Zgłoś naruszenie


Proszę uzupełnić wszystkie pola.

Pytania » Poważne tematy
  • qvo 2009-09-16 o godz. 21:21, odsłony: 7495 0

    Jakie cechy charakteru u partnera są najważniejsze?

    Pytanie to kieruje do osób, które maja już jakiś staż małżeński i wiedzą teraz najlepiej na jakie cechy charakteru powinny kobiety zwracać szczególną uwagę przed ślubem, czy chociażby przed lub właśnie w trakcie wspólnego mieszkania ze sobą.Na jednym z forum przeczytałam, że tak naprawde miłość i namiętność gasną, a w ich zastępstwie przychodzi przywiązanie i szacunek. Czy rzeczywiście lepiej wyjść za mąż za osobę godną zaufania, odpowiedzialną, ułożoną, czy może za kogoś nieco szalonego, kogo kochamy, ale wiemy, że nie do końca powinnyśmy mu ufać, bo na przykład zdarzyło się, że kiedyś nas oszukał.

    Odpowiedzi (93) Kategoria: Poważne tematy Ostatnia odpowiedź: 2009-09-24, 09:25:06 Tagi: , , ,

Odpowiedz
Dodaj odpowiedź
Najnowsze / Najstarsze

Wybrana odpowiedź

Najwyżej ocenione odpowiedzi

Odpowiedzi

Nezi 2009-09-16 o godz. 22:21 0

Miłość nie gaśnie, miłość się zmienia... nie jest tak namiętna, pełna chemii jak na początku znajomości, potem ta miłość jest wypełniona przyjaźnią, zaufaniem, szacunkiem.

Nie wyszłabym nigdy za kogoś kogo nie kocham.
Nie wyszłabym nigdy za kogoś do kogo nie mam zaufania.
Nie wyszłabym za kogoś kto jest ode mnie różny jak woda od ognia.

Dla mnie ważne jest w drugim człowieku, z którym żyję pod jednym dachem:
to że mogę mu zaufać,
to że potrafi znieść moje złe humory,
to że mogę mu powiedzieć o wszystkich moich durnych pomysłach i wiem że nie zostanie to przez niego wyśmiane,
to że jest nie tylko mężem, kochankiem, ojcem, ale przede wszystkim przyjacielem, kimś z kim mogłabym konie kraść

Gość 2009-09-16 o godz. 23:09 0

qvo napisał(a):Czy rzeczywiście lepiej wyjść za mąż za osobę godną zaufania, odpowiedzialną, ułożoną, czy może za kogoś nieco szalonego, kogo kochamy, ale wiemy, że nie do końca powinnyśmy mu ufać, bo na przykład zdarzyło się, że kiedyś nas oszukał.
Ja mam pytanie pomocnicze:
czy ta osoba "godna zaufania, odpowiedzialna, ułożona" też jest darzona jakimś uczuciem?
Bo jesli sie jej nie kocha - to nie wyobrażam sobie takiego małżeństwa...

Gość 2009-09-16 o godz. 23:12 0

Nezi napisał(a):
Dla mnie ważne jest w drugim człowieku, z którym żyję pod jednym dachem:
to że mogę mu zaufać,
to że potrafi znieść moje złe humory,
to że mogę mu powiedzieć o wszystkich moich durnych pomysłach i wiem że nie zostanie to przez niego wyśmiane,
to że jest nie tylko mężem, kochankiem, ojcem, ale przede wszystkim przyjacielem, kimś z kim mogłabym konie kraść

A pod tymi zdaniami podpisuje sie obydwoma łapkami :)

Gość 2009-09-16 o godz. 23:21 0

qvo - ważne, żebyś myśląc o tej osobie wiedziała, że nie będzies się z nią nudzić przez najbliższe 40-50 lat :)

a tak poważniej - bardzo ważne jest - zaufanie, szacunek, inicjatywa z obu stron, także z tej drugiej...
uczciwośc jest bardzo ważna ale nie tylko w sensie - ja cię nie okłamię i nie zdradzę ale także - w takim sensie że uczciwie myslę o tym co jest dla ciebie ważne i dla mnie ważne, boire pod uwagę nas jako dwie odrębne osoby i zarazem parę...
Ważne jest podobne rozumienie pewnych ważnych spraw - np. jak rozumem tą uczciwość - ja a ten drugi? ważne jest żeby wasz plany życiowe były podobne - jeli ty planujesz dziecko już a ten drugi chce podróżować do 50 r.z. to możecie się poprostu "nie spotkać w tych planach"

Najważniejsze jest uczucie i to żebyście o nie i o siebie nawzajem DBALI...to naprawdę strasznie ważne!

qvo 2009-09-16 o godz. 23:35 0

[..] czy ta osoba "godna zaufania, odpowiedzialna, ułożona" też jest darzona jakimś uczuciem?
Bo jesli sie jej nie kocha - to nie wyobrażam sobie takiego małżeństwa...

Wydaje mi się, że nie można tęsknić i myśleć o kimś jako o życiowym partnerze nic do niego nie czując.

Julies 2009-09-16 o godz. 23:44 0

Dla mnie osoba z ktora mam spedzic reszte zycia musi przede wszystkim szanowac mnie, nasze uczucie, musi byc godny zaufania, musze byc pewna ze w kazdej chwili moge na niego liczyc! Bardzo wazne jest dla mnie takze to zeby byl moim przyjacielem.

a co do Twojego pytania o to czy mozna wyjsc za osobe szalona ale taka ktora nas kiedys oszukala...To zalezy na czym polegalo to jego oszukiwanie. Kazdy popelnia bledy a prawdziwa milosc czesto potrafi je wybaczyc. JEsli ten czlowiek zrozumial swoj blad i jestes pewna ze kolejny raz nie oszuka Cie to moze warto mu zaufac...

Nezi 2009-09-16 o godz. 23:47 0

Julies napisał(a): JEsli ten czlowiek zrozumial swoj blad i jestes pewna ze kolejny raz nie oszuka Cie to moze warto mu zaufac...
Moim zdaniem niczego w życiu nie można być pewnym ;) 8)

qvo 2009-09-16 o godz. 23:53 0

Nezi napisał(a):Julies napisał(a): JEsli ten czlowiek zrozumial swoj blad i jestes pewna ze kolejny raz nie oszuka Cie to moze warto mu zaufac...
Moim zdaniem niczego w życiu nie można być pewnym ;) 8)

I tu pojawia sie pytanie czy można bezgranicznie zaufać osobie, która wcześniej nas zawiodła?? Czy nie będą się w najmniejszej chwili zwątpienia pojawiać pytania typu: znowu jestem oszukiwana?? Może się czepiam?? Może przez moje wątpliwości znowu szukam "dziury w całym"??

Julies 2009-09-16 o godz. 23:57 0

eh...no to juz sie ryzyko zyciowe nazywa.... Nigdy nie przewidzisz czy ta cudowna, i ulozona osoba za pare lat nie okaze sie okropnym draniem, tak samo nigdy nie wiadomo czy czlowiek ktory zawiodl raz i widzial nasze cierpienie nie okaze sie teraz cudownym czlowiekiem.Fakt ze ludzie mysla ze skoro zawiodl raz, to drugi raz tez mu sie pewnie uda....Ale ja uwazam ze kazdy czlowiek zasluguje na szanse.

Nezi 2009-09-16 o godz. 23:58 0

Pewnie wszystko zależy od rangi "oszustwa", ale bardzo trudno zaufać znów.

Człowiek raz oszukany zawsze ma w podświadomości myśl, że może znów ...

Żeby nie przekombinować - ja zdradzona przez jednego faceta, miałam problem by zaufać innemu facetowi. Jestem więc przekonana że nie potrafiłabym zaufać ponownie temu który mnie zdradził.

qvo 2009-09-17 o godz. 00:09 0

Nezi napisał(a):Pewnie wszystko zależy od rangi "oszustwa", ale bardzo trudno zaufać znów.
Takiego oszustwa jak zdrada nie było(albo o nim jeszcze nie wiem;)) Natomiast te jego sa "oszustewkami": kilka małych drobnych potknięć, które nałożone na siebie sprawiąją, że człowiek juz sie nie potyka tylko przewraca i trudno jest sie podnieść...
Ile razy mozna komuś mówić: podnoś wyżej nogi to sie nie potkniesz, prawda:)

loleq 2009-09-17 o godz. 02:19 0

a ja mam wrazenie ze problem lezy w innym temacie......
wezmy 2 osoby miedzy ktorymi trzeba wybrac-2 zupelnie inne osoby

jedna to typ przyjaciela-ktory nigdy nie zawiodl, na ktorego pomoc zawsze mozna bylo liczyc, ktoremu wszystko mozna bylo powiedziec i zrozumial, czlowieka ktory znosi wszystkie fochy, ktory pamieta o wielu waznych dla ciebie sprawach (nawet gdy innym wydaje sie to drobnostka) ktory czesto zrobi cos zanim mu o tym powiesz bo sam pierwszy o tym pomyslal ze ty mozesz tego w danej sytuacji oczekiwac od niego, ktory na bardzo wile rzeczy ma ten sam lub podobny poglad....i najwazniejsze z ktorym czujesz ze ty jestes pierwsza i bardzo wazna osoba w jego zyciu i daje ci tego dowody swoim zachowaniem (rezygnujac z innych spraw jesli ty go potrzebujesz, wybierajac ciebie, czas z toba a nie inne alternatywy- mam tu na mysli szanse jakichs podrozy, kariery itp) i wcale nie mowie o rezygnacji z tych innych spraw przez przyjaciela ale np to ze ciebie chce w to wszystko wlaczyc, chce abys ty tez w tym uczestniczyla a nie przygladala sie z boku... i ta osobe darzysz szacunkiem, zaufaniem,przywiazaniem...gdyby tej osoby zabraklo byloby ci bardzo zle, darzysz ja cieplymi uczuciami czesto o niej myslisz, interesuja cie sprawy tej osoby, tylko zadajesz sobie pytanie czy to milosc skoro nie ma tej szalonej namietnosci? i wiesz ze z ta osoba byloby ci w zyciu dobrze, czulabys sie bezpieczna i jest godna tego by z ta osoba cos zbudowac i wiesz ze moglby byc to bardzo wartosciowy zwiazek, ale.......

jest 2 osoba-ta z ktora laczy cie ogromna namietnosc, do ktorej masz ochote ciagle sie przytualac, ktorej gdy nie ma blisko czujesz sie jak bez powietrza i wystarczy sama jej obecnosc a juz czujesz sie o niebo lepiej i nic nie jest wazne, tylko ze nie jestes tej osoby pewna, musisz jej uswiadamiac wiele rzeczy jak sie czujesz w danych sytuacjach i czego od niej oczekujesz, niekiedy masz wrazenie ze nie mysli najpierw o tobie tylko inne rzeczy sa dla niej wazniejsze niz wasz zwiazek a pozniej nie rozumie dlaczego ty to tak widzisz skoro cie kocha to oczywiste ze bedzie o tobie pamietac i o tobie mysli a np.to ze nie wlacza cie do swoich niektorych spraw, zajec, ze pewne rzeczy woli robic sam albo o niektorych nie wydaje sie ze konieczne jest by ci o tym mowic bo nawet do glowy mu nie przyjdzie ze moze cie to interesowac albo miec dla ciebie jakies znaczenie ze sie z toba tym dzieli.. wynika tylko z tego ze ludzie sie roznia a moga sie kochac i nie byc tacy sami, moga miec rozne poglady na niektore kwestie i sie uzupelniac ale to wcale nie oznacza ze jestes mniej wazna w ich zyciu i ze nie bedziecie razem szczesliwi, i ty odbierasz te rozne male sprawy jako potkniecia ktore moga wszystko zrujnowac ale kazde takie potkniecie wybaczasz bo tak bardzo czujesz....a ta osoba po tym jak jej uswiadamiasz takie kwestie jest przez jakis czas cudowna i robi to czego oczekujesz a pozniej znow wraca do stanu nieswiadomosci tego ze cos zrobila nie tak....

wiec pytaniem jest wybor z kim sie bedzie szczesliwym, z tym przyjacielem ktory cie swietnie rozumie ale nie czujesz tej namietnosci tylko masz wrazenie ze ta milosc taka juz po kilku latach malzenstwa, czy z tym ktory nieco inaczej spoglada na swiat ale jest ta chemia to cos co nie pozwala ci od niego odejsc.....zadajesz wtedy sobie pytanie czy tylko za bardzo jestes wyczulona na to ze wcale tyle dla niego nie znaczysz(przez te male potkniecia) i kiedys nie zniknie bo cos bedzie wazniejsze....a moze ktos....i stworzycie sobie male piekloa ty wyjdziesz z tego bardzo dotknieta...a z drugiej strony czy mozna przezyc zycie z kims kogo kochasz ale bez tej ogromnej namietnosci, z kims z kim sie nie nudzisz i wiesz ze bedzie cie rozumial a ty jego ale czy kiedys nie wytrzymasz ty i bedziesz chiala odejsc....a nie potrafisz tej osoby zranic..nie chcesz tego...

czy moze lepiej szukac wiec kogos innego ktory bedzie dla ciebie i namietnym kochankiem i przyjacielem z ktorym bedziesz czula sie bezpieczna.....tylko czy to jest mozliwe do pogodzenia....i czy mozliwe jest by z tym pierwszym pojawila sie pozniej ta namietnosc a z tym 2 taka gleboka przyjazn.......

Gość 2009-09-17 o godz. 03:36 0

loleq - zawsze psioczyłam na Helenę, że wybrała Skrzetuskiego a nie Bohuna - z tym drugim miałaby jak w raju a Skrzetuski - takie ciepłe kluchy... lol

To bardzo trudne - trzeba wiedzieć czy woli się szaleństwo czy stabilizację...

xandra 2009-09-17 o godz. 05:47 0

Bardzo mi się podobało to co napisała Nezi i Loleq (co prawda łatwiej by się czytało z interpunkcją ;) ).

Napisze jak ja miałam z pierwszym mężem - była rozpacz i euforia, ciche dni i nieoczekiwany wyjazd na Mazury na obiad ;) itd itp... nie tak to powinno być .

Potem byli jacyś inni, też nie dali rady, bo zawsze się okazywało że ja jestem i tak silniejsza i "mądrzejsza" - a jak ja nie szanuję faceta, a do tego jest leń to do widzenia.
Na polu tego wszystkiego od jakiegoś czasu był mój P. - wysłuchał jacy to faceci są podli, pomógł, pocieszył, baaardzo często się spotykaliśmy.
I nagle jakoś tak 8) :P , powiedział że kocha od dawna, tylko nie wiedział co ja na to.
I poleciało, bardzo szybkie zaręczyny, zaraz ślub i świadomość że będzie dobrym ojczymem w właściwie ojcem dla Misia.
I budzę się każdego dnia spokojnie bo jest obok i ma uśmiech i oczy Anioła.

Jest szacunek, porozumienie i namiętność - czyli tak jak powinno być.

Gość 2009-09-17 o godz. 06:24 0

W ramach bycia miłą dla początkujących - postarałam się troszkę "rozjaśnić" tekst,
bo w dotychczasowej formie b. trudno sie czyta :)

loleq napisał(a):a ja mam wrazenie ze problem lezy w innym temacie......
wezmy 2 osoby miedzy ktorymi trzeba wybrac-
2 zupelnie inne osoby

jedna to typ przyjaciela-ktory nigdy nie zawiodl, na ktorego pomoc zawsze mozna bylo liczyc,
ktoremu wszystko mozna bylo powiedziec i zrozumial,
czlowieka ktory znosi wszystkie fochy,
ktory pamieta o wielu waznych dla ciebie sprawach (nawet gdy innym wydaje sie to drobnostka)
ktory czesto zrobi cos zanim mu o tym powiesz bo sam pierwszy o tym pomyslal, ze ty mozesz tego w danej sytuacji oczekiwac od niego,
ktory na bardzo wile rzeczy ma ten sam lub podobny poglad....
i najwazniejsze z ktorym czujesz ze ty jestes pierwsza i bardzo wazna osoba w jego zyciu
i daje ci tego dowody swoim zachowaniem
(rezygnujac z innych spraw jesli ty go potrzebujesz, wybierajac ciebie, czas z toba a nie inne alternatywy- mam tu na mysli szanse jakichs podrozy, kariery itp)
i wcale nie mowie o rezygnacji z tych innych spraw przez przyjaciela ale np to ze ciebie chce w to wszystko wlaczyc,
chce abys ty tez w tym uczestniczyla a nie przygladala sie z boku...
i ta osobe darzysz szacunkiem, zaufaniem,przywiazaniem...
gdyby tej osoby zabraklo byloby ci bardzo zle, darzysz ja cieplymi uczuciami czesto o niej myslisz,
interesuja cie sprawy tej osoby, tylko zadajesz sobie pytanie czy to milosc skoro nie ma tej szalonej namietnosci?
i wiesz ze z ta osoba byloby ci w zyciu dobrze, czulabys sie bezpieczna i jest godna tego by z ta osoba cos zbudowac
i wiesz ze moglby byc to bardzo wartosciowy zwiazek, ale.......

jest 2 osoba-
ta z ktora laczy cie ogromna namietnosc, do ktorej masz ochote ciagle sie przytualac,
ktorej gdy nie ma blisko czujesz sie jak bez powietrza i wystarczy sama jej obecnosc a juz czujesz sie o niebo lepiej
i nic nie jest wazne, tylko ze nie jestes tej osoby pewna,
musisz jej uswiadamiac wiele rzeczy jak sie czujesz w danych sytuacjach i czego od niej oczekujesz,
niekiedy masz wrazenie ze nie mysli najpierw o tobie tylko inne rzeczy sa dla niej wazniejsze niz wasz zwiazek
a pozniej nie rozumie dlaczego ty to tak widzisz
skoro cie kocha to oczywiste ze bedzie o tobie pamietac i o tobie mysli
a np.to ze nie wlacza cie do swoich niektorych spraw, zajec,
ze pewne rzeczy woli robic sam albo o niektorych nie wydaje sie ze konieczne jest by ci o tym mowic
bo nawet do glowy mu nie przyjdzie ze moze cie to interesowac albo miec dla ciebie jakies znaczenie ze sie z toba tym dzieli..
wynika tylko z tego ze ludzie sie roznia a moga sie kochac i nie byc tacy sami,
moga miec rozne poglady na niektore kwestie i sie uzupelniac
ale to wcale nie oznacza ze jestes mniej wazna w ich zyciu i ze nie bedziecie razem szczesliwi,
i ty odbierasz te rozne male sprawy jako potkniecia ktore moga wszystko zrujnowac
ale kazde takie potkniecie wybaczasz bo tak bardzo czujesz....
a ta osoba po tym jak jej uswiadamiasz takie kwestie jest przez jakis czas cudowna i robi to czego oczekujesz
a pozniej znow wraca do stanu nieswiadomosci tego ze cos zrobila nie tak....

wiec pytaniem jest wybor z kim sie bedzie szczesliwym,
z tym przyjacielem ktory cie swietnie rozumie ale nie czujesz tej namietnosci
tylko masz wrazenie ze ta milosc taka juz po kilku latach malzenstwa,
czy z tym ktory nieco inaczej spoglada na swiat ale jest ta chemia to cos co nie pozwala ci od niego odejsc.....
zadajesz wtedy sobie pytanie czy tylko za bardzo jestes wyczulona na to ze wcale tyle dla niego nie znaczysz
(przez te male potkniecia)
i kiedys nie zniknie bo cos bedzie wazniejsze....
a moze ktos....
i stworzycie sobie male piekloa ty wyjdziesz z tego bardzo dotknieta...
a z drugiej strony czy mozna przezyc zycie z kims kogo kochasz ale bez tej ogromnej namietnosci,
z kims z kim sie nie nudzisz i wiesz ze bedzie cie rozumial a ty jego
ale czy kiedys nie wytrzymasz ty i bedziesz chiala odejsc....
a nie potrafisz tej osoby zranic..nie chcesz tego...

czy moze lepiej szukac wiec kogos innego
ktory bedzie dla ciebie i namietnym kochankiem i przyjacielem z ktorym bedziesz czula sie bezpieczna.....
tylko czy to jest mozliwe do pogodzenia....
i czy mozliwe jest by z tym pierwszym pojawila sie pozniej ta namietnosc a z tym 2 taka gleboka przyjazn.......

Niestety - odpowiedzi na pytanie nie udzielę, bo jej nie znam :(

Gość 2009-09-17 o godz. 12:39 0

qvo napisał(a): Czy rzeczywiście lepiej wyjść za mąż za osobę godną zaufania, odpowiedzialną, ułożoną, czy może za kogoś nieco szalonego, kogo kochamy, ale wiemy, że nie do końca powinnyśmy mu ufać, bo na przykład zdarzyło się, że kiedyś nas oszukał.
Bez miłości nie stworzysz udanego związku. Bez zaufania, szacunku również.
Zaufanie i szacunek zaś buduje się na cechach charakteru.

Ja znalazłam w moim mężczyźnie honor, wewnętrzną siłę, odwagę i współczucie. Jednym słowem znalazłam człowieka. Często szalonego, dziecinnego i absolutnie nieodpowiedzialnego ale jednocześnie kogoś, kto szanuje czyjąś godność i indywidualność. Kto nawet dla wrogów nie stosuje innej taryfy. Kto w przypadku rozstania nie zachowa się poniżej pasa.... a przynajmniej dużo mniejsze jest prawdopodobieństwo tego.
Jestem w stanie wyobrazić sobie rozstanie ale nie byłabym w stanie wywlekania brudów, upokarzania i niszczenia ukochanej niegdyś osoby.

Tego szukałam, dzięki tym cechom się nim zainteresowałam, te cechy charakteru pogłębiły moją miłość i pomogły zbudować zaufanie.

Gość 2009-09-17 o godz. 12:56 0

amst napisał(a):
uczciwośc jest bardzo ważna ale nie tylko w sensie - ja cię nie okłamię i nie zdradzę ale także - w takim sensie że uczciwie myslę o tym co jest dla ciebie ważne i dla mnie ważne, boire pod uwagę nas jako dwie odrębne osoby i zarazem parę...

Dla mnie jeszcze w innym aspekcie. IMHO najważniejszym. Tym jak podchodzi do etyki i uczciwości w stosunku nie tylko do bliskich ale w ogóle - w życiu.
Bo to świadczy jakim jest człowiekiem i jakim bedzie w stosunku do nas, jeśli ( czego nie życzę ) miłość wygaśnie.

Osobiście bałabym sie zaufać osobie, której uczciwość ( jako całokształt ) jest wybiórcza i mocno selektywna.

Gość 2009-09-17 o godz. 13:25 0

fagih napisał(a):Tego szukałam, dzięki tym cechom się nim zainteresowałam, te cechy charakteru pogłębiły moją miłość i pomogły zbudować zaufanie.
Dodam jeszcze, że chemia również musiała zaistnieć. Bez tego pozostałby jedynie przyjacielem. Jakoś nie wyobrażam sobie chodzenia do łóżka przez X lat z kimś, do kogo w tym temacie niewiele czujemy.

Gość 2009-09-17 o godz. 23:29 0

loleq napisał(a):wiec pytaniem jest wybor z kim sie bedzie szczesliwym, z tym przyjacielem ktory cie swietnie rozumie ale nie czujesz tej namietnosci tylko masz wrazenie ze ta milosc taka juz po kilku latach malzenstwa, czy z tym ktory nieco inaczej spoglada na swiat ale jest ta chemia to cos co nie pozwala ci od niego odejsc.....
Z jednej strony nie mozna budowac zwiazku z czlowiekiem, ktory jest, chocby najlepszym, ale tylko przyjacielem. I nie ma sensu wmawiac sobie, ze moze to, co do niego czujesz to rodzaj milosci. Bo jesli jest milosc, to sie to po prostu wie i nie zadaje sie sobie takich pytan.
Z drugiej strony, nawet najwieksza i najgoretsza namietnosc kiedys przygasa, slabnie, blednie (bo przeciez mala szansa jest na to, by zyc w takim napieciu 20-30 lat). I co wtedy, kiedy okaze sie ze nie ma juz wspolnych spraw, ze zbyt duzo dzieli, a tej pasji, ktora laczyla, juz nie ma?
loleq napisał(a):czy moze lepiej szukac wiec kogos innego ktory bedzie dla ciebie i namietnym kochankiem i przyjacielem z ktorym bedziesz czula sie bezpieczna.....tylko czy to jest mozliwe do pogodzenia....i czy mozliwe jest by z tym pierwszym pojawila sie pozniej ta namietnosc a z tym 2 taka gleboka przyjazn.......
I to chyba najlepsze wyjscie :) Wierze, ze mozna spotkac czlowieka, ktory jest erotycznie pociagajacy i ktoremu jednoczenie mozna zaufac- to sie wcale nie wyklucza. Ja spotkalam :D

Gość 2009-09-18 o godz. 00:12 0

amst napisał(a):loleq - zawsze psioczyłam na Helenę, że wybrała Skrzetuskiego a nie Bohuna - z tym drugim miałaby jak w raju a Skrzetuski - takie ciepłe kluchy... lol
dokladnie. moim zdaniem wszystko zalezy od charakteru. ja bym wybrala Bohuna, zas moja psiapsiola zawsze wolala Skrzetuskiego, no ale mnie Helena/mimoza do rozpaczy doprowadzala. poza tym, czy naprawde mamy do czynienia w zyciu tylko z bialym i czarnym? wydaje mi, ze bez zaufania zwiazek nie przetrwa, ale ja bym z nudow umarla, gdy mi sie te "obiady na Mazurach" nie zdarzaly.

to co cenie u mojego meza, to:
- moge na nim polegac w kazdej sytuacji: potrafi mnie szczerze ocenic i doprowadzic do porzadku gdy potrzeba, wesprzec w bojach, zrozumiec i rozgrzeszyc moje slabosci
- mnie kocha i sprawia, ze czuje sie kochana kazdego dnia - przywiazuje uwage do malych i duzych spraw, nie poddaje sie, stawia rodzine na pierwszym miejscu, rozpieszcza nas
- odwaga - nie boi sie ryzykowac w zyciu, przez co troche tej odwagi sie i o mnie ociera.
ale to nie wystarczyloby, zebym nasz zwiazek przetrwal. trudno mi okreslic dokladnie, ale gdyby nie to, ze:
- potrafi dla mnie opanowac swoj wredny charakterek,
- potrafi mnie zaskoczyc - po tych wszystkich latach malzenstwa :D,
- sprawia, ze staram sie byc lepsza
i wiele wiele innych, to bysmy nie byli razem.

xandra 2009-09-18 o godz. 00:38 0

K2 napisał(a): wydaje mi, ze bez zaufania zwiazek nie przetrwa, ale ja bym z nudow umarla, gdy mi sie te "obiady na Mazurach" nie zdarzaly
K2, jasne tylko nie może być tak, że owe obiady są jedyną siłą napędową związku, że jest źle, źle, źle, koszmarnie a potem jest taki wypad...
Bo ja tak miałam i nikomu tego nie życzę .

Gość 2009-09-18 o godz. 00:49 0

xandra, ja mam wrazenie, ze sila napedowa kazdego zwiazku powinno byc uczucie, zas "obiady na Mazurach" powinny byc dodatkiem, a nie remedium na utrzymanie zwiazku.

xandra 2009-09-18 o godz. 01:12 0

A, OK, taką miałam nadzieję że o tym mówisz.
I oczywiście się zgadzam jak najbardziej :D .

Dlatego my z P. nic nie planujemy :D bo co nie zaplanujemy to nam wychodzi co innego :D , czyli wychodzimy po chleb do sklepiku a lądujemy w Łomiankach w hurtowni kubków o której gdzieś tam kiedyś przeczytałam. A po drodze wpadamy do Krakowa ;) .

I o to chodzi.

Gość 2009-09-18 o godz. 01:45 0

xandra, ja Cie nie chce martwic, ale po drodze z Warszawy do Lomianek, to wcale nie jest Krakow :D

xandra 2009-09-18 o godz. 03:28 0

I czy to nie jest piękne? :D

qvo 2009-09-18 o godz. 10:55 0

fagih napisał(a):amst napisał(a):
uczciwośc jest bardzo ważna ale nie tylko w sensie - ja cię nie okłamię i nie zdradzę ale także - w takim sensie że uczciwie myslę o tym co jest dla ciebie ważne i dla mnie ważne, boire pod uwagę nas jako dwie odrębne osoby i zarazem parę...

Dla mnie jeszcze w innym aspekcie. IMHO najważniejszym. Tym jak podchodzi do etyki i uczciwości w stosunku nie tylko do bliskich ale w ogóle

A czy uważacie ze sytuacja rodzinna (wychowywanie się w rodzinie, w której nie tylko rodzice, ale i dziadkowie nie podołali wspólnym problemom i rozwiedli się) może wpłynąć na etyke, na uczciwość i stosunek do bliskich osób?? Czy można pewne zachowania wynieść z domu i być naprawdę nieświadomym wyrządzania komuś krzywdy?? :|

jennifer 2009-09-18 o godz. 11:54 0

qvo napisał(a):
A czy uważacie ze sytuacja rodzinna (wychowywanie się w rodzinie, w której nie tylko rodzice, ale i dziadkowie nie podołali wspólnym problemom i rozwiedli się) może wpłynąć na etyke, na uczciwość i stosunek do bliskich osób?? Czy można pewne zachowania wynieść z domu i być naprawdę nieświadomym wyrządzania komuś krzywdy?? :|

myślę, że to dość istotne pytanie..... mozże takie osoby nie rozumieją pewnych kwestii...nie wyniosły ich z domu....

tylko czy da im się je wytłumaczyc? czy jeszcze moga się nauczyć troski o innych?

a może takim osobom znacznie łatwiej jest cos zburzyć i zapomnieć.... jak coś nie wychodzi to łatwiej to zostawić niż próbować rozwiązać problem......

moze takie osoby nie przywiązują sie tak do drugiego człowieka i jak nie wyjdzie to po prostu moga być sami i czerpać tylko chwile, które im zycie przyniesie......

łatwiej im powiedzieć było-minęło, nie ułożyło się trudno....poco mam sie męczyć..........

Kerala 2009-09-18 o godz. 12:17 0

Chyba nie ma czegoś takiego, jak "cechy arbitralnie najwazniejsze", skoro kazda z nas posiada innego męża i zapewne czuje się z nim szczęśliwa :)
Myslę za to, że są cechy "arbitralnie dyskwalifikujące". No, a przynajmniej utrudniające doczekanie złotych godów.
Tak więc polecę kluczem negatywnym:
- nieuczciwość i to zarówno w aspekcie osobistym, jak i globalnym. Szczerze mówiąc to podejrzewam, że tak naprawdę nie istnieją dwa aspekty, bo uczciwość jest zero-jedynkowa. I albo jest, albo wcale jej nie ma.
- egoizm. Tu bez komentarza.
- uzależnienia. Też bez komentarza.
- niedojrzałość, czasem mylona z egoizmem, choć ja widzę różnicę, ale nie będę się rozwlekać.

Kto lubi wyzwania ten może się ich podjąć. Osobiście jednak sądzę, że rzadko doczekuje się w tej materii zwycięstw, bo nie po to się z kimś wiązemy, aby go zmienić. A przynajmniej nie powinno tak być.
IMHO miłość jest bardzo wazna, ale nie powiedziałabym, że najważniejsza. Po namyśle postawiłabym chyba na szacunek, jeżeli miałabym przyznać jakieś pierwsze miejsce w hierarchii.
W swoim męzu- oprócz oczywistości wspomnianych wyżej- cenię wielką prawość, obiektywizm, mądrość życiową, oddanie rodzinie... Tak sobie myślę, że najkrócej można to ując w zdaniu: mój mąz jest Człowiekiem. Takiego chciałam i takiego szukałam.

Kerala

Skudlarka 2009-09-18 o godz. 22:51 0

dla mnie najwazniejsze jest zeby akceptowac wady drugiej polowki.

wiadomo nikt nie jest doskonaly, ale jesli cos naprwde Cie wkurza w drugiej osobie to male prawdopodobienstwo ze przestanie

ja jakos wogole nie rozumiem dylematu:
przyjaciel, ktos komu sie ufa itp kontra ktos kogo kocham ale mu nie ufam

mam z ta osoba spedzic reszte zycia i ma byc jednym i drugim, jesli nie jest to znaczy ze to nie TEN i ide szukac dalej.

ps. ja znalazlam 2 w 1 :D

qvo 2009-09-19 o godz. 04:41 0

Skudlarka napisał(a):d

ps. ja znalazlam 2 w 1 :D

Farciara:)

jennifer 2009-09-19 o godz. 10:58 0

Skudlarka napisał(a):
mam z ta osoba spedzic reszte zycia i ma byc jednym i drugim, jesli nie jest to znaczy ze to nie TEN i ide szukac dalej.

ps. ja znalazlam 2 w 1 :D

gdyby to było takie proste....a co jeśli w ten sposób stracimy kogoś wartościowego....tego przyjaciela, który mógłby byc wspaniałym partnerem życiowym....

a co jeśli nie znajdziemy tego 2 w 1?

Aliencia 2009-09-19 o godz. 12:13 0

qvo napisał(a):Skudlarka napisał(a):
ps. ja znalazlam 2 w 1 :D

Farciara:)

Ja też znalazłam tego jedynego,
z którym chcę spędzić całe moje życie..

To fart, owszem, ale to też wiara, że w życiu warto, a nawet trzeba szukać, bo gdzieś czeka TEN jedyny..
I ja jestem tego najlepszym przykładem..

Gość 2009-09-19 o godz. 12:16 0

qvo napisał(a): na jakie cechy charakteru powinny kobiety zwracać szczególną uwagę przed ślubem, czy chociażby przed lub właśnie w trakcie wspólnego mieszkania ze sobą.

na wady!!! Przede wszystkim powinny zwracać uwagę na wady lol

Jeśli jesteśmy w stanie zaakceptować wady drugiej osoby (ale musimy być surowi w ocenie i nie oszukiwać się, że na pewno się zmieni po ślubie) to ilość zalet nie będzie już mieć takiego znaczenia ;)

Właśnie dlatego uważam, że ważne jest wspólne mieszkanie z drugim człowiekiem pod jednym dachem (najlepiej nie wspólnie z jego mamusią, która zajmuje się porządkowaniem jego rzeczy, praniem mu skarpet, itp...) zanim podejmie się decyzję o byciu "na zawsze" razem!

Tylko mieszkając we dwoje -codziennie, na luzie (a nie, spotykając się głównie na randkach) możemy zobaczyć najgorsze cechy charakteru... No i jeśli wtedy nadal kochamy go, to możemy mieć sporą pewność, że będziemy z nim szczęśliwe :D

Skudlarka 2009-09-19 o godz. 21:10 0

nikt nie mowi, ze znalezienie tego 2 w 1 jest proste. W zasadzie to duzo szczescia trzeba miec, zeby od razu trafic jak trzeba. Mnie sie nei udalo od razu, najpierw pare razy kula w plot - kilka totalnych porazek. ale warto bylo poczekac :D

dziewczyny powodzenia!! nie traccie nadziei!!

qvo 2009-09-20 o godz. 04:22 0

Skudlarka napisał(a):nikt nie mowi, ze znalezienie tego 2 w 1 jest proste. W zasadzie to duzo szczescia trzeba miec, zeby od razu trafic jak trzeba. Mnie sie nei udalo od razu, najpierw pare razy kula w plot - kilka totalnych porazek. ale warto bylo poczekac :D

dziewczyny powodzenia!! nie traccie nadziei!!

Dzięki - może brzydko zabrzmi, ale fajnie wiedzieć, że komuś tez pare razy nie wychodziło:)

qvo 2009-09-20 o godz. 04:36 0

dziubek napisał(a):qvo napisał(a): na jakie cechy charakteru powinny kobiety zwracać szczególną uwagę przed ślubem, czy chociażby przed lub właśnie w trakcie wspólnego mieszkania ze sobą.

na wady!!! Przede wszystkim powinny zwracać uwagę na wady lol

Jeśli jesteśmy w stanie zaakceptować wady drugiej osoby (ale musimy być surowi w ocenie i nie oszukiwać się, że na pewno się zmieni po ślubie) to ilość zalet nie będzie już mieć takiego znaczenia ;)

Właśnie dlatego uważam, że ważne jest wspólne mieszkanie z drugim człowiekiem pod jednym dachem (najlepiej nie wspólnie z jego mamusią, która zajmuje się porządkowaniem jego rzeczy, praniem mu skarpet, itp...) zanim podejmie się decyzję o byciu "na zawsze" razem!

Tylko mieszkając we dwoje -codziennie, na luzie (a nie, spotykając się głównie na randkach) możemy zobaczyć najgorsze cechy charakteru... No i jeśli wtedy nadal kochamy go, to możemy mieć sporą pewność, że będziemy z nim szczęśliwe :D

W sumie racja:) A są rzeczy(wady), ktorych nie trawie:/ i wiem ze ich nie przetrawie, a niech dojdzie jeszcze mamusia i jego troska o nią, to juz w ogóle... Jakby do tej pory nie dawała sobie rady... Teraz nagle taka biedna i potrzebująca sie zrobiła... Ale kurka widze tu korzyściu i dla niej, że chce zatrzymac go przy sobie, i dla niego, że chce ja mieć blisko(zawsze uprane, ugotowane, no i ten syneczej najukochańszy, najlepszy i taki biedny, bo go dziewczę źle traktuje -szkoda tylko, ze to jak go ja traktuje może wiedzieć tylko i wyłącznie od niego:>). Przecież w razie kłotni najlepiej trzasnąć drzwiami i wyjść, a dokąd pojdzie?? No na poczatku na pewno do mamusi.... Bo ja pewnie nie wyjde, bo nikogo w tym mieście nie znam- nie mam tam znajomych(az takich zebym mogła sie im zwierzać). Ale znając mnie wyszłabym - poszła, na nie wiem ile, do chociażby marketu, a niech sie domysla co robie:P hahaha

Gość 2009-09-20 o godz. 11:03 0

No to jesli są wady, których zaakceptowac sie nie da - to chyba koniec pieśni :|
I niezaleznie od tego, czy dołączymy do tego "mamusię" czy też mamy pełną niezależność...

Mi się wydaje, że kluczem do odpowiedzi na wszelkie dylematy "przedmałżeńskie" jest jednoznaczne odpowiedzenie sobie na pytanie,
czego sie po związku (małżeństwie) oczekuje i czego nie jest się w stanie zaakceptować...

I w zalezności od odpowiedzi, jakiej udzieli sie samemu sobie - dopiero można dywagować, czy potencjalny kandydat wymagania spełnia...

Dla jednej lepszy będzie pan_odpowiedzialny_i_ułozony, a dla drugiej pan_namiętny_macho ;)

Ergo - grunt, to wiedzieć czego się chce 8)

jennifer 2009-09-20 o godz. 12:58 0

a może człowiek czasem tak po prostu boi się samotności.....

może boi się tego ze nikogo lepszego nie spotka.....

tego ze te wady partnera jakos tam wyolbrzymia....i ze popełni błąd kończąc ten związek szczególnie jeśli to nie jest krótki związek..

może qvo myśli ze skoro go kocha, on ja kocha to to cos co jej przeszkadza wynika.... tylko z odleglości jaka ich dzieli? (chodzi mi o miejsce zamieszkania) a gdy on juz jest obok to wszystko jest w porządku....

może dlatego te dylematy ......

Gość 2009-09-20 o godz. 13:57 0

qvo napisał(a):[W sumie racja:) A są rzeczy(wady), ktorych nie trawie:/ i wiem ze ich nie przetrawie, a niech dojdzie jeszcze mamusia i jego troska o nią, to juz w ogóle...
qvo - a Ty go w ogole lubisz? nie wiem, takie myslenie o wychodzeniu, zamiast o znajdowaniu rozwiazania i zgodzie

ps. dziubek madrze mowi. z wadami trzeba umiec zyc. po pierwsze: jezeli nei jest sie w stanie zaakceptowac wad, to sie nie akceptuje partnera takim, jakim jest. po drugie - nie ma liczyc co na zmiany. po trzecie - po mco zmieniac czlowieka, ktorego sie kocha. chyba nie mozna kogos kochac z "ale"

Gość 2009-09-20 o godz. 21:32 0

jennifer napisał(a):a może człowiek czasem tak po prostu boi się samotności.....

może boi się tego ze nikogo lepszego nie spotka.....


Jesli to ma byc jedyna przyczyną wikłania sie w małżeństwo - to sorry, ale to głupie strasznie...

A odwracając pytanie - co jesli będąc mężatką spotka się "tego lepszego"?
Rozwód - bo "sie trafiło"
Zdrada - żeby wypróbować czy to aby na pewno ten???

Gość 2009-09-20 o godz. 21:40 0

K2 napisał(a):qvo napisał(a):[W sumie racja:) A są rzeczy(wady), ktorych nie trawie:/ i wiem ze ich nie przetrawie, a niech dojdzie jeszcze mamusia i jego troska o nią, to juz w ogóle...
qvo - a Ty go w ogole lubisz? nie wiem, takie myslenie o wychodzeniu, zamiast o znajdowaniu rozwiazania i zgodzie


O dziwo - ja dookoła siebie coraz więcej widze takich związków,
które IMHo polegaja na ciagłym "odbijaniu piłeczki" i udowadnianiu sobie, kto jest górą :|

To chyba jakiś nowy "trynd" - na bycie parą walczącą - i pokazywanie, że to on/ona rządzi, żeby partner "nie podskakiwał" lol

Gość 2009-09-20 o godz. 22:27 0

Anirrak napisał(a):O dziwo - ja dookoła siebie coraz więcej widze takich związków,
które IMHo polegaja na ciagłym "odbijaniu piłeczki" i udowadnianiu sobie, kto jest górą :|

To chyba jakiś nowy "trynd" - na bycie parą walczącą - i pokazywanie, że to on/ona rządzi, żeby partner "nie podskakiwał" lol

Ha! A przyznaj się takiej "parze walczącej", że Wy nie walczycie - zaraz usłyszysz, że związek, w którym ludzie się nie kłócą, nie jest normalny, i że kłótnie są zdrowe :D Moja przyjaciółka żyje w takim właśnie związku - na ostatnim spotkaniu siedzieliśmy z mężem jak na meczu tenisowym lol

A co do zmieniania partnera - pamiętam taki odcinek Ally McBeal, w którym chyba Renee powiedziała: "Spędzamy pół życia, szukając idealnego faceta - a potem drugie pół, usiłując go zmienić..."

Aliencia 2009-09-20 o godz. 22:49 0

dziubek napisał(a):qvo napisał(a): na jakie cechy charakteru powinny kobiety zwracać szczególną uwagę przed ślubem, czy chociażby przed lub właśnie w trakcie wspólnego mieszkania ze sobą.

na wady!!! Przede wszystkim powinny zwracać uwagę na wady lol /quote]
Wady..
No ja właśnie się takowych doszukać nie mogę..
Chyba zacznę się martwić

Gość 2009-09-20 o godz. 22:53 0

Aliencia - bos ideal kobieto znalazla. lol

xandra 2009-09-20 o godz. 23:05 0

Hehehe, ja też mam ideała, a co! 8) lol

Nooo, może czasem mnie wkurza nieumiejętność błyskawicznego decydowania u P. bo są chwile gdy decydować się trzeba natychmiast. A wtedy latają talerze ;)
No, może nie aż tak, ale szafka mojego kopa zalicza lol

Aliencia 2009-09-20 o godz. 23:13 0

:o o w morde..
To by się zgadzało..

Bo mój Przemcio jest:
-Troskliwy ( zapnij kurteczkę, bo się przeziębisz..:P)
-Szarmancki - zawsze puszcza przodem i otwiera drzwi od autka..)
-Radosny i bardzo optymistycznie nastawiony do zycia/świata
(Ciągle buzia Mu się smieje, czym mnie skutecznie zaraża)
-Ciągle ma mi coś do opowiedzenia..
-Temat naszych uczuć możemy mielić w te i we wte i nigdy nam się to nie nudzi..
-Nie dosypia do pracy, bo po nocach odwozi mnie do domu..
-Potrafi w środku zdania mówiąc na przykład o narzutach w ikei powiedzieć nagle - "ale Ty jesteś zajebista"..:P
-Nie daje się moim humorkom, dzielnie je znosi
-Nie obraża się, nie foszkuje
-Nie marudzi na zakupach, nawet jeśli zastanawiam się 30 minut nad rękawiczkami..
-Nie trzeba Go o nic 2 razy prosić
-Ma świetny kontakt z moją Mama ( to dla mnie b. ważne, bo w wypadku zginął mój Brat i moja Mama
ma komu matkowac teraz..
jak mi ostatnio powiedziała, że Przemcio to dla Niej troszkę jak synek już, to aż mnie ścisnęło w gardle..)
-Jest spontaniczny, ma w sobie masę energii..
-Jest szczery..
-Jest świeeetnym kompanem na imprezy, ale też cudownym ciepłym ciałkiem, do przytulania przed TV..
-Ma pełno zainteresowań i pasji, którymi chce mnie zarazić..
-Jest bardzo inteligentny, ma bardzo dużą wiedzę i uczy mnie wielu wielu rzeczy..
-Mogę mówic mu o wszystkim - o kosmetykach, ciuchach, perfumach, kulinariach, a On słucha.. słucha.. słucha..
-Jest świetnym mężczyzną, przyjacielem, kochankiem..

Jest.. i za to też Go kocham..
I za to, że pokazał mi czym na prawdę jest miłość.. że nie musimy udawać, grać, zmieniać się i dopasowywać..żeby było pięknie..

Trochę tego jest..
:o

I to jest własnie mój Mężczyzna..
(się rozpisafffszy..wybaczcie..:P)

xandra 2009-09-20 o godz. 23:29 0

Nie chce mi się pisac tego samego ;) więc się tylko podpiszę pod Twoim postem Ala :D . Trafiłyśmy na ideały po prostu 8) i oby zawsze już tak było.

Bo mam teraz to o czym zawsze marzyłam - wszystko co dobre w jednej osobie :love: .

Ale prania wieszać nie umi lol .

Aliencia 2009-09-20 o godz. 23:40 0

..Kurcze..a czego mój nie umi.. hmm..
..nie umi.. nie umi.. nie wiem czego hehehe..
ale to pewnie wyjdzie w praniu...
;)

jennifer 2009-09-21 o godz. 08:23 0

farciary z was dziewczyny....podpowiedzcie gdzie szukac takich idealnych partnerów ;) tylko nie mówcie, że sam się znajdzie/nas znajdzie hihihi

ale coś mi się wydaje, ze ciut oszukujecie bo podobno nie ma człowieka bez wad...;)

qvo 2009-09-21 o godz. 08:46 0

K2 napisał(a):
qvo - a Ty go w ogole lubisz? nie wiem, takie myslenie o wychodzeniu, zamiast o znajdowaniu rozwiazania i zgodzie

Nie, nie lubie go i dlatego jestem z nim dwa lata- jestem typem cierpiętnicy- cos jak Esmeralda...

Sorki, ale nie wierze, że istnieje ktoś na świecie kto nie ma wad, bardziej wierze w to, że ktoś jest tak zaślepiony miłością, że tych wad poprostu nie zauważa.
Poza tym jeśli należy sie do grona ludzi nazywanych pesymistami(a może właśnie realistami), to w każdym człowieku, chociażby świętym, jakąs wade sie znajdze, a przynajmniej ceche, z której w przyszłości niewiadomo czy nie bedzie problemu. Może nie powinno sie tyle myslec o przyszłość i zastanwiać co by było gdyby, ale lepiej sie liczyć z taka możliwością niż obudzić sie w idealnym związku bez wad po kilku latach z ręką w nocniku(bo jak on mi mogł tak zrobić, był taki cudowny), a na dwód tego macie tu inne posty dziewczyn, które w najmniej oczekiwanym momencie zostały zostawione bądź oszukane przez właśnie takiego idealnego mężczyzne.

A myśleć o zgodzie i rozwiązaniu można, ale niektórzy maja typ charkteru taki, że wolą się wykrzyczeć, albo poprostu wyjść żeby np nie powiedzieć za dużo w złości i poźniej tego żałować. A nie można o kimś mówić, że nie kocha drugiej osoby(odpowiednie - nie lubi jej), bo w chwili złości woli wyjść gdzies, pokrzyczeć czy porzucać jakimiś nieszkodliwymi dla otoczenia przedmiotami...

Kerala 2009-09-21 o godz. 08:55 0

ale zaraz, zaraz. Świat się jednak nie dzieli na pesymistów alias realistów i radosnych głupków, którzy zostaną wystawieni do wiatru przez "idealnych" partnerów. Możliwości jest nieco więcej, prawda? A skoro już jesteśmy przy dowodach, to moje małżeństwo nie rozpadło się dlatego, bo patrzyłam w lubego jak w tęczę i nie widziałam jego wad. Obawiam się, że nie rozumiem tego typu uogólnień.

Wiem za to, ze mozna kogoś kochać i nie lubić tak samo jak można kogoś lubić i nie kochać.

kerala

qvo 2009-09-21 o godz. 09:04 0

Anirrak napisał(a):No to jesli są wady, których zaakceptowac sie nie da - to chyba koniec pieśni :|

Mi się wydaje, że kluczem do odpowiedzi na wszelkie dylematy "przedmałżeńskie" jest jednoznaczne odpowiedzenie sobie na pytanie,
czego sie po związku (małżeństwie) oczekuje i czego nie jest się w stanie zaakceptować...

Nie da sie zaakceptować, ale można z nimi walczyć. Chyba, że poddać się walkowerem...a pozniej przez jakis czas myśleć czy podjęło się właściwą decyzje:(

Czego oczekuję? Chyba ksiązkowego ideału: wspólnoty ideowej, opiekowania się małżonkiem i dziećmi, wyłącznego związku emocjonalnego, wspólnych zainteresowań i rozrywek, posiadania oraz przynależności do drugiego człowieka i jego przyjaźni, wspólnego rozwoju osobowości, życia seksualnego zgodnego z zasadami moralnymi, wyłącznego i zaspokajającego potrzeby własne i partnera a najprościej chciałabym abyśmy wszystko robili razem: od troszczenia sie o dom, dzieci, o siebie nawzajem po sprzątanie, gotowanie, pranie i nieszczesne wyrzucanie śmieci;)

qvo 2009-09-21 o godz. 09:10 0

Kerala napisał(a):
Wiem za to, ze mozna kogoś kochać i nie lubić tak samo jak można kogoś lubić i nie kochać.

kerala

Hmm [...]wiem, ze mozna kogoś kochać i nie lubić[...] - ja tego nie wiem i chyba nie chciałabym sie na własnej skórze przekonywać, że tak jest.
Natomiast można kogoś lubić i nie kochać - to wydaje mi się bardziej logiczne.
Oczywiscie jesli nie rozmawiamy o miłości partnerskiej, bo kochać kogoś i nie lubić owaszem można, ale wydaje mi się, że nie życiowego partnera... Chyba, że coś źle zrozumiałam.

Gość 2009-09-21 o godz. 09:14 0

qvo napisał(a):a najprościej chciałabym abyśmy wszystko robili razem
Brrrrrr... fagih, która bardzo ale to bardzo ceni sobie chwile wyłącznie dla siebie ... on tak samo.

qvo 2009-09-21 o godz. 09:22 0

fagih napisał(a):qvo napisał(a):a najprościej chciałabym abyśmy wszystko robili razem
Brrrrrr... fagih, która bardzo ale to bardzo ceni sobie chwile wyłącznie dla siebie ... on tak samo.

No ok, rozumiem jak można było to odebrać hahahah - bez przesady z tym "wszystko razem", sama cenie sobie prywatność - oczywiście może nie w takim stopniu jak Ty:) Może jeszcze jestem z typu właśnie tych książkowych bajeczek, że skoro sie tak(ale to tak) kocha, to przecież nie ma się tajemnic i wszystko trzeba rozbic razem;) Wiem przesadziłam:)

Gość 2009-09-21 o godz. 09:57 0

e lubienie i milosc to sa dwa rozne uczucia. i musisz mi uwierzyc na slowo, ze mozna kogos kochac, ale go nie lubic. oczywiscie, nie jest to uczucie nieustajace, chociaz, mowiaz szczerze, taki przypadek tez znam.

to, ze wierzysz, ze nie ma ludzi bez wad, to bardzo dobrze. bo to jest aksjomat. natomiast, to ze ktokolwiek ma zamiar walczyc, jak to sama ujelas, z wadami swojego partnera - to moim zdaniem dobrze zadnemu zwiazkowi nie posluzy. duzo lepiej je zaakceptowac, tylko, ze wtedy przestaja byc wadami, a staja sie zwykla, kolejna cecha charakteru.

dla mnie, to co powiedzialas, ze wyszlabys, a niech sie on martwi, gdzie poszlas, zabrzmialo egoistycznie. ja bym w takiej sytuacji mojego partnera nie postawila. a Budda mi swiadkiem, ze charakterek potrafie miec. lol

qvo 2009-09-21 o godz. 10:05 0

Anirrak napisał(a):
A odwracając pytanie - co jesli będąc mężatką spotka się "tego lepszego"?
Rozwód - bo "sie trafiło"

A czy rozwód jest czyms strasznym?? Wstydliwym?? Wg mnie na pewno lepszy od zdrady...

qvo 2009-09-21 o godz. 10:09 0

K2 napisał(a):
dla mnie, to co powiedzialas, ze wyszlabys, a niech sie on martwi, gdzie poszlas, zabrzmialo egoistycznie. ja bym w takiej sytuacji mojego partnera nie postawila. a Budda mi swiadkiem, ze charakterek potrafie miec. lol

Owszem wyszłabym, ale tylko wtedy kiedy on uciekłby do mamusi;) o to mi chodziło, a tak to wole pokrzyczeć:)

"Lepiej gdy w małżeństwie słychać brzęk tłuczonych talerzy niż brzęk przelatującej muchy"

Kerala 2009-09-21 o godz. 10:26 0

qvo napisał(a):A czy rozwód jest czyms strasznym?? Wstydliwym?? Wg mnie na pewno lepszy od zdrady..
Prawda? Jak to w tej anegdocie o Stalinie było: mógł przecież zabić, a tylko zbluzgał.
mam w ogóle wrażenie, że Ty w jakieś skrajności tu popadasz. Brzęcząca mucha, albo rozbity talerz; optymista-idiota i rozwodnik, albo pesymista-cynik. Zapewniam Cię, że jest więcej możliwości, a skrajności (takze te emocjonalne) rzadko kiedy wychodzą związkowi na zdrowie.

kerala

qvo 2009-09-21 o godz. 10:56 0

Kerala napisał(a):
mam w ogóle wrażenie, że Ty w jakieś skrajności tu popadasz. Brzęcząca mucha, albo rozbity talerz; optymista-idiota i rozwodnik, albo pesymista-cynik. Zapewniam Cię, że jest więcej możliwości, a skrajności (takze te emocjonalne) rzadko kiedy wychodzą związkowi na zdrowie.

kerala

Brzęcząca mucha, albo rozbity talerz - to jest cytat i to nie tylko mi dobrze znany - wiec ja tego nie wymysliłam tylko przytoczyłam.

optymista-idiota i rozwodnik - idiota? nie przypominam sobie takiego zestawienia, bardziej o pesymistach i realistach pisałam, o idiotach w ogóle, a do rozwodników jak narazie nic nie mam - było pytanie ogólne skierowane do osób, które może związały się z osobami, które maja rodziców rozwiedzionych, bo ja sytuacji osobiscie nie znam, a może ma jakies odzwierciedlenie w zyciu... tymbardziej nie uwazam optymistów za idiotów a pesymistów za cyników.

Poza tym skad ten cynizm?? Nie wiem czy nieuznaję wartości poważanych przez innych ludzi?? Czy neguje sposoby postępowania i autorytety tych osób?? Mówie tylko, że ja zrobiłabym inaczej, bądź uważam inaczej, a to jest bardziej indywidualizm a nie cynizm...

Kerala 2009-09-21 o godz. 11:19 0

Qvi, ja wiem, że to jest cytat, mnie chodziło o zestawienia, jakie robisz. Odczuwam je jako skrajne. Tak samo optymista-idiota jest pociągnięciem dalej Twojej tezy o partnerze ideału versus partnerze człowieka z wadami. Przepraszam, że nie cytuję, ale nie chce mi się teraz szperać w wątku i kopiować.
a, jednak poszperałam. Piszesz "na dowód macie posty dziewczyn, które w najmniej oczekiwanym momencie zostały zostawione bądź oszukane przez właśnie takiego idealnego mężczyzne".
No więc ja tego zdania kompletnie nie rozumiem. Na co to jest dowód? Że lepiej jest mieć oczy szeroko otwarte, bo jak nie to się wyląduje z ręką w nocniku? Ja się zgadzam, że te oczy warto mieć otwarte, ale nie zgadzam się z opozycją "albo realizm i wszystko cacy, choć bez uniesień, albo wierzymy w ideały, a potem kaplica". Przede wszystkim nie zgadzam się z tym, że nie uwzględniasz stanów pośrednich.
Pomijam już to, że nie przypominam sobie żadnego wątku o tym, jak to ktoś został oszukany przez "idealnego mężczyznę". Pamiętam za to sporo wątków, w których ktoś się rozstał, ale akurat nie dlatego, bo wierzył w ideał, a obudził się z prozą życia u boku. Dlatego taką tezę "dowodową" uważam za nadużycie.

Generalnie mój problem w tym wątku polega na tym, że ja chyba nie rozumiem tego, co chcesz przekazać. Do czego przyznaję się otwarcie.

Kerala

Gość 2009-09-21 o godz. 12:29 0

"Lepiej gdy w małżeństwie słychać brzęk tłuczonych talerzy niż brzęk przelatującej muchy" - do mnie to nie trafia. wrzucilam w google, cytat wyszedl mi Opoce w rozdziale o niespelnionych oczekiwaniach i frustracji. trzeba przyznac, ze jest malo ciekawe wyjscie do zwiazku.

lepszy rozwod, niz zdrada - to tez do mnie nie trafia. co w nim jest takiego lepszego?

Gość 2009-09-21 o godz. 13:03 0

chciałam tylko zapytać czy to jest wątek, w którym każdy może przedstawić swoje poglądy, czy uważacie, że istnieje jedna prawda?
bo mam nieodparte wrażenie, że próbujecie się nawzajem przekonywać lol

Anirrak napisał(a):No to jesli są wady, których zaakceptowac sie nie da - to chyba koniec pieśni :|
w moim przekonaniu można jeszcze próbować co-po-niektóre zlikwidować ;) z naciskiem na -próbować lol bo to zależy od chęci drugiej strony

K2 napisał(a):lepszy rozwod, niz zdrada - to tez do mnie nie trafia. co w nim jest takiego lepszego? szczerość?

Alienca -pokazanie ideału zgraji kobit jest dosyć ryzykowne lol

Gość 2009-09-21 o godz. 13:18 0

a ja bardzo watpie, zeby chodzilo o przekonywanie. w koncu kazda z nas jest inna, prezentuje inny system wartosci, a co za tym idzie waga cech charakteru bedzie rozna.

kazdy rozwod jest szczery? a zdrada nie jest szczera? nie chodzi mi o sam akt, ale to co soba prezentuje. rozwod jest rozwiazaniem ostatecznym, zdrada zas nie, mozna przejsc przez zdrade i wyjsc z silniejszym zwiazkiem. czy wtedy dalej rozwod bylby lepszy od zdrady?

i zupelnie nie rozumiem, po co zmieniac osoba czy tez probowac zmianiac, ktora sie kocha. takie "kocham Cie, ale... ", i "przysiegam Ci milosc, wiernosc, ale..."

Kerala 2009-09-21 o godz. 13:26 0

Nie no Diublu, nie spodziewasz się chyba, że zabawimy się w wartościowanie rozwodu kontra zdrady? Taka zabawa jest wdzięczna, nieskończona i niestety głupawa, ale proszę bardzo:
lepiej zdradzić niż katować
lepiej katować niż zabić
lepiej się upić niż uzaleznić od narkotyków
lepiej opluć niż złamać żonie rękę

i tak dalej. Widzisz w tym jakiś sens?
Jezeli uprzeć się przy tej szczerości, to można ładnie zripostować: lepiej nie dopuścić do zdrady, niż zdradzić i mieć potem problem z uczciwością. Jak sama Widzisz ta gra słowna nie ma końca.
Ja nie próbuję nikogo przekonywać; ja wypowiedzi Qvi nie rozumiem, co jasno napisałam. Nie widzę też, aby ktokolwiek walczył tu o "jedną prawdę".
Mnie wypowiedź Aliencii nie ruszyła i nie zmieniła mi świata. Ma dziewczyna prawo uważać faceta za ideał, a nawet jeśli tak nie uważa, to nie musi tego koniecznie wyznawać tysiącom internautów, prawda? W każdym bądź razie nie jest moją sprawą dyskutować z Nią o tym, czy ma rację, czy jej nie ma, bo nie mam o tym najzieleńszego pojęcia.
Zazgrzytały mi tylko w tym kontekście wypowiedzi Qvi, a zazgrzytały dlatego, bo nie lubię skrajności. Szczególnie w sprawach tak subiektywnych.
Przyjmuję jednak, że mogłam Jej totalnie nie zrozumieć.
kerala

Aliencia 2009-09-21 o godz. 19:42 0

Widzę, że się mamy tu małą aferkę..:P
A ja tylko chciałam odpowiedzieć na temat..;)
Opisałam to, co jest w moim P najważniejsze dla mnie i zupełnie wystarczające, by Go kochać..
Nie piszę tu, żeby się chwalić, bo być może za parę miesięcy
będę pisała jak mi źle, bo ten idealny mnie porzucił..

Wiadomo, w życiu różnie bywa, różnie się może zdarzyć.
Wad na razie nie widzę, ale nie sądzę, że jestem zaślepiona,
bo raczej nieufne ze mnie stworzonko
i już jakis czas temu skończyłam z idealizowaniem
swoich partnerów, albo patrzeniem na nich przez różowe okularki. ;)

Nie mam oporów by pisać tu o moim mężczyźnie,
gdyż na Forumi piszę o wszystkim i kawał mojego życia
co po niektóre z Was miały tu okazję poznać.

Do rzeczy.
Nie mam zamiaru mącic naszego szczęścia wyszukiwaniem
jakichś wad i problemów - choć jak napisałam, pewna jestem,
że jakieś wyjdą w "praniu".
Jeśli kocham Go za milion zalet, to dlaczego nagle
miałabym przestać Go kochac za wady?

Na koniec
Kocham mojego faceta, bo i on akceptuje mnie taka jaką jestem..
Byc może sobie mnie idealizuje,
być może musieliśmy trafić własnie na siebie.
Ale nie mam zamiaru siedzieć teraz i wymyślać
i szukać i się dopatrywać niedoskonałości partnera tylko po to,
że tak trzeba, że to jest podstawa związku..
..wady..
Pokocham te wady, bo to część Jego i tyle.

A tak na marginesie, to w ogóle nie rozumiem podejścia qvo.
Brzęcząca mucha, albo rozbity talerz..
Jak dla mnie to straaaszne generalizowanie.
Czyli co, nie mieścimy się w statystykach? Kryteriach? Normach?
Każdy związek jest zbudowany na czymś innym
i każdy wymaga od siebie mniej lub więcej.
U nas nie ma ani brzęczących much, ani rozbitych talerzy..
Byc może po prostu znaleźliśmy złoty środek,
być może szkoda nam czasu na określanie,
gdybanie i wymyślanie...

I Tobie qvo właśnie tego złotego środka z głebi serca życzę.

Gość 2009-09-21 o godz. 21:44 0

qvo napisał(a):Anirrak napisał(a):
A odwracając pytanie - co jesli będąc mężatką spotka się "tego lepszego"?
Rozwód - bo "sie trafiło"

A czy rozwód jest czyms strasznym?? Wstydliwym?? Wg mnie na pewno lepszy od zdrady...

A według mnie to coś równie niedobrego jak zdrada :|

Chyba, że bierze sie ślub z myslą "jak na razie na lepszego nie trafiłam", i dopuszcza mozliwość późniejszej zmiany zdania...
Tylko po co wtedy ten slub???
Po co przysiega "nie opuszczę Cie az do śmierci"???

dziubek napisał(a):
Anirrak napisał(a):No to jesli są wady, których zaakceptowac sie nie da - to chyba koniec pieśni :|
w moim przekonaniu można jeszcze próbować co-po-niektóre zlikwidować ;) z naciskiem na -próbować lol bo to zależy od chęci drugiej strony


OK - jesli ktoś chce próbować "likwidowac " wady - to jego broszka...
Ale bede upierać sie, że nie przez małżeństwo prowadzi droga do tej likwidacji ;)
I jednak bliżej mi do tezy, że bardziej efektywne jest usiłowanie zaakceptowania "usterek" partnera
niz siłowa walka z nimi i zamiar zmienienia męża/narzeczonego/chłopaka w innego człowieka :|

Gość 2009-09-21 o godz. 22:18 0

qvo napisał(a): Owszem wyszłabym, ale tylko wtedy kiedy on uciekłby do mamusi;) o to mi chodziło, a tak to wole pokrzyczeć:)

"Lepiej gdy w małżeństwie słychać brzęk tłuczonych talerzy niż brzęk przelatującej muchy"

A gdzies po drodze Ci sie rozmowa zgubiła, zwykła rozmowa :|

Nie rozumiem w ogóle zakładania z góry, że partner "ucieknie do mamy" - to rozpieszczony 5-latek czy dorosły facet?

Nie rozumiem potrzeby "pokrzyczenia sobie" - po co?
Żeby pokazać, kto tu rzadzi?

I juz w ogóle nie rozumiem wyższości brzęku muchy nad ciszą ;)
Ja zdecydowanie wolę ciszę i spokój kiedy lezę przytulona do męża, a nawet kiedy czytam ksiazke w innym pokoju
niż awantury i przysłowiowe tłuczenie talerzy :|
Czy to znaczy, że zyje w nudnym związku?
Że jestem ślepą optymistką, która sie któregoś dnia spłodzi post pt. dlaczego mój mąż mnie porzucił???
Może i tak - ale ja ciagle mam optymistyczną nadzieję, że bedzie dobrze :|

Aliencia 2009-09-21 o godz. 22:32 0

Anirrak.. :brawo:

W ogóle uważam, że debatowanie
kto kocha lepiej i kto kocha gorzej
nie ma sensu..
Bo każdy ma swoje zdanie, każdy ma swoje doświadczenia
i przede wszystkim każdy ma swoje potrzeby
wymagania, ideały...
Każdy inne..

Nie jestem zwolenniczką zmieniania charteru partnera
żeby mi było lepiej...
Bo to bez sensu.
Szczerze mówiąc nie wierzę w takie magiczne przemiany "na siłę"..
Bo po co facet czy babka ma się zmieniać, udawać, a tak na prawdę dusić się...
Jeśli facet kocha, ale ma rażące wady,
które widzi, że bardzo przeszkadzają Jego kobiecie,
a chce z tą panią być, to sam z siebie
zmieni się..

Mój ex często mi powtarzał - "jak sie nie podoba, to se zmień.."
To se zmieniłam i osiągnęłam apogeum szczęścia i apogeum miłości..
Bezwarunkowej..

xandra 2009-09-22 o godz. 02:36 0

Ja też nie po to pisałam o P. jako o ideale :D by się tu chwalić.
Ale dlaczego by nie napisać że ci faceci, którzy nas skrzywdzili, zryli psychikę, spowodowali że się kulimy w sobie na dźwięk każdego głośniejszego słowa - nawet na ulicy, tysiące kłamstw i kłamstewek... już tak nie mamy - mamy to, na co zasługujemy.
Dlaczego by tego nie napisać - właśnie tu?
Że szczęście w końcu nastanie dla każdego bo taki jest porządek rzeczy.
I te, które teraz cierpią, za misiąc, rok czy 5 lat ;) powiedzą same sobie - jaka ja durna byłam że tak po tym idiocie płakałam.
Bo mam przede wszystkim siebie, a jeśli jest do tego już TEN to super.

Nigdy nie uważałam że wartość kobiety określa facet, ale miłość JEST ważna i jeśli jest w końcu tą miłością, która sprawia że kwitniemy z poczucia bezpieczeństwa, zrozumienia, nieudawania kogoś innego itd to jest dobre.

Gość 2009-09-22 o godz. 07:11 0

K2 napisał(a):
kazdy rozwod jest szczery? a zdrada nie jest szczera? nie chodzi mi o sam akt, ale to co soba prezentuje. rozwod jest rozwiazaniem ostatecznym, zdrada zas nie, mozna przejsc przez zdrade i wyjsc z silniejszym zwiazkiem. czy wtedy dalej rozwod bylby lepszy od zdrady?

myślałam akurat o sytuacji kiedy facet notorycznie zdradza żonę (ma kochankę) i o sytuacji, kiedy o tym mówi i rozwodzą się. bo wolałabym takie rozwiązanie niż życie z tchórzem, któremu jest wygodnie jak opiera go żona ale młócić woli kochankę

i zupelnie nie rozumiem, po co zmieniac osoba czy tez probowac zmianiac, ktora sie kocha. takie "kocham Cie, ale... ", i "przysiegam Ci milosc, wiernosc, ale..."

zmieniać wady, nie osobę. na przykład wadę pt: rzucam swoje skarpety koło łóżka bo tak mi wygodnie. miałam na myśli takie bardzo prozaiczne wady, bo nie wyobrażam sobie rozstania z partnerem z powodu takiej wady, albo jej akceptację lol

Gość 2009-09-22 o godz. 09:14 0

dziubek napisał(a):zmieniać wady, nie osobę. na przykład wadę pt: rzucam swoje skarpety koło łóżka bo tak mi wygodnie. miałam na myśli takie bardzo prozaiczne wady, bo nie wyobrażam sobie rozstania z partnerem z powodu takiej wady, albo jej akceptację lol
Czy kompromisem może być rzucanie dalej od łóżka? 8)
( bo ja chyba jestem nietypowa: zaakceptowałam. Nawet gorzej - zaczełam dorzucać swoje ciuszki na mężowski stosik i rano je dopiero wrzucamy do kosza na brudy ) lol

qvo 2009-09-22 o godz. 09:47 0

Kerala napisał(a):
Pomijam już to, że nie przypominam sobie żadnego wątku o tym, jak to ktoś został oszukany przez "idealnego mężczyznę". Pamiętam za to sporo wątków, w których ktoś się rozstał, ale akurat nie dlatego, bo wierzył w ideał, a obudził się z prozą życia u boku. Dlatego taką tezę "dowodową" uważam za nadużycie.

Kerala

Może wątek był, ale bardziej w mojej głowie(niestety) - czytałam post jennifer: "czy widział we mnie tylko ciało?" czytałam post djf "zostawił mnie narzeczony" i tutaj obie dziewczyny zostały wg mnie oszukane - zreszta sama wiesz, bo uczestniczyłaś w owych forach.

Teza dowodowa, nadużycie?? Czy my na sali rozpraw jesteśmy??

Poza tym ok moze ja nie wierze w ideały, ale osoba, która uważa swojego mężczyznę za ideał, ale drażni ja w jego zachowaniu to i owo, dlaczego mówi, że to ideał?? Czy ideał ma drażnic??

Poprostu nie wierze w ideały i nie uwierze, że sa pary, które nigdy, przenigdy się nie sprzeczaja, nie pokłoca chociażby raz przebywając ze sobą przez 24h

I nie uważam również, że widze tylko czarne albo białe, bo nie miałabym dylematu - zrobiłby cos źle to do widzenia- nie chce Cie - nie jestes idalny. Nie popadajmy w skrajności... W sumie gdyby wszystko było tylko czarne albo tylko białe to nie udzilałabym się na takich forach, bo po co??

qvo 2009-09-22 o godz. 09:58 0

K2 napisał(a):
lepszy rozwod, niz zdrada - to tez do mnie nie trafia. co w nim jest takiego lepszego?

Może to, że jeśli sie zdecydujesz na rozwód, to możesz wyjśc jeszcze ze wszystkigo z twarzą - poprostu nie pasujemy do siebie ot co- szukamy dalej (wiadomo, że nikt nie bedzie do konca szczęsliwy z takiego rozwiązania), a jeśli mieszkasz z kimś, udzielasz się w domu, rozmawiasz, poświęcasz się dla drugiej osoby i widzisz jak ona poświęca sie dla Ciebie, a za plecami szukasz przygód, bo chociazby nie wystarcza Ci, to co może dać ci druga połówka fizycznie(oczekujesz od partnera figur jakich jeszcze w kamasutrze nie widziano i nie mozesz bez tego zyc) i to nagle wychodzi na jaw, to wytłumaczcie mi na jakiej podstawie uważacie zdrade i rozwód, ośmiele sie powiedzieć, za synonimy????
Lepiej życ w związku, który na zewnatrz wyglada na szcześliwy a doprawiać sobie rogi czy legalnie się rozstać - nie oszukując nikogo i zacząc układać sobie nowe- tym razem lepsze życie??

qvo 2009-09-22 o godz. 10:02 0

dziubek napisał(a):
Anirrak napisał(a):No to jesli są wady, których zaakceptowac sie nie da - to chyba koniec pieśni :|
w moim przekonaniu można jeszcze próbować co-po-niektóre zlikwidować ;) z naciskiem na -próbować lol bo to zależy od chęci drugiej strony
K2 napisał(a):lepszy rozwod, niz zdrada - to tez do mnie nie trafia. co w nim jest takiego lepszego?
szczerość?

Dziubek nie wiem kto Ciebie tu zesłał w tym momencie, ale własnie o to mi chodzi - jestes kimś, kto oprócz Jennifer i Lolka(i może jeszcze kogoś kogo nicku zapomniałam- przepraszam) wie o czym mówie.

qvo 2009-09-22 o godz. 10:07 0

K2 napisał(a):
kazdy rozwod jest szczery? a zdrada nie jest szczera? nie chodzi mi o sam akt, ale to co soba prezentuje. rozwod jest rozwiazaniem ostatecznym, zdrada zas nie, mozna przejsc przez zdrade i wyjsc z silniejszym zwiazkiem. czy wtedy dalej rozwod bylby lepszy od zdrady?

nigdy nie mów nigdy, ale wątpie aby w moim przypadku, z moim charakterem i wierzeniami, mozna było przejśc przez to i żyć sobie poprostu dalej - w czym ma sie związek umacniać?? Juz nigdy nie umiałabym zaufać takiej osobie, nigdy...

qvo 2009-09-22 o godz. 10:13 0

Kerala napisał(a):Nie no Diublu, nie spodziewasz się chyba, że zabawimy się w wartościowanie rozwodu kontra zdrady? Taka zabawa jest wdzięczna, nieskończona i niestety głupawa, ale proszę bardzo:
lepiej zdradzić niż katować
lepiej katować niż zabić
lepiej się upić niż uzaleznić od narkotyków
lepiej opluć niż złamać żonie rękę

i tak dalej. Widzisz w tym jakiś sens?
Jak sama Widzisz ta gra słowna nie ma końca.

kerala

Wiesz jakby spojrzeć na mój pierwszy post i to, co w nim jest napisane, to nawet o ideałach nie powinniśmy tu dyskutować, pytalam o cechy, a rozmawiamy o rozwodnikach pesymistach, idiotach;), naduzyciach(spodobalo mi sie to słowo- tak rodzinnie brzmi;)) i o moim daltonistycznym spojrzeniu na świat, ale chyba jest w tym szaleństwie słownym jakaś zabawa i dyskusja trwa i chyba o to tu chodzi- poruszamy nowe tematy i ciesze się, że mogę poczytać troche o sobie, bo nie ukrywam ale paru rewelacje na swój temat sie dowiedzialam:)))

qvo 2009-09-22 o godz. 10:23 0

Aliencia napisał(a):
I Tobie qvo właśnie tego złotego środka z głebi serca życzę.

Dzieki - może odkryję go z czasem :)

Kerala 2009-09-22 o godz. 10:24 0

Nie powiem, żebym zrozumiała wszystko, ale...

najpierw piszesz:
qvo napisał(a):
I nie uważam również, że widze tylko czarne albo białe

Potem:

qvo napisał(a):Lepiej życ w związku, który na zewnatrz wyglada na szcześliwy a doprawiać sobie rogi czy legalnie się rozstać - nie oszukując nikogo i zacząc układać sobie nowe- tym razem lepsze życie??
1. istnieją stany pośrednie zarówno w przypadku zdrad i rozwodów. NIe wiem, skąd wzięłaś akurat taką opozycję. To już innych wyjść nie ma?
2. nigdzie nie jest powiedziane, ze to będzie lepsze życie. Punkt drugi jest wyłącznie po to, aby pokazać, że to nie jest kwestia czerni i bieli oraz wyboru między oszustwem, a nowym, wspaniałym życiem.

a jeszcze potem:

qvo napisał(a):nigdy nie mów nigdy
co kończysz zdaniem:

qvo napisał(a):Juz nigdy nie umiałabym zaufać takiej osobie, nigdy...
Myślę, że słusznie zauważasz "nigdy nie mów nigdy". Myslę też, że bez względu na to, co nam się wydaje będąc młodym, bez zobowiązań i bez bagazu, może to ulegnąć zmianie, kiedy mamy więcej lat, dzieci i wspólne kredyty.
Zapytałam kiedyś zdradzoną żonę, czy rozważałaby wybaczenie męzowi mając w perspektywie wygraną w totolotka i wspaniałego faceta. No więc nie rozważałaby. Ale póki co nie wygrała w totka i Clooney nie zaproponował jej mariażu, więc do męza wróciła.
Cynizm? Nie, to tylko szarości. Dużo ich wokół nas, naprawdę.

kerala

Kerala 2009-09-22 o godz. 10:39 0

Bosz..."ulec zmianie" oczywiście

kerala

qvo 2009-09-22 o godz. 10:41 0

Anirrak napisał(a):qvo napisał(a): Owszem wyszłabym, ale tylko wtedy kiedy on uciekłby do mamusi;) o to mi chodziło, a tak to wole pokrzyczeć:)

"Lepiej gdy w małżeństwie słychać brzęk tłuczonych talerzy niż brzęk przelatującej muchy"

A gdzies po drodze Ci sie rozmowa zgubiła, zwykła rozmowa :|

Nie rozumiem w ogóle zakładania z góry, że partner "ucieknie do mamy" - to rozpieszczony 5-latek czy dorosły facet?

Nie rozumiem potrzeby "pokrzyczenia sobie" - po co?
Żeby pokazać, kto tu rzadzi?

I juz w ogóle nie rozumiem wyższości brzęku muchy nad ciszą ;)
Ja zdecydowanie wolę ciszę i spokój kiedy lezę przytulona do męża, a nawet kiedy czytam ksiazke w innym pokoju
niż awantury i przysłowiowe tłuczenie talerzy :|
Czy to znaczy, że zyje w nudnym związku?
Że jestem ślepą optymistką, która sie któregoś dnia spłodzi post pt. dlaczego mój mąż mnie porzucił???
Może i tak - ale ja ciagle mam optymistyczną nadzieję, że bedzie dobrze :|

Jeśli chodzi o rozmowe: to niektórzy czyny wolą niż słowa, czasami wolą usłyszeć po brzęku talerzy brzęk muchy - lub po brzęku muchy brzęk talerzy...
Rozmowa zawsze jest - musi być, bo raczej nie da sie przejśc nad wszystkim do porzadku dziennego...

Dorosły facet czy 5-latek? w każdym z nas jest troche z dziecka, a na poczatku trudno mi zakladać jak on może się zachować - nie mieszkamy razem - nawet nie widujemy się często, sa tylko i wyłacznie rozmowy, czasami kłotnie przez telefon, a jak przyjedzie czyny - czasami poprostu się przytulamy a czasami jeszcze głośniej sobie pokrzyczymy żeby jeszcze mocniej się przytulić.

A dlaczego nie moge krzyczeć?? Dlaczego odrazu uwazasz,, że jest to pokazanie kto tu rządzi?? A na jakiej podstawie?? Kto głosniej krzyknie ten rządzi- to ciekawe po co krzyczeć jak ktoś jest chory- jest z góry na przegranej pozycji:> Jest to poprostu EMOCJA, chwila w której chcę z siebe wszystko wyrzucic, wszystko - to mam mu szeptac? Czy moze książkę napisać zeby sie połozył koło mnie z nia i pocztał przytulając do mnie?? Akrat jak jestem wściekła najmniej mam ochote na to, żeby ktokolwiek mnie przytulał czy dotykał - czy dlatego jestem złą osobą?? Czy może dziwnie reaguję?? Dla mnie dziwnym jest czytanie ksiązki jak jestem zła, bo nie mogłabym zwyczajnie sie nad nia skupic... myslalabym raczej: co sie stalo, dlaczego, co tu zrobic, dlaczego tak wyszło a nie inaczej...

A czy Twój zwiazek jest nudny to tylko Ty mozesz określic, bo chyba nie okresla sie po tym czy w trakcie tzw "cichych dni"(nie wiem kto wymyslił tą nazwe;)) czytasz ksiazke, słuchasz muchy czy rzucasz Arcorok(na szczescie oczywiście;))

A w mojej pesymistycznej naturze mam tez optymistyczna nadzieje, że mimo wszystko będe kiedyś szczęśliwa - ale chyba nie bee wypisywała o moim idealae - co by nie zapeszyć;)))))))

qvo 2009-09-22 o godz. 10:47 0

Kerala napisał(a):
qvo napisał(a):nigdy nie mów nigdy
co kończysz zdaniem:

qvo napisał(a):Juz nigdy nie umiałabym zaufać takiej osobie, nigdy...
kerala

Myśle, że naprawde mnie nie rozumiesz Kerala.... Wg mnie wyraźnie chodzi o to, że gdyby mnie spotkała taka sytuacja, to teraz myslac o tym mowie nigdy, ale jest powiedzenie "nigdy nie mów nigdy" bo niewiadomo co Cie w zyciu spotka - wiec jesli spotka mnie taka sytuacja, a mam nadzieje ze nie, to wtedy bede mogła sobie wspomniec i powiedziec, że powiedzenie "nigdy nie mow nigdy" w moim przypadku sprawdziło sie(bo np wybaczyłam swojemu facetowi zdrade i jakze nas zwiazek sie umowcnił,a kiedys na forum napisałam ze nigdy bym tego nie zrobila...) - wytłumaczyłam??

Chyba nie tylko mi powinno sie tu zarzucic widzenie tylko dwóch kolorów...

qvo 2009-09-22 o godz. 10:50 0

Kerala napisał(a):
1. istnieją stany pośrednie zarówno w przypadku zdrad i rozwodów. NIe wiem, skąd wzięłaś akurat taką opozycję. To już innych wyjść nie ma?
2. nigdzie nie jest powiedziane, ze to będzie lepsze życie. Punkt drugi jest wyłącznie po to, aby pokazać, że to nie jest kwestia czerni i bieli oraz wyboru między oszustwem, a nowym, wspaniałym życiem.

kerala

Napisz o stanach pośrednich a powiem Ci co na ten temat myśle, zacznij cos zamist krytykować to co jest...

Poza tym kopiując niktóre tylko zdania różne ciekawe teksty moga wyjśc - na tym wlasnie opieraja sie wywiady w brukowcach...

qvo 2009-09-22 o godz. 10:51 0

Kerala napisał(a):Bosz..."ulec zmianie" oczywiście

kerala

Chyba nie o ortografie na tym forum chodzi:)

qvo 2009-09-22 o godz. 10:56 0

fagih napisał(a):dziubek napisał(a):zmieniać wady, nie osobę. na przykład wadę pt: rzucam swoje skarpety koło łóżka bo tak mi wygodnie. miałam na myśli takie bardzo prozaiczne wady, bo nie wyobrażam sobie rozstania z partnerem z powodu takiej wady, albo jej akceptację lol
Czy kompromisem może być rzucanie dalej od łóżka? 8)
( bo ja chyba jestem nietypowa: zaakceptowałam. Nawet gorzej - zaczełam dorzucać swoje ciuszki na mężowski stosik i rano je dopiero wrzucamy do kosza na brudy ) lol

Mozna zawsze wsadzic pod poduszkę zamiast łykać melatoninę lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol lol

Gość 2009-09-22 o godz. 11:01 0

zieeeew

qvo 2009-09-22 o godz. 11:02 0

kurczak napisał(a):zieeeew
To dobranoc:P

Kerala 2009-09-22 o godz. 11:03 0

no dobrze, ja odpuszczam, bo chyba nie mam siły na dalszą dyskusję.
Co do ortografii- mnie akurat na niej zależy, jeśli chodzi o innych to ich sprawa.

kerala

Gość 2009-09-22 o godz. 12:05 0

dziubek napisał(a): K2 napisał(a):
kazdy rozwod jest szczery? a zdrada nie jest szczera? nie chodzi mi o sam akt, ale to co soba prezentuje. rozwod jest rozwiazaniem ostatecznym, zdrada zas nie, mozna przejsc przez zdrade i wyjsc z silniejszym zwiazkiem. czy wtedy dalej rozwod bylby lepszy od zdrady?

myślałam akurat o sytuacji kiedy facet notorycznie zdradza żonę (ma kochankę) i o sytuacji, kiedy o tym mówi i rozwodzą się. bo wolałabym takie rozwiązanie niż życie z tchórzem, któremu jest wygodnie jak opiera go żona ale młócić woli kochankę

przepraszam, ale nie wiedzialam co autor ma na mysli :D jednorazowy skok w bok tez jest zdrada. ale to czy jest on jednorazowy czy tez notoryczny tak naprawde nie ma znaczenia. zdrada jest w swoim wyrazie szczera, swiadczy o tym, ze cos jest w zwiazku nie tak. to, ze Ty, ja czy ktokowliek inny wolalaby sie rozwiesc niz ryzykowac kolejna zdrade nie stanowi o wyzszosci rozwodu nad zdrada. zdrady sa rozne, rozwody sa rozne. nie mozna generalizowac.

dziubek napisał(a): K2 napisał(a):i zupelnie nie rozumiem, po co zmieniac osoba czy tez probowac zmianiac, ktora sie kocha. takie "kocham Cie, ale... ", i "przysiegam Ci milosc, wiernosc, ale..."
zmieniać wady, nie osobę. na przykład wadę pt: rzucam swoje skarpety koło łóżka bo tak mi wygodnie. miałam na myśli takie bardzo prozaiczne wady, bo nie wyobrażam sobie rozstania z partnerem z powodu takiej wady, albo jej akceptację lol

ale dziubek, przeciez wady sa nierozerwalna czescia kazdego czlowieka. zmianiajac czyjes wady, zmieniasz czlowieka. i ja nie wyobrazam sobie, ze moglabym byc z kims kogo charakteru nie jestem w stanie zaakceptowac i wchodzic z zwiazek z nadzieja, ze ja zmienie jego wady.

qvo napisał(a):K2 napisał(a):
lepszy rozwod, niz zdrada - to tez do mnie nie trafia. co w nim jest takiego lepszego?

Może to, że jeśli sie zdecydujesz na rozwód, to możesz wyjśc jeszcze ze wszystkigo z twarzą - poprostu nie pasujemy do siebie ot co- szukamy dalej (wiadomo, że nikt nie bedzie do konca szczęsliwy z takiego rozwiązania), a jeśli mieszkasz z kimś, udzielasz się w domu, rozmawiasz, poświęcasz się dla drugiej osoby i widzisz jak ona poświęca sie dla Ciebie, a za plecami szukasz przygód, bo chociazby nie wystarcza Ci, to co może dać ci druga połówka fizycznie(oczekujesz od partnera figur jakich jeszcze w kamasutrze nie widziano i nie mozesz bez tego zyc) i to nagle wychodzi na jaw, to wytłumaczcie mi na jakiej podstawie uważacie zdrade i rozwód, ośmiele sie powiedzieć, za synonimy????

mowie szczerze i zupelnie powaznie, nie rozumiem tego zdania/pytania, a juz "wnioskowanie", ze ktokolwiek uzywa tu zdrady i rozwodu zamiennie wydaje mi sie smieszne, zeby nie powiedziec kpina w swietle pozniejszej Twojej wypowiedzi.

qvo napisał(a):Lepiej życ w związku, który na zewnatrz wyglada na szcześliwy a doprawiać sobie rogi czy legalnie się rozstać - nie oszukując nikogo i zacząc układać sobie nowe- tym razem lepsze życie??
prrr, a gdzie ktos cos takowego stwierdzil?

Gość 2009-09-22 o godz. 12:41 0

Kerala napisał(a):Nie no Diublu, nie spodziewasz się chyba, że zabawimy się w wartościowanie rozwodu kontra zdrady?

nie, a dałam coś takiego do zrozumienia? ;)


Jezeli uprzeć się przy tej szczerości, to można ładnie zripostować: lepiej nie dopuścić do zdrady, niż zdradzić i mieć potem problem z uczciwością. Jak sama Widzisz ta gra słowna nie ma końca.

ne wiem za bardzo jaka gra słowna

napisałam, że dla mnie rozwód jest lepszy, bo oznacza szczerość, bo zrozumiałam cytat K2 "lepszy rozwód, niz zdrada -to tez do mnie nie trafia. co w nim jest takiego lepszego?" jako wybieranie jednego z dwóch - zdrady albo rozwodu jako rozwiązania dla nieudanego związku.

chodziło mi o to, że rozwód oznacza szczerość w przyznaniu -nie jesteśmy szczęśliwi, nie układa nam się i dlatego się rozstajemy. trwanie w malżeństwie i posiadanie kochanków/kochanek na boku nie jest dla mnie lepszym rozwiązaniem -nawet jeśli dzieci są jeszcze małe. zdrada w takim wypadku nie umocni moim zdaniem związku.

Qvo -ufo, zesłało mnie UFO :D ;)

K2 -Nocny Marku -do ostatniego postu:
1 nie widzę w tym, że ktoś jest dziwkarzem -szczerości czynu. ;) są inne sposoby, żeby powiedzieć partnerce, że coś jest nie tak, niż przelecenie jakiejś panienki. nie wiem za bardzo jak miałoby oczyścić związek to, że mąż ma od 3 lat kochankę

2 e tam od razu charakter człowieka, zmieniam po prostu jego bałaganiarstwo (to w kontekście skarpet). mówiąc inaczej sposób w jaki go mamusia wychowała lol przecież tak samo on zmienia mnie -na tym chyba polega docieranie :D

jennifer 2009-09-22 o godz. 21:19 0

zgadzam się z qvo i dziubkiem, że szczerość w związku jest bardzo wazna

są zwolennicy myślenia, że jeśli zdarzył się "skok w bok" to lepiej to skrzętnie ukryć bo to nie miało znaczenia a tylko zranimy partnera...a tak może być cały czas wszystko w porządku.....oczywiście tylko pozornie bo skoro się taki skok zdarzył to chyba nie jest ok

kwestia zdrady w zwiazku jest sprawa indywidualną, dla jednych jest nie do zniesienia i oznacza koniec a dla innych może być wzmocnieniem związku, jedni będa mogli takiej osobie zaufać a inni nie....

dlatego szczerość jest ważna żeby obie strony były absolutnie pewne na czym stoją i co sa w stanie zaakceptować a czego nie...(i nie mówię tu tylko i wyłącznie o zdradzie ...)w końcu jak mamy podejmować decyzje co do naszego życia, wspólnej przyszłości jeśli partner "dla naszego dobra" o pewnych sprawach nam nie mówi bo:

1) sam uznaje je za nieistotne (skąd może wiedzieć ze dla nas nie będa istotne)

2) obawia sie naszej reakcji na taka prawdę (moim zdaniem wtedy mysli egoistycznie i na wszelki wypadek woli uniknac przykrych dla siebie konsekwencji swoich czynów lubpo prostu tego że coś pojdzie nie po jego myli)

a wracając do kwesti brzęku much czy tluczonych talerzy...myślę, że qvo nie chodziło o nude w związku czy po prostu pokrzyczenie sobie... ja to odebrałam raczej jako taką jej reakcję (być moze czasem zbyt impulsywna...) na zachowanie partnera

myślę, że jeśli ona czuje ze coś jest nie tak albo nie jest do końca pewna czy on jest z nia szczery albo obawia się, że mógł ukryć przed nia jakieś małe drobne rzeczy, ktore on uznał za nieistotne (ale niekoniecznie byłyby one nieistotne dla niej) to stara się to wyjasnic, o tym dowiedziec....może wlasnie w ten sposob prowokujac go do szczerosci....
może gdy ona czuje ze cos jest nie tak (nawet jesli jest ale partner jasno nie daje jej tego odczuc a moze obawia sie ze cos bez znaczenia dla niego ja zdenerwuje) nie umie udawać, że wszystko jest w porzadku i chciałaby miec jasność sytuacji.....

Gość 2009-09-23 o godz. 02:32 0

dziubek napisał(a): napisałam, że dla mnie rozwód jest lepszy, bo oznacza szczerość, bo zrozumiałam cytat K2 "lepszy rozwód, niz zdrada -to tez do mnie nie trafia. co w nim jest takiego lepszego?" jako wybieranie jednego z dwóch - zdrady albo rozwodu jako rozwiązania dla nieudanego związku.
e dziubek, ja tego nie napisalam. nigdzie ani ja, ani nikt inny z tego co zauwazylam, nie napisal, ze zdrada ma byc remedium na nieudany zwiazek i rozbawilas mnie teraz :D:D:D:D dyskusja o zdradzie i rozwodzie zaczela sie od tego:

dziubek napisał(a):K2 napisał(a):qvo napisał(a):Anirrak napisał(a):jennifer napisał(a):a może człowiek czasem tak po prostu boi się samotności.....

może boi się tego ze nikogo lepszego nie spotka.....


Jesli to ma byc jedyna przyczyną wikłania sie w małżeństwo - to sorry, ale to głupie strasznie...

A odwracając pytanie - co jesli będąc mężatką spotka się "tego lepszego"?
Rozwód - bo "sie trafiło"
Zdrada - żeby wypróbować czy to aby na pewno ten???

A czy rozwód jest czyms strasznym?? Wstydliwym?? Wg mnie na pewno lepszy od zdrady...

lepszy rozwod, niz zdrada - to tez do mnie nie trafia. co w nim jest takiego lepszego?
szczerość?

dziubek napisał(a):
K2 -Nocny Marku -do ostatniego postu:
1 nie widzę w tym, że ktoś jest dziwkarzem -szczerości czynu. ;) są inne sposoby, żeby powiedzieć partnerce, że coś jest nie tak, niż przelecenie jakiejś panienki. nie wiem za bardzo jak miałoby oczyścić związek to, że mąż ma od 3 lat kochankę

eh, ja jasniej nie potrafie, wiec zadam putanie - o czym swiadczy zdrada. kazda zdrada, nie tylko w zwiazku? jak sobie odpowiesz na to pytanie mam nadzieje, ze zrozumiesz co chce przekazac. nikt nie posze, ze zeby uswiadomic partnerowi, ze zwiazek sie rozpada trzeba leciec z kims do lozka ani, ze przespanie sie kims zwiazek naprawi. za dobrze by bylo, gdyby to bylo takie proste :D

dziubek napisał(a): 2 e tam od razu charakter człowieka, zmieniam po prostu jego bałaganiarstwo (to w kontekście skarpet). mówiąc inaczej sposób w jaki go mamusia wychowała lol przecież tak samo on zmienia mnie -na tym chyba polega docieranie :D
dziubek, a wiazac sie ze swoim mezem, mialas liste tego co musisz zmienisz? jesli odpowiedz jest "nie", to oznacza, ze nawet gdyby Twoj maz dalej machal skarpetkami po podlodze, to jakos bys potrafila z tym zyc, czyli zaakceptowala te wade. czyli dokladnie to, o czym pisala Anirrak
dziubek napisał(a):Anirrak napisał(a):No to jesli są wady, których zaakceptowac sie nie da - to chyba koniec pieśni :|
w moim przekonaniu można jeszcze próbować co-po-niektóre zlikwidować ;) z naciskiem na -próbować lol bo to zależy od chęci drugiej strony

btw jennifer, a ktos tu twierdzil, ze szczerosc w zwiazku jest nieistotna?

Gość 2009-09-24 o godz. 09:25 0

K2 napisał(a):dziubek napisał(a): napisałam, że dla mnie rozwód jest lepszy, bo oznacza szczerość, bo zrozumiałam cytat K2 "lepszy rozwód, niz zdrada -to tez do mnie nie trafia. co w nim jest takiego lepszego?" jako wybieranie jednego z dwóch - zdrady albo rozwodu jako rozwiązania dla nieudanego związku.
e dziubek, ja tego nie napisalam.

wiem, :D napisałam przecież cyt: -bo zrozumiałam cytat K2 jako....

eh, ja jasniej nie potrafie, wiec zadam putanie - o czym swiadczy zdrada. kazda zdrada, nie tylko w zwiazku? jak sobie odpowiesz na to pytanie mam nadzieje, ze zrozumiesz co chce przekazac. nikt nie posze, ze zeby uswiadomic partnerowi, ze zwiazek sie rozpada trzeba leciec z kims do lozka ani, ze przespanie sie kims zwiazek naprawi. za dobrze by bylo, gdyby to bylo takie proste :D
K2- mi nie chodzi o to, zebyś wyjaśniała. ja rozumiem, co napisałaś :D po prostu dla mnie nie każda zdrada świadczy o tym, że w związku jest coś nie halo. (bo chyba o to Ci chodzi w pytaniu: o czym świadczy zdrada. każda zdrada?) ja po prostu uważam, że niektórzy faceci (żeby nie powiedzieć większość facetów) zdradza swoje żony, partnerki bo ma ochotę na nową dupę, przelotny ekscytujący seksi nie ma znaczenia, że żona jest cudowna, zadbana, że robi karierę, świetnie prowadzi dom, jest doskonałą matką, ekstra kumplem dla niego i wsparciem i wogle cud miód. po prostu miałam na myśli taki typ zdrady

dziubek, a wiazac sie ze swoim mezem, mialas liste tego co musisz zmienisz? jesli odpowiedz jest "nie", to oznacza, ze nawet gdyby Twoj maz dalej machal skarpetkami po podlodze, to jakos bys potrafila z tym zyc, czyli zaakceptowala te wade. czyli dokladnie to, o czym pisala Anirrak

no skoro już siedzimy nad moim małżeństwem lol
to, że potencjalnie bym umiała żyć ze skarpetami na podłodze koło łóżka, nie świadczy o tym, że bym tą wadę musiała zaakceptować. bo jesli ja mogę coś zaakceptować, bo kocham, to druga strona z tego samego powodu może próbować swoje wady zmienić.
jeśli mój mąż nadal machałby skarpetami wiedząc, że to mi strasznie przeszkadza, to zaczęłabym się zastanawiać czy na pewno mu zależy na moim szczęściu. skoro ja mogę zmieniać jakieś swoje wady/nawyki/zachowania, które mu przeszkadzają, to i on może.

Pozdrawiam serdecznie :D

Odpowiedz
Podobne tematy
Kategorie pytań