oksy i nie wyszła ;) A potem zaczęli wlewać we mnie oksytocynę o 8 rano, a o 5.25 rano dnia następnego urodziłam. Nie powiem, żeby ten czas należał do przyjemności, ale jak widać nawet tak oporny organizm jak mój, został w końcu zmuszony do porodu ;) W szpitalu mówili, że rzadko zdarza się, że to tak długo trwa (zwłaszcza, że skurcze miałam takie, że chodziłam po ścianach). Nie martw się, nie sądzę, żeby Cię nadmiernie długo trzymali.

Gość 2010-12-12 o godz. 23:48 0

Ja też z tych co to oxy nie podziałało, miałam między jedną próbą a drugą 3 dni przerwy.Pierwsza próba to 6 godzin, druga zaledwie 3, ale już było wiadomo, że będzie cc. Adriana trzymam kciuki, żeby u Ciebie się udało za pierwszym razem ;)

Gość 2010-12-13 o godz. 03:22 0

Adriana, trzymam kciuki, żeby poszło za pierwszym razem.

Gość 2010-12-15 o godz. 02:41 0

Shiadhal napisał(a):w szpitalu gdzie rodziłam nieudana próba była jak od 7-8 rano do 16 nic się nie ruszyło (albo tylko rozwarcie i tylko niedużo).

wtedy odsyłali z powrotem na patologię, dzień przerwy, i po przerwie następne podejście.

oczywiście jeśli w międzyczasie odeszły wody albo stan dziecka tego wymagał, to próba była kontynuowana i cc max 24h po odejściu wód.

U mnie było tak samo, pierwsza próba się nie udała, miał być dzień przerwy, ale nie było bo zaczęłam rodzić. Nie przejmuj się tak, na pewno będzie dobrze!!! Nie ma co się nakrecać!!!

Gość 2010-12-21 o godz. 17:06 0

U mnie też dwie próby z przerwą 3-dniową.
Adriana trzymam kciuki. Będzie dobrze!

Gość 2010-12-21 o godz. 18:13 0

No, u Adriany to już po wszystkim, Wiesia ;)

Gość 2010-12-22 o godz. 02:31 0

Agulczyk napisał(a):Cześć Dziewczyny lol

Nie potrafię znaleźć wątku na ten temat, więc jeśli już taki powstał na forum to proszę o wskazówkę - gdzie?

Mam cukrzycę ciążową i podobno przy tej dolegliwości, jeśli Dzidziuś sam przed terminem nie będzie się kwapił do przyjścia na ten świat, poród się wywołuje. Czy któraś z Was przechodziła taką indukcję porodu? Czy mogłaby się podzielić swoimi wrażeniami? Słyszałam już tyle różnych rzeczy na temat tego rodzaju porodów, ze mam kompletny mętlik w głowie :rolleyes:

Z góry dziękuję za odpowiedzi!

Pozdrawiam serdecznie :D

Foczka napisał(a):Ja tez mam cukrzyce i przechodzilam koszmar indukcyjny na KArowej.

Polozyli mnie w szpitalu w 35tc. Najpierw robili mi test oksytocynowy-5h z kroplowa zakonczone lekkimi skurczami. W 36tc zrobili mi pierwsza indukcje-15h pod kroplowka, z czego przez 12h mialam skurcze co 3 min, a szyjka ani drgnela i zadnych efektow. To bylo najgorsze 15h w moim zyciu. Przy okazji zarazili mnie jakims grzybem i przez kolejny tydzien musialam brac antybiotyki, bo nie mozna rodzic z bakteriami.
W 37tc indukowali mnie zelem i nie dalo to zupelnie nic. Jedyne co udalo sie zrobic personelowi medycznemu, to totalnie rozregulowac mi cukry, porozwalac mi zyly przez niefachowe wkucia i wpedzic mnie w ostra depresje. Ostatecznie porod zakonczyl sie cc, bo kategorycznie odmowilam dalszego znecania sie nade mna, a dziecku na swiat sie nie spieszylo.

I takie male PS: ciaze cukrzycowe sa konczone do 38tc ze wg na duza umieralnosc w koncowym okresie ciazy.

Ardabil napisał(a):No nie do końca z tym PS. Ja urodziłam po indukcji dokładnie w terminie porodu. Miałam sie zgłosić (zreszta też na Karową) dzień przed terminem.
38 tydzień ciąży spędziłam na patologii (ale nie z powodu cukrzycy, a z powodu podejrzenia że dzidziuś jest malutki).
Indukcja została przyspieszona o 12 godzin w stosunku do planu ze względu na bardzo małą ilość wód płodowych.
MIałam mieć żel, ale okazało się że mam własne skurcze - wtedy żel odpada. Skończyło sie oksytocyną - 12 godzin do momentu podania znieczulenia, przy skurczach mniej więcej co dwie minuty, także wiem co czujesz.

PS.PS>Chyba że "PS" nie dotyczy cukrzycy ciążowej a tej zwykłej, to wtedy zwracam honor

Agulczyk napisał(a):Wow! To żeście mnie trochę nastraszyły Dziewczyny :|

Foczka - czyli Ty też masz wrażenie, że na Karowej nie za bardzo lubią cc. Nie rozumiem, po co tak męczyć kobiety...

Ardabil - Ja też mam lekarza z Karowej i poinstruowano mnie, że jeśli nie urodzę do wyznaczonej daty terminu to następnego dnia biorą mnie na oddział i indukują poród. Boję się jak nie wiem co i mam nadzieję, że nasz Synek sam uzna za stosowne przyjść na świat wcześniej ;)

A! I cukrzycę mam ciążową - wcześniej nie miałam, więc może dlatego chcą czekać do 40tego tygodnia...

Agness27l napisał(a):ja miałam indukowany poród bo było po terminie a serduszko dziecka osłabiło sie bardzo.....lewatywa i oxytocyna.....skurcze bardzo bolesne,myślałam że nie wytrzymam....bardzo bolało.....a dziecko i tak i tak nie zeszło i miałam c.c.-słyszałam że właśnie po oxytocynie czesto sie to przytrafia niestety tyle że jak nie ma wyjścia to nic na to nie poradzimy niestety.

Gość 2010-12-22 o godz. 23:28 0

Madeleine napisał(a):No, u Adriany to już po wszystkim, Wiesia ;)
:)

Aleks24 2011-01-24 o godz. 18:43 0

Dziewczyny ratujcie!!Chociaż wiem,że kazdy poród jest inny,może mi trochę jeszcze rozjaśnicie. Termin wg OM miałam na 23 lutego,wg ostatniego USG na 11marca,jeszcze wg zapłodneinia to ok8-9 marca. Lekarze twierdzą, ze skoro z małym wszytsko dfobrze to po prostu nie nadszedł mój czas i tzreba pzowolić naturze żeby zadziałąła. No ok, tylko ja już leżę 8 dzien na patologii ciąży i niedługo mnie do psychiatryka przepiszą.

Miałam 2 testy octy-wyszły dobrze, czyli ze dziecko prawidłowo reaguje na skurcze. I teraz mam pyatnie-czy testy octy a samo podawanie oxytocyny to coś innego?

Nie stosowano u mnie zadnych żeli-mam się upomnieć to coś da? No i pęcherza też nie miałąm pzrebiajnego.

Teraz zadecydowano, że będę miałą cewnikowanie? Na czym to dokłądnie polega, to znaczy któras miała i co to dało??

Jestem dziś na przepustce i ciesze się każdą minuta wolności,ale fiksuję już powoli.Podkreślam, że wyniki mamy wszytskie ksiażkowe...

Gość 2011-01-24 o godz. 18:52 0

Spokojnie, spokojnie, skoro jesteś w szpitalu, to urodzisz lada dzień z ich pomocą lub bez ;)
Szczerze - po swoich przeżyciach nie dałabym się znowu zapakowac na patologię, z powodu warunków oraz atmosfery tego stresu i oczekiwania :usciski: . A musisz tam wracac? ;)

Najbardziej wiarygodny jest termin wg zapłodnienia, więc czasu masz jeszcze sporo. Nie wiem, czy Cię nie zdołuję, ale przeciętnie pierwiastki rodzą 6 dni po terminie... co daje ok. 14 marca. Daj dziecku czas 8)

Testy octy to oksytocyna, ale w baaaardzo niewielkiej dawce, więc mała jest szansa, żeby po nich rozpoczęła się akcja porodowa.
Żele i przebijanie pęcherza to dopiero, kiedy już będzie coś się działo - nie wywołuje to samego porodu, ale go przyspiesza. O nic się nie upominaj :)
Wiem, że już chciałabyś byc po -

Gość 2011-01-24 o godz. 21:41 0

Żel to się podaje jak ma się jałowy wynik posiewu z pochwy.

Współczuję, bo wiem co przeżywasz :usciski:

Aleks24 2011-01-24 o godz. 23:21 0

No czyli o coś mam się upominać czy lepiej cierpliwie czekać? Ponawiam pytanie o cewnikowanie,bo to mnie czeka jutro chyba.

Trzymajcie kciuki. A wracać raczej muszę,nie chcą mnie wypisać,bo to już po terminie. Jestem w Powiatowym,małym szpitalu(3 miejsce w Polsce w akcji "Rodzić po ludzku"), w Toruniu nikt by mnie tak długo nie trzymał, w ogóle kto wie czy by mnie przyjęli,bo nie ma miejsc. Bardzo dobrą mam opiekę i widze, z etraktują mnie trochę inaczejk, lepiej niż miejscowe cieżarne, wiec nie mam co narzekać.

Gość 2011-01-25 o godz. 02:52 0

Czekaj, czekaj.
Ja nie rozumiem akcji cewnikowania - owszem, miałam cewnik zakładany, ale do cesarki. Patologię trochę poznałam i "u nas" tego zwyczaju nie było - no chyba, że trzeba było leżec plackiem z powodu zagrożenia ciąży - ale to nie Twój przypadek przecież.

Teoretycznie wypisac mogłabyś się na własne życzenie, ale potem mogą krzywo patrzec na Twój powrót na porodówkę (a przynajmniej tak u nas niby było) - zwłaszcza, że znając życie, nastąpiłoby to pewnie tego samego dnia lol
Sądząc z opisu - jesteś pod bardzo dobrą opieką i nie ma obaw :) Najgorsze to czekanie. Trzymam kciuki :usciski:

Gość 2011-01-25 o godz. 03:05 0

podobno wprowadzenie cewnika moze podraznic macice i wywolac skurcze - przynajmniej o tak uzasadnianych takich praktykach w niektorych szpitalach czytalam.

podobnie ma dzialac lewatywa, tylko od przeciwleglej strony, ze sie tak wyraze.

Gość 2011-01-25 o godz. 17:22 0

Alex pyta czy ktos mial to cewnikowanie i jakie mial objawy. to cewnikowanie ma za zadanie zmiekczyc szyjke macicy. ja mialam cewnikowanie ale do pecherza ;)

jakby ktos mogl cos na ten temat powiedziec, to prosze, bo chce do Alex zadzwonic i wesprzec zatroskana ciezarowke ;)

Gość 2011-01-25 o godz. 18:07 0

Skrzacik napisał(a):Żel to się podaje jak ma się jałowy wynik posiewu z pochwy.

Ale Ty piszesz o żelu zawierającym prostaglandyny?
Mi wspominano o tym żelu (jak ja rodziłam kosztował ok 300 zł), ale szczerze mówiąc pierwsze słyszę o tym, że podanie go jest zależne od wyniku posiewu.

Aleks24, a czy pisząc o cewniku nie chodzi Ci przypadkiem o balonik rozszerzający szyjkę?

Gość 2011-01-25 o godz. 18:11 0

Oj, nie doczytałam Twojego posta Gabingo.
No to jeśli chodzi o zmiękczenie szyjki to ja miałam. Nosiłam go 24 godziny i u mnie nie podział. Szyjka nie drgnęła.
Co do objawów - to nie bardzo rozumiem - chodzi o to dlaczego go u mnie zastosowali? Bo miałam skurcze, a rozwarcia brak.

Gość 2011-01-26 o godz. 17:13 0

Ja miałam zakładany cewnik Foleya do szyjki macicy i u mnie podziałało. Przez 12 godzin chdziłam z tą rurką dyndającą między nogami i wtedy odeszły mi wody i było juz 3 cm rozwarcia (przed odejściem wód nie czyłam bolesnych skurczy). Po 4 godzinach przywitałam mojego synka na świecie.

Użycie cewnika nie jest indujcją porodu tylko preindukcją i nie ma żadnych negatywnych skutków dla kobiety i dziecka. Jeśli po 24 godz. poród się nie zacznie to wyciągają cewnik i podają oksytocynę (kobieta już musi tego dnia urodzić).

Gość 2011-01-26 o godz. 20:08 0

To ja mogę już napisać jak było u mnie. Co prawda trafiłam w końcu na porodówkę ze skurczami, ale, że rozwarcia nie było praktycznie w ogóle (na opuszek) podłączono mnie pod oxy. Kroplówka podziałała na mnie NATYCHMIAST :o Skurcze sie nasiliły i stały się baaardzo bolesne. Doszłam do 10cm w niecałe dwie godziny!! Jak mnie zabrali na łózko, żeby sprawdzić rozwarcie już z niego nie zeszłam, bo za chwilę urodziłam ;) Generalnie wszyscy byli w szoku, bo wróżyli mi całodzienny poród ;)

Teraz się tylko zastanawiam, czy nie wolałabym już rodzic cały dzień na spokojnie. No ale z drugiej strony bolało okrutnie, ale 'tylko' dwie godziny i po krzyku ;)

Podobne tematy
Kategorie pytań